Co dalej z dolarem? To pytanie zadają sobie dzisiaj wszyscy analitycy rynku walutowego. Amerykańska waluta wciąż imponuje siłą. Sprzyja jej rosnąca inflacja, polityka prowadzona przez Fed, coraz gorsze perspektywy gospodarcze na świecie, wojna w Ukrainie czy też restrykcje w Chinach. Indeks dolara w efekcie przebił na chwilę poziom 104 i był najwyżej od 20 lat. Para EUR/USD jest blisko poziomu 1,05, a przecież rok zaczynała w okolicach 1,125. Dzisiaj odważniej mówi się o zrównaniu się wartości euro i dolara niż o powrocie w okolice sprzed kilku miesięcy.

Krótki przystanek

Globalna ucieczka od ryzyka znów pomaga dolarowi. Ten uważany jest za bezpieczną przystań i w ostatnich dniach zyskiwał wobec większości walut.

– Widać, że dla amerykańskiej waluty nie ma zbytnio alternatywy. Chiny wchodzą w kryzys, który wywraca tezy o stabilności juana, z kolei funt przez brexit i obecne problemy w Irlandii Północnej za chwilę stanie się lokalną walutą, a euro w perspektywie najbliższych lat będzie znów walczyć o przetrwanie, jak dziesięć lat temu – wskazuje Marek Rogalski, analityk DM BOŚ.

Czytaj więcej

Dolar australijski pod presją, mimo podwyżek stóp procentowych

Ci, którzy czekają na słabszego dolara, pocieszają się tym, że spadki na parze EUR/USD w ostatnim czasie jednak nieco wyhamowały i na razie poziom 1,05 jest skutecznie broniony.

– Główna para walutowa od półtora tygodnia znajduje się trendzie bocznym. Wcześniej jednak w ciągu zaledwie kilku dni spadła o około 300 pipsów. W średnim i długim terminie dominuje ewidentny trend spadkowy, który wynika w głównej mierze z pogłębiającej się dywergencji polityk monetarnych Rezerwy Federalnej oraz Europejskiego Banku Centralnego – mówi Łukasz Zembik, ekspert TMS Brokers. Jak dodaje, co prawda po ostatniej decyzji o podwyżce stóp procentowych w Stanach dolar się osłabił, ale jego zdaniem była to klasyczna sprzedaż faktów. – Dolar osłabił się w środowy wieczór. Wrócił jednak do aprecjacji następnego dnia. Brak jednak zdecydowanego ruchu na południe na EUR/USD oznacza, że decyzja środowa była w pełni wyceniona. Teraz wiele zależy od tego, co Fed zrobi na kolejnych posiedzeniach i jak długo cały cykl podwyżek będzie trwał i na jakim poziomie się zakończy. Jeszcze niedawno rynek zakładał, że poziom stóp w USA dobije w tym roku do poziomu 3 proc. W tym momencie oczekiwania są powyżej tego poziomu – zwraca uwagę Zembik.

Kluczowy poziom 1,03

Amerykańska Rezerwa Federalna działa, a tymczasem Europejski Bank Centralny wciąż czeka z podwyżkami stóp. Czy więc dolar skazany jest na dalsze umocnienie w relacji do euro?

Czytaj więcej

Chiny straszą na rynku miedzi. 10 000 USD/t coraz bardziej się oddala
Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści parkiet.com za pół ceny

KUP TERAZ

– Jeśli przyjąć, że głównym motorem napędowym dla dolara są oczekiwania na podwyżki stóp procentowych w USA, to wydaje się, że są one już w 80–85 proc. w cenie. Przestrzeń do dalszego dyskonta cyklu zacieśniania polityki monetarnej wydaje się być coraz mniejsza. Tym samym mogą rosnąć szanse na obronę okolic 1,03, czyli dołków z 2016 r. w relacji do euro. Jednak należy pamiętać nadal o czynnikach ryzyka w postaci wojny, gdyż część przepływu kapitału do USD może wynikać nie tylko z dywergencji w polityce monetarnej względem EBC, ale także ze względu na strach na rynkach. W związku z tym jakakolwiek eskalacja konfliktu mogłaby prowadzić do tego, że okolice 1,03 mogłyby być trudniejsze do utrzymania – mówi Daniel Kostecki, dyrektor polskiego oddziału firmy Conotoxia. – Dolar powinien nadal zyskiwać względem euro. Co prawda w ostatnim czasie pojawiły się głosy z EBC za wcześniejszymi podwyżkami, jednak europejska instytucja jest nadal mało zdecydowana i do konkretnych działań wydaje się, że jeszcze daleka droga. Do tego dochodzi ryzyko kryzysu energetycznego, które odstrasza decydentów europejskich przed restrykcyjną polityką monetarną. Nadal wielu w EBC uważa inflację za zjawisko przejściowe – mówi Łukasz Zembik, który również zwraca uwagę na okolice 1,03 w przypadku głównej pary walutowej.

– EUR/USD porusza się w trendzie bocznym pomiędzy poziomami 1,0620 a 1,0470. Wydaje się, że to jedynie przystanek przed kolejną falą spadkową. Przełamanie dolnego ograniczenia powinno otworzyć drogę na 1,0350 (dołek z przełomu 2016 i 2017 r.). Nie należy jednak całkowicie wykluczać większej korekty wzrostowej, która mogłaby mieć szansę na realizację do poziomu 1,0770 po wcześniejszym przebiciu wspomnianego poziomu 1,0620 – uważa ekspert TMS Brokers.