– Na razie sytuacja jest stabilna, ceny jak szły w górę, tak idą, ale nie jest to zatrważające tempo – stwierdza Wojciech Drzewiecki, prezes instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar. Można się spodziewać, że w przypadku samochodów elektrycznych podwyżek raczej nie będzie, jeśli już to niewielkie, ale możliwe są także korekty cen elektryków w dół. – W największym stopniu będzie drożał diesel, natomiast w przypadku aut benzynowych i hybryd wahania cenowe będą niewielkie – zakłada Drzewiecki.
Na zmiany cen będą wpływać nowe limity emisji. Nowe, bardzo restrykcyjne regulacje emisyjnie CAFE (Clean Air for Europe) to nie są jeszcze nowe normy wielkości emisji spalin, więc będzie można sprzedawać samochody przekraczające limit. Ale poziom, do którego producent nie zapłaci kary za przekroczenie, obniżono ze 118 na 94 g CO2 na przejechany kilometr. Emisja ponad limit samochodu sprzedawanego od stycznia ma kosztować 95 euro za każdy g/km.
Czytaj więcej
W 2024 r. na największym rynku samochodowym w Europie zarejestrowano zaledwie 380 609 pojazdów el...
Nowe limity emisji to dla producentów aut ogromny problem biznesowy. Technologicznie od nowych samochodów spalinowych z rocznika 2025 trudno oczekiwać spektakularnej poprawy pod względem emisji dwutlenku węgla. W rezultacie sprzedaż aut benzynowych i diesli będzie obarczona dużym ryzykiem kary, którą producenci będą starali się przerzucić na kupujących.
Podwyżki rekompensujące wzrost kosztów produkcji mogą w pierwszej kolejności dotknąć droższe SUV-y, bo producentom będzie łatwiej dodać równoważące kary emisyjne kilka tysięcy euro to tego rodzaju samochodów niż do małych aut miejskich.