Rynek CFD, czyli kontraktów na różnice kursowe, był jednym z głównych beneficjentów pandemii. W 2020 r. skłonność do inwestycji w te instrumenty wyraźnie wzrosła, co dla samych pośredników oznaczało czas żniw. Te były wyjątkowo udane, a branża też mogła mieć podwójną satysfakcję, bo przez ostatnie lata była jednak głównie pod presją. Chociażby działania regulatorów raczej zniechęcały, niż sprzyjały inwestycjom w CFD. Taki rok jak 2020 z perspektywy pośredników raczej szybko się nie powtórzy. Nie oznacza to też jednak, że teraz brokerów czeka już tylko biznesowy zjazd. Biznes oparty na CFD jest bowiem bardzo zmienny, tak jak sam rynek.