[b]Skąd ogromna popularność polskich obligacji wśród inwestorów?[/b]
Mniej więcej od sierpnia polskie papiery traktowane są jako instrument mało ryzykowny, który zyskuje w momencie, kiedy inwestorzy odwracają się od rynków wschodzących lub krajów UE borykających się z wysokim deficytem. Nawet złoty już nie zawsze traci w takich momentach, kiedy zyskuje dolar.
Jedną z hipotez wyjaśniających ten fenomen jest wysoka płynność rynków. Po upadku Lehman Brothers płynność wyschła. Teraz się odrodziła. Pieniądz szuka wyższych stóp zwrotu. Inne wyjaśnienie koncentruje się na sposobie informowania o kłopotach Irlandii czy Portugalii. Tamtejsze rządy nie ukrywają, że dzieje się źle. Dublin otwarcie mówi o kolejnych kłopotach tamtejszego sektora bankowego. Z drugiej strony informacje płynące z Polski są dobre, rząd uspokaja, że nic nam nie grozi.
[b]Jak widać, inwestorzy wierzą, że tak właśnie jest. Dodatkową zachętą dla nich jest informacja o ograniczeniu potrzeb pożyczkowych na 2011 r.[/b]
Problemem jednak jest to, jak wyglądać będą finanse publiczne rok później. Fundusze, które mają krótki horyzont inwestycyjny, mogą się jeszcze tym nie przejmować. Tymczasem wpływy z dywidend, prywatyzacji i lepszego zarządzania płynnością będą trudne do powtórzenia. Uwidaczniające się problemy mogą spowodować, że korzystny trend się odwróci.
[b]Kiedy to nastąpi?[/b]
Sporo zależy od sposobu prezentacji informacji przez polityków, jak i ewentualnej decyzji o zmniejszeniu płynności na rynkach przez Fed i EBC. Pamiętajmy, że w przypadku Grecji odwrót inwestorów dokonał się szybko.
[b]Co z tego wynika dla klientów funduszy obligacji?[/b]
Są w o tyle dobrej sytuacji, że zarządzający ma możliwość wyboru papierów o różnych terminach zapadalności. Polskie fundusze nie są bardzo agresywne, jeżeli chodzi o ryzyko stopy procentowej.