Nawet gdy dzieje się coś pozytywnego, to zazwyczaj jest to ulotna chwila. Raczej bywają „oesy”, w ramach których WIG-i wykonują zryw na północ, aby i tak finalnie znaleźć się w ogonie światowych indeksów giełdowych. Na krótkich odcinkach WIG20 jest w stanie wykręcić niezły wynik i znaleźć się na pudle razem z innymi europejskimi benchmarkami. Kilka ciasnych zakrętów, kilka hopek, ale ogólnie w ostatnich tygodniach dominuje prosta. To, w jakim stopniu uda się wykręcić wynik na GPW, zależy od buta, tzn. od palucha. Im grubszy palec, tym mocniejsze wejście z kapitałem na parkiet. Jednakże zbyt ciężka noga może doprowadzić do wypadnięcia z zakrętu czy też zakończyć się niezbyt przyjemnym dachowaniem. I tutaj pojawia się pytanie do inwestora, na co jest przygotowany i jakie ma doświadczenie w tym temacie.

Kilka miesięcy temu miałem przyjemność „pilotować” Hołka na jednym z odcinków dawnego rajdu Kormoran. Subaru swoje latka miało, ale przygotowanie do trasy odbyło się pod okiem specjalistów. Pan Krzysztof to wybitny kierowca i o jego osiągnięciach nie trzeba się rozpisywać. Można polemizować, czy lata świetności ma już za sobą, ale wygląda na to, że jednak nie. Ostatnio ogłosił swój comeback do najtrudniejszej imprezy terenowej świata – Rajdu Dakar. Wracając do przejażdżki po Krainie Jezior Mazurskich, pan Hołowczyc, zanim rozpędził na szutrowej ścieżce imprezę do 170 km/h, poinstruował, co zrobić w wyniku awarii. Zarówno samochodu, jak i samego kierowcy. Nie sztuką jest jeździć, ale z kraksy cało wychodzić już tak. Nie było mi do śmiechu, słysząc słowa: „Nie trzymamy się drzwi ani uchwytów nad oknem. Później, jak chłopaki wycinają blachę, to muszą uważać na palce zawodników. Ręce składamy na X i trzymamy blisko ciała”. Kiedy już wszystko było jasne, pozostało tylko zaczekać na ryk silnika i zameldować się jako pasażer na starcie. Adrenalina do kwadratu, jazda miejscami stawała się lotem, a w głowie jedno pytanie: Co ja tutaj robię? OS wprawdzie trwał kilka minut, ale w niektórych momentach czas jakby stawał w miejscu. Do dzisiaj jednak wnioski płynące z tamtej lekcji pozostają wartościowe. A co mają wspólnego z rynkiem finansowym?

Śledząc, uczestnicząc i analizując ostatnie wzrosty, można odnieść wrażenie, że na GPW zaczął się wyścig z czasem. Inwestorzy prześcigają się w wyrywaniu sobie akcji blue chips. Jak przez miesiące banki kierowały się na południe, brakowało wielu chętnych do zbierania taniejących papierów. W październiku i listopadzie na rynki dotarły kolejne dane o inflacji, co doprowadziło do euforii inwestorów. Podejście typu „Im gorsze dane ekonomiczne, tym lepiej, bo skoro źle już było, to może być tylko lepiej” stanowi jedno z wytłumaczeń ostatnich wzrostów. Także rzekome wychodzenie Chin z covidowych opresji oraz postępujące wyzwalanie ziem ukraińskich spod okupacji rosyjskiej stanowią katalizator jesiennej hossy. Tuż przed Świętem Dziękczynienia DJIA rozpoczął test sierpniowego oporu. DAX zaś zmierzył się z czerwcowymi maksimami. WIG20 odpowiedział podejściem pod 1800 punktów. I nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby nie fakt, że DJIA nie odrobił wystarczająco dobrze pracy domowej. Podobnie jak WIG20. O ile jednak zmiana trendu nad Wisłą staje się faktem, gdyż WIG20USD, jak i WIG20EUR odbiły się od długoterminowych wsparć, o tyle w średniej perspektywie istnieje duże ryzyko powrotu jankeskich niedźwiedzi na parkiet. Jesienny odcinek specjalny wciąż trwa i na prowadzeniu są akcyjne byki. Jednakże o sile hossy nie decyduje to, jak mocno rosną indeksy, tylko to, jak głęboko schodzą korekty rozdzielające poszczególne impulsy.

