Jeśli dziecko w domu rodzinnym na co dzień słyszy o rynku sztuki, to w naturalny sposób przygotowuje się do kolekcjonowania lub inwestowania na tym rynku. Powstaje coś, co możemy umownie nazwać kulturą kolekcjonerską i inwestowania. To suma wiedzy, praktycznych doświadczeń, kumulujących się w rodzinie przez pokolenia.

80 zł kosztują „Wiersze dla dzieci” Tuwima wydane w 1960 roku.

80 zł kosztują „Wiersze dla dzieci” Tuwima wydane w 1960 roku.

Foto: Archiwum

Przed wojną w Polsce istniał zaledwie zalążek rynku. W czasach PRL kultura inwestowania nie mogła powstać. Wolny rynek sztuki (m.in. aukcje) zaczął w Polsce powstawać dopiero w 1989 roku. W Europie aukcje systematycznie organizowane są od ponad 200 lat. Jesteśmy o tyle lat opóźnieni w gromadzeniu indywidualnych doświadczeń. Warto przeczytać książkę na ten temat prof. Krzysztofa Pomiana „Zbieracze i osobliwości" (Lublin, 2001).

64 zł kosztuje książka z ilustracjami Wojciecha Zamecznika.

64 zł kosztuje książka z ilustracjami Wojciecha Zamecznika.

Foto: Archiwum

Przez te stulecia w kolejnych pokoleniach burżuazyjnych rodzin w Zachodniej Europie dzieci w naturalny sposób nasiąkały wiedzą o rynku. Jaki stąd wniosek? Powinniśmy jak najwięcej inwestować w dzieci, zarażać je bakcylem kolekcjonerstwa. Zabierajmy dzieci na aukcje książek, monet, obrazów. Może dzięki temu zyskają pasję lub zawód? Kiedy usamodzielnią się, może na co dzień w domach zechcą żyć pośród sztuki?

Aukcje dla dzieci

Od 5,7 tys. zł licytowana będzie praca Mateusza Szczypińskiego na 18. aukcji z cyklu „Fotografia kol

Od 5,7 tys. zł licytowana będzie praca Mateusza Szczypińskiego na 18. aukcji z cyklu „Fotografia kolekcjonerska”.

Foto: Archiwum

Dzień Dziecka jest okazją do aukcyjnego debiutu. Dziecko też może licytować. Zróbcie tak, żeby stało się dla niego pozytywnym snobizmem chodzenie na aukcje lub na wystawy przedaukcyjne.

Warto upolować zabytkowe podpórki do książek.

Warto upolować zabytkowe podpórki do książek.

Foto: Archiwum

6 czerwca w Desie Unicum (www.desa.pl) odbędzie się kolejna aukcja komiksu i ilustracji. Od 2,5 tys. zł rozpocznie się licytacja „Gapiszona i dyni" (29 na 42 cm) Bohdana Butenki (ur. 1931). Tytus jako korsarz, dzieło Henryka Jerzego Chmielewskiego (ur. 1923) czyli popularnego „Papcia Chmiela" wyceniono na 2 tys. zł. Są komiksowe plansze Jerzego Skarżyńskiego (1924–2004), namalowane do „Janosika". Są ilustracje Mariana Walentynowicza (1896–1967) do „Małego księcia".

To megagwiazdy polskiej ilustracji dla dzieci. Przecież Walentynowicz stworzył ponadczasowe „Przygody Koziołka Matołka". Oryginalne, przedwojenne plansze do „Koziołka" parę lat temu można było za przysłowiowe grosze kupić w Galerii Grafiki i Plakatu w Warszawie. Od ręki, bez licytacji. Niedawno jeszcze nikt się o to nie bił.

Był to świetny zakup na lokatę. Gdyby ktoś tamtego zakupu dokonał z dziećmi lub wnukami, byłaby to dodatkowo genialna edukacja na temat rynku. Wyobraźcie sobie, że macie oryginalne plansze z przedwojennym „Koziołkiem Matołkiem". Gdyby dziś pojawiły się na aukcji, byłaby to ogólnonarodowa sensacja i rekord cenowy.

Wzorową edukację w zakresie rynku sztuki prowadzi wybitny kolekcjoner mecenas Waldemar Gujski, twórca rodzinnego muzeum w Gałkach. Jego dziesięcioletni wnuk Fryderyk zbiera monety, uczęszcza na zajęcia edukacyjne dla dzieci w Muzeum Narodowym w Warszawie. Młodszy wnuk, pięcioletni Bruno, podjął decyzję, że też chce brać udział w muzealnych zajęciach, skoro korzysta z nich jego starszy brat. Bruno, gdy wchodzi do jakiego pomieszczenia i widzi obrazy, przede wszystkim na nie zwraca uwagę.

