Co można wiedzieć o tempie wzrostu PKB za 50 lat, jeśli często nie da się go precyzyjnie zaplanować na następny rok? Żeby daleko nie szukać: w ustawie budżetowej na 2018 r. zapisano 3,8 proc. wzrostu PKB. Teraz minister finansów Teresa Czerwińska mówi, że trzyma kciuki za 5-proc. wzrost w tym roku.
Przy okazji prezentacji scenariusza szefowa resortu finansów mówiła o największych zagrożeniach dla jego realizacji. Te zagrożenia to demografia. I rynek pracy. Diagnoza jest oczywiście prawdziwa.
Nasze społeczeństwo się starzeje. Z roku na rok ubywa osób w wieku produkcyjnym. Z przeprowadzonej kilka lat temu analizy ZUS wynika, że w 2015 r. w wieku produkcyjnym mieliśmy 24 mln osób. W 2060 r. będzie ich już tylko 16 mln. To nie koniec problemów. Żyjemy coraz dłużej, rośnie liczba osób w wieku poprodukcyjnym. Efekt jest taki, że coraz mniej osób musi pracować na wypłaty emerytur dla coraz większej grupy. Z jednej strony oznacza to dramatyczny spadek tych świadczeń. Z drugiej, jak zapowiadają eksperci, rosnąć będą musiały podatki i składki na ubezpieczenia emerytalne, bo dziura w systemie ubezpieczeń społecznych będzie szybko się zwiększała.
Do tej pory rząd to wszystko bagatelizował. Ba, robił bardzo wiele, by te problemy spotęgować. Jego najważniejsze programy to uderzenie w rynek pracy. Najmocniejszy to oczywiście obniżka wieku emerytalnego. Nie trzeba tu wiele tłumaczyć: jeśli Polacy będą krócej pracować i wcześniej przechodzić na emeryturę, to będziemy mieli mniej pracowników, więcej osób w wieku poprodukcyjnym, no i mniej pieniędzy na życie na starość. Czyli dolaliśmy benzyny do ognia. Zafundowaliśmy sobie za jednym zamachem gwałtowny przyrost wszystkich problemów, z którymi powinniśmy walczyć. W imię krótkoterminowego zysku politycznego.
Ale to nie koniec. Program 500+. Idea słuszna. Wsparcie rodzin wychowujących dzieci. I zachęta do ich posiadania. Koszty jednak ogromne. A efekty, zwłaszcza te związane z poprawą wskaźnika dzietności, bardzo niepewne. Tymczasem 500+ ma też negatywny wpływ na rynek pracy. Doskonale wiedzą o tym rolnicy czy przedsiębiorcy z mniejszych miejscowości. Zasiłki na dzieci sprawiły, że trudniej tam znaleźć pracowników.
Szkoda, że politycy tak rzadko myślą w perspektywie kilkudziesięciu lat. Możliwe, że gdyby nie obietnica obniżki wieku emerytalnego i 500+, PiS nie wygrałoby poprzednich wyborów. PO zapłaciła przy urnach za podwyższenie wieku emerytalnego. Z pewnością część wyborców zapamięta też jej „tego nie da się sfinansować" w kontekście zapowiedzi wprowadzenia programu 500+. A że piętrzy to problemy na rynku pracy i w dużej części finansowane jest z długu? Z konsekwencjami krótkoterminowych decyzji i tak za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat zmagać się będą inni politycy. I nasze dzieci. psk