Europejski Bank Centralny zrobił to, czego oczekiwano, więc teoretycznie ogłoszenie decyzji nie powinno było wywołać silnej reakcji, przynajmniej na europejskich parkietach. A jednak była ona wyraźnie widoczna. Choć trudno mówić o euforii, to jednak sięgające 1,4–1,5 proc. zwyżki indeksów we Frankfurcie i w Paryżu jednoznacznie świadczą o nastrojach inwestorów, tym bardziej że w przypadku DAX przyniosły kolejny historyczny rekord, a CAC40 znalazł się na poziomie najwyższym od stycznia 2008 r. Można podejrzewać, że radość wynikała głównie z osłabienia wspólnej waluty, ale nie należy też zapominać o bardzo dobrych wieściach o kondycji i perspektywach gospodarki strefy euro. W tym kontekście działania EBC nie powinny w najmniejszym stopniu ograniczać optymizmu ani tym bardziej budzić obaw. Polityka pieniężna jest nadal skrajnie łagodna, a podwyżka stóp procentowych to kwestia bardzo odległej przyszłości. Przybliżyć ją mogłoby jedynie pojawienie się większej presji inflacyjnej, ale na martwienie się tym także jest jeszcze dużo czasu. O ile więc dobre nastroje na głównych parkietach europejskich nie powinny dziwić, o tyle trudniej znaleźć dla nich uzasadnienie w przypadku giełd w Mediolanie czy Madrycie, gdzie indeksy poszły w górę po 1,6–1,9 proc. Chyba że przyjmiemy, iż inwestorzy liczą na to, że dobra koniunktura w Niemczech przeniesie się choć w części na gospodarki radzące sobie dotąd słabiej i zmniejszy to obawy związane z ograniczeniem skali skupu aktywów.