Dzień wcześniej techniczne spotkanie przedstawicieli państw OPEC nie przyniosło rozstrzygnięcia w kwestii skoordynowanych cięć wydobycia. Niewiele też wskazywało, by kraje OPEC porozumiały się w tej sprawie w środę na spotkaniu w Wiedniu. Jednym z sygnałów do przeceny były słowa Ignasiusa Jona, ministra ds. ropy z Indonezji, który wprost przyznał, że nie jest zbyt optymistycznie nastawiony do szans na porozumienie.
Cięciom produkcji najmocniej opierają się Iran oraz Irak. Władze w Teheranie dały do zrozumienia, że mogłyby się zgodzić na limit produkcyjny, który powinien być jednak większy od irańskiego wydobycia z października. Natomiast Irak wstępnie przystał, by podstawą dla obliczania limitów dla niego były niezależne dane o irackim wydobyciu (niższe od oficjalnych), ale jest gotów jedynie do tego, by produkcję ropy zamrozić na poziomie z października. Arabia Saudyjska nie chce zaś obniżać produkcji, jeśli na cięcia nie zgodzą się Iran oraz Irak. Rosja, czyli jeden z głównych producentów ropy spoza OPEC, wycofała się z kolei z planów spotkania z krajami tego kartelu i wspólnego uzgadniania strategii.
– Arabia Saudyjska oraz Iran stosują bardzo ostre taktyki negocjacyjne. Arabia Saudyjska ma jednak problem z tym, że nie żyjemy w latach 80. ani w 90., czyli w czasach, gdy to ona wyznaczała kierunek, a pozostałe kraje OPEC ją naśladowały. Obecnie członkowie tacy jak Iran czy Irak są silni, a ich strategia przewiduje zdobycie większego udziału w rynku – komentuje negocjacje Abhishek Deshpande, główny analityk energetyczny w Natixis.
– Iran oraz Irak uznały, że Arabia Saudyjska dokona jednostronnych cięć. Chcą wyższych cen ropy i zapędzenia Saudyjczyków w kozi róg. Rijad dał jednak do zrozumienia, że nie da się tam zapędzić i nie będzie porozumienia, jeśli inni nie zdecydują się na cięcia – wyjaśnia Amrita Sen, analityczka z firmy Energy Aspects.
Eksperci Goldman Sachs oceniali we wtorek jedynie na 30 proc. szansę na porozumienie państw OPEC w sprawie cięć produkcji. HK