Według doniesień „Financial Timesa" co najmniej pięć funduszy należących do PIMCO sprzedawało klientom CDS dla rosyjskiego długu, czyli instrumenty finansowe ubezpieczające przed bankructwem dłużnika. Sprzedały te derywaty na co najmniej 1 mld USD. Ponadto fundusze PIMCO posiadały rosyjski dług wart 1,5 mld USD.
Rynek CDS obecnie wyraźnie spodziewa się bankructwa Rosji. Inwestorzy, którzy chcieli w czwartek ubezpieczyć za pomocą CDS rosyjskie obligacje warte 10 mln USD, musieli płacić 5,8 mln USD z góry, a także roczne odsetki wynoszące 100 tys. USD. Przed rosyjską inwazją na Ukrainę koszt ubezpieczenia takich obligacji nie wymagał zapłaty z góry, a roczne odsetki wynosiły 300 tys. USD. Według wyliczeń firmy ICE Data Services koszt CDS dla Rosji wskazuje na ryzyko jej bankructwa wynoszące 71 proc.
Inwestycje w rosyjskie aktywa przyniosły duże problemy również jednemu z funduszy zarządzanych przez BlackRock. Fundusz Emerging Frontiers stracił od początku roku 7 proc., gdyż przed wybuchem wojny zwiększał zaangażowanie na rynku rosyjskim. Na koniec stycznia zarządzał, według agencji Bloomberga, aktywami wartymi 960 mln USD, z czego 9 proc. stanowiły aktywa rosyjskie. Rosja była krajem, na który miał on największą ekspozycję.
„Pojechaliśmy do Rosji pod koniec stycznia, by ocenić sytuację na miejscu, ze względu na to, że posiadamy tam dużą długą pozycję netto" – zarządzający funduszem Emerging Frontiers przekonywali w liście do klientów. Wskazywali, że rubel rosyjski jest niedowartościowany, akcje mają atrakcyjne wyceny, a kraj posiada dużą nadwyżkę na rachunku obrotów bieżących. „Wierzymy, że nagroda za ryzyko trzymania rosyjskich akcji jest atrakcyjna w porównaniu z ryzykiem konfliktu" – pisali zarządzający.
W czwartek giełda moskiewska nadal była zamknięta. Ostania sesja odbyła się 25 lutego. Moskiewski indeks RTS był na jej zamknięciu o 42 proc. niżej niż na początku roku. Rubel stracił od początku stycznia 36 proc. wobec dolara.