Reklama

Powrót pesymizmu na rynki akcji

Przez giełdy europejskie przetoczyła się w piątek fala wyprzedaży.

Aktualizacja: 28.03.2020 08:11 Publikacja: 28.03.2020 05:00

Foto: GG Parkiet

Optymizm towarzyszący szybkim pracom w Kongresie nad ogromnym pakietem stymulacyjnym, ustąpił miejsca obawom przed rozprzestrzenianiem się koronawirusa w USA (gdzie liczba zachorowań doszła do piątku do niemal 86 tys.) oraz rozczarowaniu tym, że przywódcy państw strefy euro nie potrafili się dogadać w sprawie skoordynowanej odpowiedzi na kryzys.

Brytyjski indeks FTSE 100 tracił po południu ponad 5 proc., francuski CAC spadał o ponad 4 proc., niemiecki DAX o prawie 4 proc., a polski WIG20 o ponad 1 proc. Sesja w USA zaczęła się od spadków. Dow Jones Industrial tracił wkrótce po otwarciu ponad 3 proc. Przez poprzednie sesje wzrósł od poniedziałkowego dna jednak aż o 21 proc., pod względem technicznym (według najbardziej popularnej definicji), wchodząc w... hossę.

Dow Jones Industrial otworzył się w poniedziałek w okolicach 21,7 tys. pkt. W poniedziałek, czyli w tegorocznym dołku, spadł do 18,2 tys. pkt. Pomimo silnego odbicia z wtorku, środy i czwartku, Dow Jones był przed otwarciem piątkowej sesji 24 proc. niżej od rekordowego poziomu z 12 lutego i o 21 proc. niżej niż na początku roku. Od 26 lutego nie było na Wall Street sesji, w której trakcie Dow Jones nie spadłby lub nie wzrósł o ponad 1 proc. O ile więc pod względem technicznym bessa potrwała zaledwie 11 dni, to część analityków wskazuje, że „hossa" może być podobnie krótka.

– Wierzymy, że w średnim terminie przeważają negatywne czynniki ryzyka. Wciąż nierozwiązane są dwie sprawy, które trzymają w niepewności inwestorów: jak długo potrwa gospodarcza kwarantanna potrzebna do powstrzymania wirusa i jak duże będą straty gospodarcze – twierdzi Maneesh Deshpande, główny amerykański strateg rynku akcji w Barclays.

– Ogólnie nie sądzę, by było wystarczająco dużo oznak sugerujących, że mamy za sobą już dno lub przynajmniej do niego dochodzimy – uważa Andrew Adams, analityk z amerykańskiej firmy Saut Strategy. Przypomina, że amerykańskie indeksy giełdowe doświadczały również silnych odbić po krachach z 2008 r., 1987 r. i 1929 r., by później znów mocno spadać. S&P 500 spadł o około 35 proc. w ciągu kilku tygodni sierpnia i września 2008 r. Później odbił się o 25 proc., ale już w październiku znów testował dno. W listopadzie zyskał około 20 proc., ale dno bessy zostało osiągnięte dopiero 9 marca.

Reklama
Reklama

Analitycy wskazują również, że mało prawdopodobny jest szybki powrót do dłuższej hossy w Europie. „Spodziewamy się, że na rynkach będzie wciąż duża zmienność i że jest spore ryzyko tego, że osiągnięte zostaną nowe dołki. Nie jesteśmy przekonani, że już zostały osiągnięte kryteria dla prawdziwego odbicia" – twierdzą analitycy Goldman Sachs. Ich nowa prognoza mówi, że zysk na akcje dla spółek z paneuropejskiego indeksu Stoxx Europe 600 spadnie w 2020 r. o 45 proc. (poprzednia prognoza mówiła o spadku o 23 proc.), czyli podobnie jak podczas kryzysu z lat 2008–2009. HK

Gospodarka światowa
Gospodarka Japonii uniknęła recesji
Gospodarka światowa
Kreml wciąż ma środki do trwonienia na wojnie
Gospodarka światowa
Brytyjski PKB wzrósł o 1,3 proc. w 2025 roku
Gospodarka światowa
Sezon wyników firm jak na razie dobry, ale inwestorzy są dalecy od euforii
Gospodarka światowa
Amerykański rynek pracy pozytywnie zaskoczył
Gospodarka światowa
Rekord w Tokio po zwycięstwie wyborczym Takaichi
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama