BZ WBK, kierowany przez Michała Gajewskiego (pierwszy z lewej), być może kupi podstawową część Deutsche Banku Polska, którego prezesem jest Krzysztof Kalicki. Raiffeisen Polbank, którym kieruje Piotr Czarnecki, zamiast planowanego debiutu na GPW może jednak zostać przejęty przez BGŻ BNP Paribas zarządzany przez Przemysława Gdańskiego.
Po przejęciu Pekao przez PZU i PFR w czerwcu tego roku szykują się kolejne duże transakcje na polskim rynku bankowym.
Możliwe spore roszady
Wyłączność negocjacyjną na przejęcie Deutsche Banku Polska, wystawionego od kilku miesięcy na sprzedaż, ma Santander (według informacji Reutersa), właściciel BZ WBK, czyli trzeciego gracza w Polsce. Umowa mogłaby zostać podpisana jeszcze w tym roku, a obecne dyskusje podobno dotyczą ceny. Gdyby BZ WBK, mającemu obecnie 150 mld zł aktywów, udało się przejąć podstawową część DBP, mógłby prześcignąć pod tym względem Pekao mające na bilanse 172 mld zł. To przy założeniu, że bilans przejmowanej części DBP byłby wart 25 mld zł (cały to 39 mld zł, wyłączone z transakcji mają być hipoteki walutowe i kredyty największych korporacji).
Jednak samo Pekao również może być zaangażowane w procesy M&A – rozważa połączenie z Aliorem mającym bilans wart 65 mld zł, również kontrolowanym przez PZU (rozpoczęto analizy). Ale nawet gdyby do połączenia doszło, nie pozwoliłoby to nowemu bankowi na przeskoczenie lidera, którym jest także państwowy PKO BP (290 mld zł).
Prędzej się wyjaśni, czy faktycznie BNP Paribas, główny akcjonariusz BGŻ BNP Paribas, szóstego gracza w Polsce z bilansem wartym 72 mld zł, chce przejąć Raiffeisen Polbank, dziesiątego co do wielkości kredytodawcę. Także ten bank miałby być sprzedany bez hipotek walutowych (frankowe są warte 10,5 mld zł, a w euro 3,4 mld zł) oraz być może niektórych kredytów korporacyjnych. Gdyby BGŻ BNP Paribas kupił część wartą pod względem bilansu 35 mld zł, zbliżyłby się nieco do ING Banku Śląskiego i mBanku, mających aktywa warte odpowiednio 122 mld zł i 133 mld zł.
Jednak Raiffeisen Polbank musi wprowadzić do połowy maja 15 proc. swoich akcji do obrotu na GPW. Ale KNF jest wyrozumiała. – Sprzedaż banku objętego zobowiązaniem inwestorskim upłynnienia akcji na giełdzie do banku notowanego na giełdzie w celu ich połączenia KNF traktuje jak zwolnienie dotychczasowego inwestora z konieczności realizacji zobowiązania. Z nowym inwestorem uzgadniane są zwykle szczegóły takiego rozwiązania, w szczególności dotyczące ewentualnej potrzeby dalszego zwiększenia free floatu w stosunku do połączonego banku, terminy realizacji i itp. – wyjaśnia Jacek Barszczewski, rzecznik KNF.
Oligopol nam nie grozi
– Efekt skali ma znaczenie, więc gracze mający aspiracje na większą sumę bilansową szukają okazji. Są u nas instytucje mocno skapitalizowane czy wręcz przekapitalizowane, więc nabycie aktywów po dobrej cenie jest szansą na lepsze wykorzystanie kapitałów własnych. Ponadto w środowisku wzrostu stóp procentowych (USA, Wielka Brytania, Czechy) lepiej kupić bank tuż przed początkiem wzrostu kosztu pieniądza – najlepszego okresu dla wyników banków – tłumaczy Sobiesław Kozłowski, analityk Raiffeisen Brokers. Do tego dochodzi restrykcyjna polityka nadzorcy, która może skłaniać do sprzedaży banków.
Zdaniem Andrzeja Powierży z DM Citi Handlowego konkurencja w efekcie konsolidacji teoretycznie spadnie, ale nie sądzi on, aby doszło do sytuacji, kiedy rynek podzieli się między trzech głównych graczy i ceny wzrosną. – Raczej konkurencja toczyć się będzie między pięcioma–sześcioma dużymi bankami, a ewentualny jej spadek nie przełoży się na wzrost cen, ale na pogorszenie oferty. Im mniej dużych instytucji pracujących nad nowymi produktami, tym mniejsza konkurencja w tym zakresie – dodaje.
– Mniejsza liczba banków to mniej konkurencyjna oferta dla klientów czy mniej oddziałów banków w centrach miast. Dla inwestorów to szansa na wyższą efektywność i wskaźnik kosztów do dochodów często blisko 40 proc., a być może i niższy, co zwiększa szanse na wyższe dywidendy po rozstrzygnięciu epopei z walutowymi kredytami hipotecznymi – uważa Kozłowski. Powierża jest sceptyczny, wskazując na wysoką już efektywność kosztową polskich banków.