Chodzi o środki po zmarłych, po które niewiele osób się zgłasza. Obecny system wymaga, aby spadkobiercy sami złożyli wniosek o wypłatę tych pieniędzy (podobnie jak w instytucjach finansowych), nikt ich natomiast o tej konieczności nie informuje. Z danych wynika, że tylko co piąta rodzina wystąpiła o należne jej pieniądze.
Ciekawe jest to, że w odróżnieniu od np. banków czy TFI, ZUS doskonale wie, że dana osoba zmarła – najczęściej wypłaca przecież jej spadkobiercom zasiłek pogrzebowy. Mimo to nie istnieje automatyczny mechanizm poinformowania rodziny, że oprócz niego są jeszcze dostępne do wypłaty inne środki. A wystarczyłoby, aby wraz z wypłatą zasiłku, ZUS dodatkowo informował, że zmarły posiadał subkonto.
Według ZUS takie informacje są wysyłane (pomimo braku takiego obowiązku), ale tylko do osób, które zostały wskazane w specjalnym formularzu złożonym w Zakładzie (ZUS-US-OPW-01). W pozostałych przypadkach środki wchodzą do masy spadkowej i już od spadkobierców zależy, czy się po nie zgłoszą i je otrzymają czy nie.
Jeśli już jesteśmy przy subkoncie – to w sumie ciekawa historia. Przypomnijmy: ktoś kiedyś wpadł na pomysł, że aby ratować budżet ten przejmie obligacje SP od OFE i w zamian zapisze ich wartość na subkoncie ZUS. Jednocześnie, aby udobruchać opinię publiczną, wprowadzono dość hojną waloryzację subkonta.
Dodam, że marchewka w postaci waloryzacji kompletnie się nie sprawdziła: nie dość, że tę operację wciąż nazywa się skokiem na OFE, to dodatkowo jest ona jedną z przyczyn nieufności Polaków do programów emerytalnych, która sprowadza się do tezy: „I tak wszystko zabiorą”.
Ze wspomnianą waloryzacją jest jeden problem: różnica między tempem dopisywania środków do subkonta a kosztami obsługi długu (proc. obligacji SP) powoduje, że budżet ostatecznie odda znacznie więcej, niż gdyby niczego w 2014 r. nie ruszano i jedynie powoli przejmowano środki mechanizmem suwaka. Państwo przejęło 150 mld zł, odda w wartościach realnych ~300 mld zł. Gdyby pozostawiono te środki w OFE kwota do zwrotu w postaci emerytury wyniosłaby mniej więcej (realnie) tylko 150 mld zł. Genialny ruch, który nie dość, że nie poprawił sytuacji finansów w długim terminie (tę pogorszył wprowadzonym mechanizmem hojnej waloryzacji), to jeszcze poprzez chwilową ulgę (dług/PKB po tej operacji spadł) pozwolił on kolejnej ekipie na dodatkowe psucie budżetu (pojawiło się miejsce na rozdawnictwo, którego przed przejęciem środków z OFE nie było).
Dodam, kończąc ten wątek, że na dziś „papierowa” strata to już prawie 100 mld zł (różnica pomiędzy środkami na subkontach a teoretyczną wartością przejętych środków, gdyby zostały one w OFE).
Podsumowując, jeśli nie chcemy ryzykować, że państwo przejmie nasze środki po śmierci, to poinformujmy rodzinę, że jest coś takiego jak subkonto ZUS i najlepiej wskażmy uposażonych (podobna zasada dotyczy też innych inwestycji/oszczędności). Myślę, że wiedza o tym, jak działa system jest wciąż dość niska.