Reklama

Epidemia wśród członków rad

Vistula, Ponar Wadowice, narodowe fundusze inwestycyjne - mnożą się na giełdzie firmy, które działają, w zależności od oceny, bez rad nadzorczych lub z radami w składzie budzącym kontrowersje. W efekcie pojawiają się również wątpliwości co do składu zarządów firm albo wręcz podwójne zarządy. Wszystko przez to, że rezygnacja z pracy w radzie nadzorczej staje się coraz częściej instrumentem w walce skonfliktowanych grup akcjonariuszy.

Publikacja: 03.01.2003 08:19

Zgodnie z Kodeksem spółek handlowych, rada nadzorcza musi się składać co najmniej z 3 członków. Statut może przewidywać większą liczbę. Kodeks cywilny z kolei, który normuje kwestie w ksh nieuregulowane, mówi, że "osoba prawna działa przez swoje organy w sposób przewidziany w ustawie i opartym na niej statucie". Tyle przepisy. Praktyka jest bardziej skomplikowana.

Szum informacyjny

Agencje prasowe przekazują komunikaty dwóch zarządów Zachodniego NFI: tego, który został odwołany przez radę nadzorczą (działającą w składzie mniejszym od statutowego, ale większym od ustawowego minimum), ale odwołania nie uznał, i tego, który został przez nią powołany.

W innych funduszach także działają "zdekompletowane" rady i dokonują zmian w zarządach. W Ponarze spór co do składu zarządu - zmian dokonywała również okrojona RN - doprowadził do tego, że redakcja "Monitora Sądowego i Gospodarczego" otrzymywała i publikowała ogłoszenia o zwołaniu walnego, o jego odwołaniu oraz sprostowanie do odwołania. Nawet dojście walnego do skutku nie zakończy sporu - bo pojawia się problem, czy zostało prawidłowo zwołane.

W Vistuli zarząd informuje o decyzjach osób "uważających się za organ nadzorczy spółki". Komunikaty podpisuje m.in. wiceprezes odwołany przez zdekompletowaną radę. Nie uznaje on, oczywiście, powołanego przez nią kierownictwa. Zresztą nawet w nowym kierownictwie znalazły się osoby, które nie chcą uznać decyzji RN.

Reklama
Reklama

To akcjonariusze się biją

Pretekstem do rezygnacji z pracy w radzie może być np. "konieczność natychmiastowego podjęcia leczenia za granicą", ale w wymienionych przykładach celem jest sparaliżowanie jej prac. Jest to element walki różnych grup akcjonariuszy, starających się przejąć kontrolę nad firmami. - To znany manewr specyficznego bojkotu prac rady. Celem jest z reguły zablokowanie zmian w zarządzie - przypomina prof. Grzegorz Domański z kancelarii Domański, Zakrzewski, Palinka.

Różnice wśród specjalistów

W komentarzach do ksh pojawiają się opinie, że zarząd działający w składzie mniejszym od przewidzianego w statucie "nie jest organem osoby prawnej". Część specjalistów jest przekonana, że identyczna zasada dotyczy rady nadzorczej. Ale są i eksperci mający odmienne zdanie.

W opinii prof. Marka Wierzbowskiego z kancelarii Linklaters możemy przeczytać, że jedynie powołanie rady lub zmniejszenie się liczby jej członków poniżej ustawowego minimum powoduje, iż traci ona zdolność działania. Spadek jej liczebności poniżej statutowego minimum stanowi - w ocenie eksperta - jedynie podstawę do żądania uzupełnienia jej składu. Przeciwna interpretacja prowadziłaby do wniosku, że np. na skutek śmierci jednego członka rady spółka byłaby przez kilka tygodni pozbawiona organu kontrolnego. Podobną opinię sformułował prof. Józef Okolski z kancelarii Weil, Gotshal & Manges. Zwraca on uwagę, że gdyby intencją ustawodawcy było wprowadzenie zakazu podejmowania przez radę działań w składzie mniejszym od przewidzianego w statucie, to odpowiedni przepis po prostu znalazłby się w ksh. Przypomina on, że rada ma sprawować stały nadzór nad działalnością spółki, a inna interpretacja uniemożliwiałaby realizację tego celu.

Jego zdaniem, ewentualnie statut firmy mógłby zawierać zapis, zgodnie z którym rada nie mogłaby działać w składzie mniejszym od statutowego minimum.

Reklama
Reklama

Z kolei prof. Stanisław Sołtysiński z kancelarii Sołtysiński, Kawecki, Szlęzak uznał, że rada nadzorcza, której skład jest mniejszy niż statutowe minimum, nie może podejmować ważnych uchwał. Jej członkowie mogą dokonywać jedynie niektórych czynności, które wynikają np. z ustawy lub uchwał podjętych wcześniej. W związku z tym działać może np. członek rady oddelegowany do indywidualnego nadzoru nad zarządem. Podkreśla on wagę zapisu w kc, zgodnie z którym organy osoby prawnej działają na podstawie nie tylko ustawy, ale i statutu.Zgadza się z nim prof. Domański. - Jeżeli liczba członków posiadających mandat jest mniejsza od statutowego minimum, to rady po prostu nie ma - twierdzi. Zwraca jednak uwagę, że nie oznacza to bezkarności osób, które składają rezygnację w najmniej odpowiednim dla firmy momencie, bez ważnego powodu albo po to tylko, by sparaliżować prace RN. - Z roszczeniami odszkodowawczymi może wystąpić zarówno spółka, jak i np. poszczególni akcjonariusze - podkreśla. Zarówno prof. Domański, jak i prof. Okolski podkreślają, że rezygnacja w celu sparaliżowania działania rady jest niezgodna z kodeksem dobrych praktyk.

- Komentarz

Paraliż rady nadzorczej jest chorobą. Czasem prowadzi ona do jeszcze większych powikłań, czasem - paradoksalnie - do uzdrowienia spółki: w zależności od tego, kto w efekcie przejmuje kontrolę nad firmą. Na rynku mamy teraz do czynienia z obiema sytuacjami. Niemniej choroby należy leczyć. Praktyka pokazuje, że kodeks dobrych praktyk nie jest remedium. Inwestorom pozostają sądy.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama