Optymizm towarzyszący szybkim pracom w Kongresie nad ogromnym pakietem stymulacyjnym, ustąpił miejsca obawom przed rozprzestrzenianiem się koronawirusa w USA (gdzie liczba zachorowań doszła do piątku do niemal 86 tys.) oraz rozczarowaniu tym, że przywódcy państw strefy euro nie potrafili się dogadać w sprawie skoordynowanej odpowiedzi na kryzys.
Brytyjski indeks FTSE 100 tracił po południu ponad 5 proc., francuski CAC spadał o ponad 4 proc., niemiecki DAX o prawie 4 proc., a polski WIG20 o ponad 1 proc. Sesja w USA zaczęła się od spadków. Dow Jones Industrial tracił wkrótce po otwarciu ponad 3 proc. Przez poprzednie sesje wzrósł od poniedziałkowego dna jednak aż o 21 proc., pod względem technicznym (według najbardziej popularnej definicji), wchodząc w... hossę.
Dow Jones Industrial otworzył się w poniedziałek w okolicach 21,7 tys. pkt. W poniedziałek, czyli w tegorocznym dołku, spadł do 18,2 tys. pkt. Pomimo silnego odbicia z wtorku, środy i czwartku, Dow Jones był przed otwarciem piątkowej sesji 24 proc. niżej od rekordowego poziomu z 12 lutego i o 21 proc. niżej niż na początku roku. Od 26 lutego nie było na Wall Street sesji, w której trakcie Dow Jones nie spadłby lub nie wzrósł o ponad 1 proc. O ile więc pod względem technicznym bessa potrwała zaledwie 11 dni, to część analityków wskazuje, że „hossa" może być podobnie krótka.
– Wierzymy, że w średnim terminie przeważają negatywne czynniki ryzyka. Wciąż nierozwiązane są dwie sprawy, które trzymają w niepewności inwestorów: jak długo potrwa gospodarcza kwarantanna potrzebna do powstrzymania wirusa i jak duże będą straty gospodarcze – twierdzi Maneesh Deshpande, główny amerykański strateg rynku akcji w Barclays.
– Ogólnie nie sądzę, by było wystarczająco dużo oznak sugerujących, że mamy za sobą już dno lub przynajmniej do niego dochodzimy – uważa Andrew Adams, analityk z amerykańskiej firmy Saut Strategy. Przypomina, że amerykańskie indeksy giełdowe doświadczały również silnych odbić po krachach z 2008 r., 1987 r. i 1929 r., by później znów mocno spadać. S&P 500 spadł o około 35 proc. w ciągu kilku tygodni sierpnia i września 2008 r. Później odbił się o 25 proc., ale już w październiku znów testował dno. W listopadzie zyskał około 20 proc., ale dno bessy zostało osiągnięte dopiero 9 marca.