Gastronomia wciąż mozolnie odrabia straty wywołane pandemią, przez 2020 i 2021 r. zazwyczaj możliwa była tylko obsługa zamówień na wynos lub z dostawą do domu klienta, teraz sektor liczył na zdecydowanie lepszy sezon. Wszystko może pokrzyżować ogromny wzrost cen produktów spożywczych i alkoholi, ale też energii. Oznacza to konieczność podnoszenia cen w restauracjach, co może przełożyć się na zainteresowanie konsumentów. Tym bardziej że według ostatniego badania ARC Rynek i Opinia aż 38 proc. konsumentów mówi już o konieczności ograniczania wydatków uważanych za luksusowe, jak właśnie wyjścia do restauracji.
Gorsze nastroje klientów
– Respondenci deklarują, że w obliczu rosnących cen, inflacji i rosnących stóp procentowych ograniczą w pierwszej kolejności niektóre usługi, które mogą być uważane za luksusowe, czyli niekoniecznie niezbędne do życia. I ta postawa ograniczania w czasie stagflacji nie jest korzystna dla gospodarki – mówi dr Adam Czarnecki z ARC Rynek i Opinia. – Druga postawa, którą reprezentuje mniejsza grupa badanych, to zwiększenie konsumpcji w imię zasady, że lepiej jest pieniądze wydać, niż czekać, aż dalej będą traciły na wartości – dodaje.
Dla firm prowadzących restauracje i bary to złe informacje, ponieważ sektor czekał na sezon letni oznaczający zawsze najwyższe obroty. – Drugi kwartał to początek wysokiego sezonu w gastronomii, działają już ogródki i klienci chętniej niż w pierwszych miesiącach roku odwiedzają restauracje. Ze względu na zachodzące zmiany w otoczeniu, jak mniejsze obawy społeczne związane z pandemią niż np. rok temu, zmiany kosztów kredytów, zmiany kosztów działania i wzrost cen, a także wojna w Ukrainie, trudno odnosić się tylko do zmian cen – mówi Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska. – Ciężko odnieść się do sprzedaży w latach 2020–2021 ze względu na istotny wpływ pandemii. Możemy obecnie stwierdzić, że nie widzimy zmiany zainteresowania naszą ofertą w porównywalnych restauracjach działających także w 2019 roku oraz nie widzimy spadku odwiedzalności naszych restauracji w stosunku do przyjętego planu – dodaje, podkreślając, iż zauważalny jest jednak w ostatnich miesiącach duży wzrost zainteresowania programem rabatowym Aperitif, w którym obecnie uczestniczy już ponad 400 tysięcy gości.
Dostawcy też pod presją
Zmiany w kanale gastronomicznym oznaczają wyzwania także dla dostawców, choćby alkoholi. Firmy są świadome wyzwań, jakie mogą ich czekać w najbliższych miesiącach. – Po trudnym 2021 r. dla gastronomii obecnie spodziewałbym się niekoniecznie mniejszej liczby klientów w lokalach i w efekcie obroty nie powinny spaść. Można jednak oczekiwać zmniejszonych indywidualnych wydatków gastronomicznych, konsumenci będą oszczędzać, będąc już w placówkach. Zwłaszcza w okresie letnim chęć spotkań i powrotu do życia społecznego przeważy, spodziewamy się więc dobrego sezonu, choć z konsumentami z ostrożnością podchodzącymi do cen – mówi Robert Ogór, prezes Ambry, producenta i dystrybutora win. – Niestety, jesień będzie trudniejsza pod wieloma względami. Dla polskiego rynku gastronomicznego ważną część obrotów generują spotkania biznesowe, a niestety można oczekiwać pogorszenia kondycji przedsiębiorców i w efekcie mniejszych wydatków na różnego rodzaju spotkania z kontrahentami – dodaje.