Wśród wykonawców prac dla energetyki konkurencja się zaostrza. Marże są niskie, a terminy realizacji zadań bardzo napięte. W efekcie wiele inwestycji łapie poślizg.
– Dzieje się tak, bo w energetyce w wielu projektach termin zakończenia inwestycji wyznaczają wchodzące w życie normy emisyjne, a termin rozpoczęcia odwleka się, bo trwają procedury przetargowe i odwoławcze. Wykonawcy zostaje coraz mniej czasu – wyjaśnia Paweł Smoleń, członek zarządu Erbudu ds. energetyki i przemysłu. – W pozostałych branżach kontrakty przewidują zazwyczaj, ile miesięcy ma wykonawca na realizację zlecenia od momentu wejścia na plac budowy – dodaje.