Za wzrost aktywności w polskiej gospodarce w III kwartale br. aż w 70 proc. odpowiadała budowa zapasów przez firmy. Gdyby nie to źródło popytu, PKB Polski zwiększyłby się o zaledwie 1,6 proc. rok do roku, a nie o 5,3 proc., jak podał GUS. Bardzo dużo, bo aż 2,8 pkt proc., przyrost rzeczowych środków obrotowych – jak określa się tę składową w statystyce rachunków narodowych – dodał do wzrostu PKB także w II kwartale. Wcześniej, od co najmniej 2010 r., wpływ zmiany zapasów na tempo rozwoju gospodarki maksymalnie wyniósł 2,5 pkt proc., a 2 pkt proc. przekroczył tylko w trzech kwartałach. Tymczasem wyniki ankietowych badań koniunktury, na przykład tych, na których bazuje wskaźnik PMI, sugerują, że w IV kwartale magazyny wciąż puchły. Na pierwszy rzut oka mamy więc do czynienia z anomalią, którą łatwo wpisać w długą listę pandemicznych zaburzeń w gospodarce. A jeśli tak, to można oczekiwać, że przyrost zapasów firm zwolni. Czy wraz z nim zwolni też gospodarka? Pierwsze prognozy, które taki mechanizm zakładają, już się pojawiły.