Debiut Redanu, łódzkiej firmy handlującej odzieżą, miał miejsce 30 grudnia. Przebicie w stosunku do ceny emisyjnej (12 zł) wyniosło ponad 58% (biorąc pod uwagę cenę zamknięcia).
Nie wszyscy dużo płacą
W dniu debiutu główny akcjonariusz - prezes Radosław Wiśniewski - sprzedał, zgodnie z zapowiedziami, część akcji objętych na preferencyjnych zasadach (po 1 zł), ale zrobił to w pakietówkach. Podaż z jego strony nie miała więc wpływu na notowania Redanu. Inwestorzy mogli jednak zwrócić uwagę, że nie udało mu się uzyskać tak wysokich cen, jak rynkowe. Instytucje, które przejęły od niego walory, płaciły średnio po 12,6 zł. Najwyższa cena wyniosła 14,5 zł, a więc i tak sporo mniej niż na sesji. Instytucje kupiły 1,25 mln papierów. Prezes zadeklarował, że reszta akcji pozostanie w jego portfelu. Podaż może jednak pochodzić od innych osób. Na początku stycznia wiceprezes Piotr Kulawiński poinformował o pozbyciu się 10 tys. walorów.
Od debiutu notowania spółki spadają. Wczoraj na zamknięciu kurs wyniósł 16,35 zł. Sporządzone w związku z publiczną ofertą wyceny są jednak jeszcze niższe. BDM PKO BP oszacował wartość jednej akcji na 13,65 zł, a DM Millennium - 13 zł. Analitycy podkreślali wprawdzie, że ich szacunki są bardzo ostrożne, ale dopóki spółka nie zaskoczy pozytywnie inwestorów wynikami, brak podstaw do snucia bardziej optymistycznych, niż przedstawione w analizach, scenariuszy.
Inni też tracą