Reklama

Pytania do... Piotra Zagały, dyrektora departamentu inwestycji w Nordea Polska TUnŻ

Publikacja: 11.05.2010 08:38

Pytania do... Piotra Zagały, dyrektora departamentu inwestycji w Nordea Polska TUnŻ

Foto: Fotorzepa

[b]Plan ratunkowy dla euro spotyka się z dużą krytyką. Zgadza się pan z nią?[/b]

Dziwi mnie zaskoczenie i ostra krytyka. Te działania nie są przecież niczym nowym na rynku światowym. Europejski Bank Centralny będzie robił to samo, co czynił amerykański FED – skupował papiery dłużne, których nikt inny by nie chciał. Różnica polega na tym, że w USA w kłopotach były olbrzymie banki, a w Europie mamy problem całych państw. [b]Czyli w pana opinii mechanizm ratunkowy jest dobrym rozwiązaniem?[/b]

Trudno oceniać, bo wygląda na to, że jest jedynym możliwym doraźnym rozwiązaniem. Oczywiście, gdybym był podatnikiem niemieckim, bardzo bym się oburzył. Okazuje się bowiem, że ponownie za błędy banków, czyli inwestycje w greckie obligacje, oraz rozrzutność Greków płacić będzie każdy niemiecki podatnik. Najbardziej się cieszą oczywiście niemieccy i francuscy bankierzy. Jak zwykle się okazuje, iż nabyli najbardziej zepsute aktywa, a kara ich nie spotka.

[b]Jakie konsekwencje dla Polski może mieć decyzja UE?[/b]

Dopóki udaje nam się żyć z własną walutą, dopóty i dla nas ta decyzja będzie korzystna. Nie musimy dopłacać do funduszu pomocowego, a koniunktura w krajach sąsiednich znów będzie podtrzymana. Kolejny inflacyjny zastrzyk pieniądza na świecie będzie bowiem impulsem do dalszego wzrostu cen aktywów.

Reklama
Reklama

[b]A co dalej?[/b]

To jest to pytanie, którego Bruksela pewnie próbuje teraz unikać. Ponownie nie myśli się bowiem o tym, jak zapobiegać chorobom, tylko jak leczyć ich objawy. Jedynie odważne decyzje, na przykład powołanie jednego ministra finansów dla całej unii monetarnej, mogą uchronić ją przed rozpadem.

[b]Sugeruje pan, że kolejnego kryzysu strefa euro już nie przetrwa?[/b]

W kolejnym kryzysie pożaru może już się nie da ugasić, gdyż obejmie zbyt duże obszary.Chyba że wszyscy zgodzą się na klepanie wspólnej biedy. Spadek wartości dolara czy euro w wyniku nadmiernej kreacji pieniądza doprowadzi bowiem do dalszego relatywnego zubożenia obywateli tych państw względem obywateli krajów rozwijających się.

[b]To chyba dla nas dobra wiadomość, bo wciąż jedną nogą stoimy w grupie krajów emerging markets...[/b]

Obyśmy tylko nie przyjęli euro.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama