Nigdy bym na to nie wpadł, że ten pierwszy powrócił w dzisiejszych czasach mimo tego, że cena historycznego podręcznika osiąga na aukcjach wartość od 5 do 12 zł, a więc symboliczną.

W czynnikach ryzyka zamieszczanych standardowo w prospektach emisyjnych spółek można przeczytać niemal wszystko, by słono opłacana kancelaria prawna uchroniła emitenta przed jakąkolwiek odpowiedzialnością, gdyby coś poszło nie tak. Czy gdziekolwiek wprowadzono ostrzegawczy zapis, że jak spółka wygeneruje zysk, to przyjdzie z boku Janosik i powie: „moim zdaniem jest on nadmiarowy i dlatego połowę drogi akcjonariuszu tobie zabiorę i rozdam biednym i potrzebującym”. Co ciekawe, ten Janosik słowami wicepremiera Jacka Sasina dodaje: „jestem przekonany, że spółki chętnie te nadmiarowe zyski oddadzą”. I cała kampania medialna spółki Orlen, która w wakacje przekonywała, że nie zarabia na drożejącej benzynie, poszła na marne. Ma historycznie duże zyski? To zapłaci. A że ma też historycznie wysokie wydatki, o czym jej przedstawiciele przekonywali ostatnio na panelu energetycznym w Karpaczu, to już zupełnie inna sprawa. A mniej więcej mówili tak: „z giełdy kapitału nie pozyskamy, bo giełda słaba i zbyt mała, z polskiego sektora bankowego podobnie, bo nie ma w nim wystarczającego kapitału, nadzieją pozostaje zagranica i tam będziemy pielgrzymować po linie kredytowe”.

Nikt nie mówił o koszcie kapitału, a przy rosnących stopach może on być znaczący. Szczodry gest Janosika, jeszcze przed zajumaniem kilkunastu miliardów złotych kasy, już kosztował drugie tyle, bo kapitalizacja giełdowych spółek na wieść o nadzwyczajnym podatku zwaliła gwałtownie główne indeksy. Że stracili na tym emeryci, bo na GPW inwestują w otwarte fundusze emerytalne, czy uczestnicy tak zachwalanych przez rządzących pracowniczych planów kapitałowych – to drobiazg.

A w tyłek dostali także uczestnicy programów lojalnościowych zachęcani do kupna akcji. I znowu przypomnę akcję Orlenu z listopada 2018 r., który dla właścicieli akcji przewidywał 10–15 proc. rabatu na litrze. By się na niego załapać, należało wówczas nabyć co najmniej 50 akcji za niemal 5 tys. zł (kurs Orlenu oscylował wówczas wokół 98 zł. W ten sposób chcemy wyróżnić tych, którzy korzystają na co dzień z naszych usług i oferty, ale traktują akcje naszej spółki jako długoterminową inwestycję – zachwalał prezes Orlenu Daniel Obajtek. Dzisiaj ten pakiet jest prawie o połowę mniej wart i to pomimo tego, że po drodze spółka przejęła Eneę i Lotos.

Pomysł podatku od zysków nadzwyczajnych, który ma objąć zarówno prywatne, jak i państwowe spółki to kolejny dowód rządzących na to, by trzymać się jak najdalej od rynku kapitałowego i szerokim łukiem obchodzić akcje polskich firm. A chyba „nie otake” Polskę walczyliśmy, jak mawiał były prezydent Lech Wałęsa. Uprzejmie chciałbym też donieść, że zyski nadzwyczajne wypracował w ubiegłym roku cały sektor deweloperski na bazie gwałtownego wzrostu popytu. Można by też sięgnąć po opodatkowanie wszystkich tych, korzy zarobili krocie na covidzie, czyli testujący i sprzedający, na czele z giełdowym Mercatorem.

Wstecznie dodatkową daninę powinny zapłacić także banki, które wyraźnie upasły się na narodowej krzywdzie. Tak czy inaczej kategoria zysku zaczyna być wstydliwa na polskim rynku kapitałowym, bo jeśli wysoki, to pewnie podejrzany i w dodatku może być nadmiarowy. Oznacza to, że trafienie do czołówki rankingu spółek najbardziej efektywnych może oznaczać kłopoty. Lepiej zatem hodować koszty, byś skromnym i przyzwoitym, wychodząc bilansowo na zero, niż eksponować bogactwo i chwalić się zyskami.

Dlatego też proponuję utworzyć na GPW indeks spółek przyzwoitych – Skromność plus. Kto będzie wchodził w jego skład? Są już pierwsi kandydaci spośród notowanych firm kontrolowanych przez państwo, którzy z radością deklarują, ze są gotowi płacić i sobie sami obetną. To prawdziwe męstwo i altruizm z ich strony.