W branży maklerskiej słowo „kryzys" odmieniono już na wszystkie możliwe sposoby. Właściwie posucha na rynku trwa już tak długo, że można przyjąć ją za normę, a nie za stan wyjątkowy. Kolejne spotkania branżowe porównywane są do stypy, a optymizm w głosie maklerów można zazwyczaj wyczuć dopiero wtedy, gdy rozmowa schodzi na tematy niezwiązane z biznesem. Ci, którzy starają się zachować dobry humor, zwykle robią dobrą minę do złej gry. Siedzący obok mnie redakcyjny kolega, kiedy widzi, że podsumowuję wyniki domów maklerskich, śmieje się, że w tytule na pewno pojawi się słowo „kryzys" albo „mizeria".