Spór o to, na ile rynki są racjonalne, prawdopodobnie trwa już od momentu, gdy naukowo zaczęto zajmować się ekonomią. Wydarzenia z ostatnich kilkunastu miesięcy z pewnością wzbogaciły tę dysputę, dostarczając wielu argumentów zwolennikom tezy mówiącej, że zachowanie rynków bywa dalekie od racjonalności. W marcu zeszłego roku mieliśmy krach na globalnych giełdach, ale bessa trwała niezwykle krótko. Dow Jones Industrial w ciągu dwóch sesji odbił się o ponad 20 proc. od dołka. Na jesieni wrócił na przedkryzysowy poziom, a później bił rekord za rekordem. Pomimo szalejącej pandemii, lockdownów i różnych zawirowań politycznych indeksy giełdowe szły w ostatnich miesiącach w górę napędzane ultraluźną polityką pieniężną oraz nadziejami na ożywienie gospodarcze. Po drodze mieliśmy na rynkach takie anomalie jak np. ujemne ceny ropy, a pierwszy miesiąc nowego roku przyniósł dziką spekulację akcjami spółek takich jak GameStop. Inwestorzy detaliczni „uzbrojeni" w czeki stymulacyjne warte po 600 USD „wyciskali" fundusze finansowe z ich krótkich pozycji i omal nie doprowadzili jednego z tych gigantów do bankructwa. W końcówce marca uwaga inwestorów skupiła się natomiast na funduszu Archegos Capital Management, który miał problemy z margin call (wezwaniem do uzupełnienia depozytu zabezpieczającego) i sprowokował tym wyprzedaż akcji wartych 20 mld USD oraz naraził kilka banków na wielomiliardowe straty. Gdybyśmy cofnęli się o kilka lat i opowiedzieli o tych zdarzeniach analitykom i traderom, to pewnie wielu z nich uznałoby to za fantazje szaleńca. Na rynkach wciąż dzieją się jednak rzeczy o wiele bardziej szalone.
„Pieseł" na Księżycu
Koniec kryptowalut wieszczono już wielokrotnie i równie często nazywano je piramidami finansowymi. Bo przecież z tradycyjnego punktu widzenia taka klasa aktywów nie ma sensu. To przecież waluty istniejące jedynie w świecie cyfrowym, które nie mają oparcia w autorytecie żadnego państwa ani w aktywach, a do tego ich notowania charakteryzują się bardzo dużą zmiennością. A mimo to ich wartość niezwykle szybko rosła. O ile w marcu 2020 r. kurs bitcoina był poniżej 4 tys. USD, o tyle w marcu 2021 r. przekraczał nawet 60 tys. USD. Wielu inwestorów pewnie nie może sobie wybaczyć, że nie kupili bitcoinów na przykład w 2013 r., kiedy ich kurs sięgał kilkunastu dolarów. Są też inwestorzy, którzy zarzekają się, że nigdy nie ulokują swoich pieniędzy w kryptowalutach, bo to „jedna wielka bańka". Zainteresowanie kryptowalutami wykazują jednak niektóre wielkie instytucje finansowe, a sam rynek bitcoina przekroczył 1,1 bln USD kapitalizacji, a to więcej, niż na przykład wynosi nominalny PKB Meksyku. Bitcoin jest jednak tylko jedną z blisko 4,5 tys. kryptowalut tworzących rynek wart 1,88 bln USD. O ogromnej większości z nich nie słyszeli nawet wielcy entuzjaści tej klasy aktywów. Oczywiście są wśród nich też takie, które mocno przyciągają uwagę. Należy do nich choćby dogecoin, czyli kryptowaluta, o której mówi się, że powstała jako żart.
Dogecoin został stworzony w 2013 r. przez Billy'ego Markusa, programistę IBM, i Jacksona Palmera, programistę Adobe. Wymyślili go jako darmowy, szybki i „zabawny" system płatności. By ich kryptowaluta zyskała popularność, użyli jako jej symbolu psa rasy shiba inu, znanego w memach jako „pieseł" (ang. doge). Pomysł chwycił, dogecoin przyciągnął uwagę, ale jego kurs przez wiele lat i tak był w granicach kilku setnych centa. Dogecoina traktowano więc jako żart. W końcówce marca 2021 r. kurs przekraczał już 0,05 USD, a w ciągu poprzednich 12 miesięcy wzrósł o około 16 tys. proc. Z dogecoina przestano się śmiać, a kapitalizacja tej kryptowaluty przekroczyła 7 mld USD. To więcej niż PKB ponad 40 państw. Do silnego wzrostu kursu dogecoina w sporym stopniu przyczyniły się tweety Elona Muska, założyciela Tesli. W lutym, gdy kurs dogecoina bił rekordy, Musk wrzucał na Twittera memy i wpisy wykazujące jego entuzjazm – np. mem, w którym „pieseł" w kombinezonie astronauty stawią flagę z symbolem dogecoina na Księżycu. Zamieścił też sondaż z pytaniem o przyszłą walutę na Ziemi – z dwiema odpowiedziami do wyboru: „dogecoin na Księżyc" i „wszystkie kryptowaluty razem". Tymczasem w sondażu internetowym przeprowadzonym przez Pipslay 37 proc. ankietowanych stwierdziło, że przynajmniej raz podejmowało decyzje inwestycyjne na podstawie tweetów Muska, a 16 proc., że robiło to wiele razy. 48 proc. stwierdziło, że Musk to geniusz, a 7 proc., że to dupek.
Kryptowaluty nie są jednak aż tak szaloną klasą aktywów w porównaniu choćby z NFT ("non -fungible token", czyli "niewymienialnymi tokenami"). NFT to obiekty cyfrowe opierające się na technologii blockchain, czyli tej samej, na której bazują kryptowaluty. NFT są traktowane jako coś na pograniczu aktywów inwestycyjnych i dzieł sztuki. Technologia blockchain pozwala bowiem na nadanie cyfrowym obrazkom czy dźwiękom cech unikalności. Ten, kto posiada NFT cyfrowego dzieła sztuki, dzięki zapisom blockchain ma pewność, że ma oryginał.
Eksperymenty z NFT rozpoczęto już w 2012 r. tworząc tzw. colored coins, czyli specjalnie oznaczone kryptowaluty. W 2017 r. powstała gra CryptoKitties pozwalająca graczom na handel... wirtualnymi kotami. Najdroższe z kociaków w tej grze osiągały ceny dochodzące nawet do 100 tys. USD. Od tego czasu technologia NFT rozwinęła się i upowszechniła. Obiekty tego typu stały się pożądanymi aktywami. W lutym 2021 r. NFT z animacją przedstawiającą Nyan Cata (postać z popularnych memów) został sprzedany na aukcji internetowej za 600 tys. USD. 11 marca 2021 r. renomowany dom aukcyjny Christies wylicytował za 69,3 mln USD internetowy obraz „Everydays: The First 5000 Days" autorstwa artysty cyfrowego o pseudonimie Beeple.
– Właściwie to myślę, że będzie z tym bańka. Ale myślę też, że powinniśmy być teraz w tej bańce – powiedział Beeple przed aukcją. Zawrotne ceny osiągają NFT z plikami JPG, zeskanowanymi kartami kolekcjonerskimi, muzyką czy przedmiotami z gier. Swoje NFT wypuszczają nawet pracownice branży erotycznej. Z fenomenu nowej klasy aktywów zażartował sobie Elon Musk, publikując 15 marca na Twitterze NFT w formie teledysku techno poświęconego NFT. Widzimy na nim obracający się puchar – „nagrodę za próżność", którego elementami są m.in. złote „pieseły". Kiedy zaczęły do niego spływać oferty zakupu tego NFT, Musk napisał, że „właściwie to myślę, że sprzedanie tego nie będzie dobre, więc poczekam". Piosenkarka Grimes, będąca partnerką Muska, sprzedała w styczniu NFT ze swoją muzyką za 6 mln USD.
Z nowej rynkowej manii zadrwił nowojorski artysta Alex Ramirez-Mallis. Wystawił na internetowej aukcji NFT będący 52-minutowym nagraniem puszczania gazów. Ten plik osiągnął cenę 183 USD. – Jeśli jego wartość wzrośnie, to ktoś będzie miał w ręku ekstremalnie cenne pierdy. Mam nadzieję, że te pierdy NFT jednocześnie będą krytyką tego absurdu, dadzą ludziom okazję do śmiechu, a mnie uczynią bogatym – stwierdził Ramirez-Mallis.
Talony na trampki cenniejsze niż złoto
Inwestycje alternatywne, które mogą sprawiać wrażenie szalonych, nie ograniczają się jednak do tworów cyfrowych. Zdarza się bowiem, że inwestorzy są gotowi wydawać pieniądze na przedmioty kolekcjonerskie takie jak... buty do biegania. W USA można przyzwoicie zarobić, odsprzedając je w internecie. Firma Cowen Equity Research szacuje, że wtórny rynek butów do biegania jest wart w USA 2 mld USD, a na świecie 6 mld USD. Część nabywców tych butów chce w nich chodzić i biegać, ale wielu innych traktuje je jako inwestycję w przedmiot kolekcjonerski. „Proponujemy, by traktować buty sportowe jako alternatywną klasę aktywów, która zbiera premię za płynność, zapewnia dywersyfikację, bo nie jest skorelowana z tradycyjnymi klasami aktywów i posiada dobrą charakterystykę, jeśli chodzi o nagrody za ryzyko" – piszą analitycy Cowen Equity Research.
Raper Lil Nas X niedawno wypuścił na rynek limitowaną serię „butów Szatana" – butów do biegania mających satanistyczne symbole oraz po kropli ludzkiej krwi w poduszkach powietrznych. Całą partię liczącą 666 par sprzedał w ciągu minuty, licząc za każdą 1080 USD. Koncern Nike wysłał mu już pozew za naruszenie swojego znaku towarowego, ale być może nabywcy tych „szatańskich" butów zarobią, odsprzedając je kolekcjonerom. Czy jednak w długim terminie taki dziwaczny przedmiot kolekcjonerski zachowa swoją wartość, czy też ją straci, gdy Lil Nas X stanie się kolejną zapomnianą gwiazdką muzyki?
A jakby połączyć buty do biegania z NFT? Już to się stało! Amerykańskie studio designu Rtfkt sprzedało za łącznie 3,08 mln USD 608 tokenów NFT będących obrazkami przedstawiającymi zaprojektowane przez nie trampki. Same trampki z tej kolekcji nie są jeszcze w sprzedaży, ale tokeny będą mogły zostać zamienione na prawdziwe trampki 10–12 kwietnia 2021 r. Trampkowe NFT sprzedawano po 3 tys. USD, 5 tys. USD i 10 tys. USD. W dawnych czasach zakup za 10 tys. USD czegoś, co można uznać za talon na trampki, zostałby pewnie uznany za szaleństwo. Obecnie jednak może być dla wielu ludzi dobrą inwestycją, gdyż buty zaprojektowane przez Rtfkt da się odsprzedać za dużo wyższą cenę. Cyfrowy talon na trampki może być więc droższy od uncji złota (kosztującej w zeszłym tygodniu blisko 1,7 tys. USD).
Czy zachowania inwestorów mogą stać się jeszcze bardziej szalone? Ludzka pomysłowość nie zna granic i można się spodziewać, że wiele rzeczy, które wydawały się nam całkiem zwyczajne, stanie się nowymi klasami aktywów.