– Nadal wierzę w zyski z Yme. W tej chwili oczekujemy na oficjalne stanowisko operatora po informacjach o przesunięciu terminu wydobycia. Ważne jest to, że prace, które w tym momencie są wykonywane na platformie obciążają jej właściciela - powiedział w wywiadzie dla "Parkietu" Mariusz Machajewski, wiceprezes Lotosu.
Czy to prawda, że z ewentualnymi roszczeniami za opóźnienia musicie czekać do momentu rozpoczęcia produkcji, by móc w pełni wycenić straty?
– To jeden aspekt. W tym momencie nie koncentrujemy się na stratach. Nasze wysiłki kierujemy na to, by wydobycie zostało uruchomione jak najszybciej. Później przyjdzie czas na analizę ewentualnych strat - powiedział wiceprezes.
W jaki sposób możecie wpływać na przyspieszenie terminu rozpoczęcia wydobycia z Yme?
– Zgodnie z regulacjami prawnymi to operator złoża, firma Talisman Energy, ponosi odpowiedzialność za przebieg projektu. Prowadzimy z nimi rozmowy w tym zakresie. Problem nie leży jednak tylko po stronie operatora, ale głównie po stronie wykonawcy platformy - powiedział Machajewski.
Sytuacja z Yme negatywnie wpływa na postrzeganie LOTOSU przez analityków i na rekomendację co do wyceny akcji spółki.
– Mamy tam zamrożone poważne środki (1,5 mld zł – przy. aut). To w większości są nasze własne środki. W niewielkim stopniu wspomagane kredytami, co pod pewnymi względami jest korzystne, bo ogranicza ryzyka związane z finansowaniem. Zamrożenie takiego kapitału może spowolnić rozwój segmentu poszukiwań i wydobycia, w takim tempie jakie zakładaliśmy, ale go nie zatrzyma - powiedział członek zarządu.