Obydwaj są stałymi bywalcami antykwariatów. Niedawno ich dziadek kupił sobie paradne strzemiona husarskie... Wnuki wiedzą, co to jest, i potrafią powiedzieć, które muzea mają taki sam skarb, jaki zdobył ich dziadek.

Czy wasze dzieci lub wnuki mają w swoich pokojach obrazy? Czy te obrazy są przypadkowe, czy dzieci wybrały je same? Może niech osobiście wylicytują „Gapiszona" do dekoracji swojego pokoju.

Dzieci licytują

Następny krok to udział w aukcji bibliofilskiej. Dziecko samo (oczywiście kierowane przez dorosłego) wylicytuje tam dawną książeczkę dla dzieci z ilustracją, którą ma już w oryginale. 3 czerwca na aukcji w antykwariacie Rara Avis (www.raraavis.krakow.pl) będzie zestaw bogato ilustrowanych książek dla dzieci z lat 50. XX wieku.

Uczcie dzieci odróżniać na rynku sztuki fakty od marketingu. Na naszym niedojrzałym rynku sztuki cena obrazów w dużej mierze zależy od marketingu. Modnym malarzem jest np. Wojciech Fangor. Obrazy artysty, popularnie nazywane „kołami", osiągają rekordowe ceny rzędu miliona złotych. Ile takich obrazów namalował Fangor? Ponad 300! Genialny malarz Witold Wojtkiewicz stworzył w sumie ok. 50 obrazów. Dlaczego unikatowe dzieła Wojtkiewicza są szokująco tańsze od stale dostępnych obrazów Fangora? Dyskutujcie z dziećmi o takich ciekawostkach cenowych.

Sztuka licytowania

Kupowanie sztuki jest zwykle ostatecznym potwierdzeniem sukcesu finansowego. Osoby, które go odniosły, nie mają u nas żadnej wiedzy o rynku sztuki, bo skąd? My Polacy mamy w większości chłopski rodowód, a w chłopskich rodzinach w czasach PRL nie mówiło się o licytowaniu dzieł sztuki na aukcjach.

Kupowanie sztuki i antyków nie zwalnia z myślenia. Nabywca, moim zdaniem, tak samo odpowiada za zakup jak sprzedawca. Jeśli dziecko lub wnuk będą w przyszłości podmiotami zakupów, to wygrają.

To klient sam ma wiedzieć, co i dlaczego chce kupić. Jeśli ktoś chce świadomie budować kolekcję, inwestować, to sam musi popracować. Nie ma co liczyć na tzw. doradcę, w praktyce na ogół stronniczego, bo zwykle nieoficjalnie czerpie on zysk z transakcji.

Pokazujcie dzieciom nowe, przyszłościowe tematy kolekcjonerskie, np. fotografię artystyczną. 13 czerwca odbędzie się 18 aukcja z cyklu Fotografia Kolekcjonerska (www.artinfo.pl). Odbywają się one dwa razy do roku, organizowane są przez portal rynku sztuki Artinfo.pl, dokumentują jej luksusowe dwujęzyczne katalogi.

Lawinowo rośnie liczba aukcji sztuki najmłodszej, gdzie wszystkie ceny wynoszą 500 zł. Oznacza to dostępność dla większej liczby klientów o skromnych dochodach. Niech dzieci ośmielą się mówić, co z oferty młodej sztuki podoba im się najbardziej, niech same sobie to uświadomią.

W zachodniej Europie przez stulecia w każdym pokoleniu rosły wymagania klientów wobec rynku. Dzięki temu rynek doskonalił się. Tam istnieje burżuazja, która w naturalny sposób chomikowała w domach obrazy, białe kruki, cenną biżuterię. Taka kultura kolekcjonerska zaczęła rodzić się w Polsce dopiero w okresie międzywojennym. Jednak burżuazja ostatecznie w Polsce nie powstała ze znanych powodów historycznych.

Przed wojną nie powstał też u nas rynek sztuki. Wykluł się tylko ubożuchny zalążek. Przeczytajcie dzieło Sławomira Bołdoka „Antykwariaty artystyczne, salony i domy aukcyjne" (Warszawa, 2004). Autor opisuje skromniutki ryneczek sztuki w Warszawie w latach 1800–1950. Jesteśmy zacofani! Cała nadzieja w skutecznym edukowaniu dzieci.

janusz.miliszkiewicz@parkiet.com