WIG20, DJIA czy DAX są w strefach oporu, a na szczyty jest jeszcze spory kawałek drogi. Wykupienie ostrzega o słabnących możliwościach akcyjnych byków, ale historia polskiego sportu zna takie przypadki, kiedy jazda pod górę okazuje się domeną naszych zawodników. Dzisiaj przydałby się doping w stylu tego sprzed lat, kiedy pana Majkę pchali Jaroński i Wyrzykowski. Pchamy! Pchamy! Pchamy! – te słowa utkwiły po Tour de France w Pirenejach. Pytanie tylko, czy warto uczestniczyć w obecnym podejściu ww. indeksów pod opory, czy może jednak z dystansem kibicować bykom z rynków akcyjnych? Inaczej – i bykom i piłkarzom na MŚ 2022 r.?

W USA na rynku obligacji na sile przybiera zjawisko inwersji. Obecne rozjechanie się notowań dwulatek i dziesięcioletnich papierów jest największe od dekad. W 1990 r. podobne zjawisko, ale o dużo mniejszym natężeniu, poprzedziło dwudziestoprocentową przecenę S&P 500. Podobnie było w lipcu 1998 r., kiedy to sygnały z rynku długu znalazły swoje odzwierciedlenie na rynkach akcji w postaci sierpniowego krachu. Natomiast bessie zapoczątkowanej w 2000 r., jak i 2007 r. towarzyszyła wcześniejsza inwersja pomiędzy US2Y a US10Y. Dzisiejsze odwrócenie krzywej dochodowości jest dużo większe, niż miało to miejsce ponad 20 lat temu, kiedy pękała bańka internetowa.

Z technicznego punktu widzenia problemem pozostaje niedomknięta luka hossy zrobiona przez DJIA w maju 2020 r. Tuż nad nią, czyli w strefie 25 000 punktów, dochodzi do nałożenia na siebie dwóch niezależnych od siebie, poziomów Fibonacciego. Mianowicie zniesienie 61,8 proc. hossy 2020–2022 r. wypada na wysokości 25 371 punktów. Natomiast dla całej zwyżki z okresu 2009–2022 zniesienie 38,2 proc. przypada na poziom 25 308 pkt. Te dwie miary stosuje się do wyznaczania docelowych poziomów korekt. Także w ten sposób sprawdza się, czy ostatni szczyt może pełnić rolę finalnego – kończącego cały cykl byka w długim terminie. I jest jeszcze jeden szczegół. Mianowicie zniesienie 61,8 proc. całej hossy zapoczątkowanej w 2009 r. wypada na wysokości 18 114 pkt, czyli mniej niż 0,5 proc. od denka z 2020 r. Wnioski? Dla fanatyków teorii Fal Elliotta, techników i zwolenników ezoterycznych form analizowania rynku, konkluzja jest na korzyść baribali.

Powyższe wyliczenia mogą okazać się jedynie dziełem przypadku, ale w takich momentach jak ostatnio może warto poćwiczyć składanie rąk na tzw. X? Kiedy silnik pracuje, paliwa jest pod dostatkiem, a prosta wciąż trwa, o ryzyku się nie myśli. Jednakże niedomknięta luka hossy, inwersja i co najważniejsze – dywergencja Nasdaq vs DJIA mogą okazać się znakami o żółtym zabarwieniu. Pytanie tylko kiedy?