Reklama

Spór o spór

Strajk może mieć miejsce tylko w przypadku sporu zbiorowego, a takiego w TP nie ma - zapewniali w piątek dziennikarzy przedstawiciele zarządu Telekomunikacji Polskiej. Ich zdaniem, jeśli pracownicy podejmą zapowiadany na wtorek strajk - będzie nielegalny. Związkowcy twierdzą, że spór zbiorowy w firmie trwa od 2002 roku.

Publikacja: 02.04.2005 07:13

Zdanie zarządu TP przedstawili m.in. Wojciech Roman, członek zarządu spółki odpowiedzialny za gospodarkę zasobami ludzkimi (HR) i profesor Krzysztof Rączka, ekspert ds. prawa pracy. Prof. Rączka mówił, że w takiej sytuacji będzie można mówić o rażącym naruszeniu obowiązków pracowniczych, co da TP nie tylko pretekst, ale powód do zwolnień dyscyplinarnych.

- Spór zbiorowy może mieć miejsce wtedy, gdy pracodawca narusza prawa pracownicze bądź związkowe. A to nie miało miejsca - stwierdziła Lilia Lemańska, dyrektor departamentu spraw pracowniczych TP. Według niej, w firmie miał miejsce taki spór w 2002 r., ale zakończył się porozumieniem.

Innego zdania jest działająca w TP "Solidarność". - Spór zbiorowy trwa od 2002 r. Wtedy, przy udziale mediatora, został podpisany protokół rozbieżności dotyczący trzech punktów, w których nie zostało zawarte porozumienie. Mamy opinię biura prawnego Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność", która potwierdza istnienie sporu - powiedział Waldemar Stawski, przewodniczący związku w TP. Dodał, że ponieważ wykorzystano już w tym sporze wszystkie przewidziane procedurą sposoby polubownego rozwiązania problemu, teraz może dojść do strajku.

Inaczej widzi sprawę zarząd TP. Twierdzi, że działa na podstawie ustawy o zwolnieniach grupowych i nie uznaje istnienia sporu. - Negocjacje jeszcze się nie zakończyły. Jak do tej pory spotkaliśmy się ze związkami pięć razy. W poniedziałek odbędzie się szóste i ostatnie spotkanie, bo mija 20 dni przewidzianych na konsultacje. Zgodnie z procedurą przedstawimy regulamin zwolnień - informował W. Roman.

Związki TP nie mówią jednym głosem. Część opowiadająca się za strajkiem podała w piątek, że w spotkaniach z zarządem biorą udział już tylko trzy organizacje.

Reklama
Reklama

W. Roman potwierdził, że w efekcie rozmów zarząd zgodził się zmniejszyć liczbę zwalnianych pracowników o 700 osób: z ponad 3,5 tys. do 2,8 tys. Poinformował, że wielkość rezerwy (130 mln zł) utworzonej w związku z tym etapem restrukturyzacji zatrudnienia nie zmieni się. W ten sposób średnia odprawa dla osób, które skorzystają z programu dobrowolnych odejść, może wzrosnąć (obecnie wynosi ok. 40 tys. zł). Nie wiadomo jednak, o ile. - Będę walczył o to, aby część rezerwy pozostała w spółce - zapewnił W. Roman.

Zwolnienia w TP mają dotknąć przede wszystkim piony wsparcia, takie jak administracja czy księgowość. Ponieważ nie dotkną marketingu i sprzedaży, czyli osób odpowiedzialnych za kontakt z klientem, W. Roman ocenia, że firma nie poniesie strat związanych z mniejszą sprzedażą. Jego zdaniem, strajk nie wpłynie również na działanie sieci TP. Spółka nie oszacowała, jak na razie, ewentualnych kosztów strajku.

Do 2005 r. TP nie musiała korzystać z instytucji zwolnień grupowych, bo z formalnego punktu widzenia nie była pracodawcą dla wszystkich zatrudnionych w grupie. Funkcję tę pełniło ok. 100 jednostek organizacyjnych i w efekcie jednoczesne zwolnienie do 30 osób przez każdą z nich nie wymagało uruchomienia procedury zwolnień grupowych. W styczniu tego roku sytuacja zmieniła się.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama