Niepewność związana z wpływem pandemii na gospodarkę spowodowała wyhamowanie przyrostu kredytów w polskich bankach. Łączna wartość kredytów brutto ośmiu największych banków z GPW wyniosła na koniec czerwca 973 mld zł – to o 1,7 proc. mniej niż na koniec I kwartału. Przez rok, dzięki niezłemu tempu wzrostu w ubiegłym roku i pierwszych dwóch miesiącach tego, wartość kredytów urosła o 4,2 proc.

Różna struktura portfela i apetyt na ryzyko

Spadek wartości kredytów wynika głównie z hamowania sprzedaży, a w mniejszym stopniu także z udzielania przez banki wakacji kredytowych (pod koniec czerwca wartość zawieszonych kredytów klientów indywidualnych i firm wynosiła odpowiednio 60 mld zł i 20 mld zł). Niewielkie znaczenie miały kursy walut – frank szwajcarski od końca marca osłabł o 2,9 proc., lekko wpływając na zmniejszenie hipotek w tej walucie wartych około 100 mld zł.

Każdy z ośmiu banków zanotował spadek wartości kredytów w porównaniu z marcem. Najmocniejszy był w Santanderze (3,2 proc., do 146,3 mld zł), PKO BP (2,4 proc., do 224,3 mld zł) oraz ING BSK (1,9 proc., do 121,5 mld zł). W najmniejszym stopniu portfel skurczył się w Millennium (0,5 proc., do 72,3 mld zł), BNP Paribas (0,6 proc., do 78 mld zł) i Pekao (0,8 proc., do 158,3 mld zł). W Aliorze portfel zmalał o 0,8 proc. (do 61,7 mld zł), ale to jedyny bank, który zanotował spadek portfela także w porównaniu z ubiegłym rokiem.

Pod względem sprzedaży kredytów pozytywnie wyróżnił się Millennium, który zanotował w II kwartale rekordową (1,5 mld zł wobec 1,34 mld zł w I kwartale) sprzedaż kredytów hipotecznych i znaczną (1,1 mld zł wobec 1,3 mld zł w I kwartale) gotówkowych. To przełożyło się na wzrost rok do roku portfeli tych kredytów odpowiednio o 10 proc. i 2 proc. Słabiej wypadł Santander, którego sprzedaż hipotek w II kwartale spadła rok do roku o 20 proc., a kredytów gotówkowych aż o blisko 40 proc. Spore spadki sprzedaży w tym okresie zanotował też ING BSK: kredytów mieszkaniowych o prawie 20 proc., a gotówkowych o 53 proc. W PKO BP łączna sprzedaż tych dwóch rodzajów kredytów w II kwartale spadła wobec I kwartału o 46 proc.

Banki mają wielką płynność i duże nadwyżki kapitału, co decyduje o ich zdolności do zwiększania akcji kredytowej. Pandemia jednak negatywnie wpłynęła na sprzedaż i przyrost kredytów ze względu zarówno na czynniki podaży, jak i popytu. Analitycy zwracają uwagę, że dwa główne czynniki decydują o różnym tempie zmiany wartości kredytów w bankach. To odmienne podejście do ryzyka i nowej sprzedaży w najbardziej gorącym okresie pandemii oraz struktura istniejącego portfela kredytów. – W tym pierwszym zakresie banki wprowadziły dodatkowe warunki sprzedaży kredytów. Na przykład Millennium nieznacznie zmienił warunki w zakresie hipotek, podczas gdy inne banki podnosiły wymogi i zwiększyły udziały w rynku. W przypadku struktury kredytów ważne jest to, ile tych korporacyjnych bank ma w portfelu. Im więcej, tym większą presję na spadek wartości łącznego portfela bank odczuwał, bo popyt firm na kredyty mocno spadł – mówi Łukasz Jańczak, analityk Ipopemy.

Millennium jest jednym z najbardziej zaangażowanych w segment detaliczny banków, z kolei na przykład PKO BP i ING BSK mają spory udział klientów firmowych, a ta część rynku była bardzo słaba. Firmy już wcześniej miały sporo oszczędności i mało inwestowały, a pandemia jeszcze nasiliła te zjawiska. Rządowe tarcze antykryzysowe spowodowały na razie duży wzrost depozytów firm, które przeznaczyły ich część na spłatę istniejących kredytów, więc popyt na nowe finansowanie z ich strony jest bardzo mały. – W przypadku struktury znaczenie, obok udziału kredytów dla firm, ma także udział kredytów konsumpcyjnych w portfelu danego banku. W czasie pandemii klienci mocno wstrzymali się z zaciąganiem nowych zobowiązań, bo obawiali się utraty pracy i dochodów – mówi Michał Sobolewski, analityk DM BOŚ. Dodaje, że znaczenie miały też same decyzje kredytowe banków ograniczające podaż. – Banki podnosiły wymogi stawiane przed klientami, w niektórych – jak PKO BP czy ING BSK – zacieśnienie polityki w zakresie hipotek było głębsze niż w innych – zaznacza Sobolewski.

Banki po nadejściu pandemii zaczęły wymagać od klientów wyższego scoringu i niższego wskaźnika DtI, warunki transakcji też stały się mniej korzystne (niższy LtV, wyższy wkład własny, który urósł do nawet 30 proc. z 10–20 proc. poprzednio). Dodatkowo wprowadzono ograniczenia dla pracowników branż najbardziej doświadczonych koronawirusem, mikroprzedsiębiorców czy zatrudnionych na elastyczne formy (bez etatu). To wszystko powoduje zmniejszenie dostępności kredytu, i to mimo ścięcia stóp procentowych niemal do zera.

Zwykle większa aktywność kredytowa w gorszych czasach przekłada się w przyszłości na wyższe koszty ryzyka. Czy tak będzie i tym razem? – Pogorszenie wskaźników jakości portfela jest możliwe, ale niekoniecznie musi to dotyczyć sprzedaży kredytów dokładnie z okresu pandemii, bo działają przecież tarcze antykryzysowe i wakacje kredytowe. Ewentualne pogorszenie może więc nastąpić pod koniec roku, gdy minie trochę czasu od zakończenia wakacji kredytowych. Ostatnia sprzedaż nie musi być bardziej dotknięta pogorszeniem spłacalności, bo przecież banki wprowadziły działania zapobiegawcze w związku ze wzrostem ryzyka, tzn. podniosły wymogi wobec klientów i ograniczyły dostępność kredytów niektórym z nich. Może się więc okazać, że bardziej wrażliwa na pandemię będzie starsza część portfela. Szczególnie dotyczy to kredytów konsumpcyjnych udzielanych w ostatnich paru latach, bo rosły zarówno długość, jak i ich wartość, a takie są bardziej ryzykowne. W przypadku hipotek, które są produktem co najmniej kilkunastoletnim, o kosztach ryzyka decydują głównie trendy długoterminowe – zaznacza Sobolewski.

Sprzedaż powinna powoli odbijać od dna

Ostatnie dane Biura Informacji Kredytowej wskazują na odbicie w górę sprzedaży kredytów dla klientów indywidualnych. W lipcu udzielono hipotek za 4,75 mld zł, o 10,5 proc. więcej niż w czerwcu. Sprzedaż kredytów gotówkowych wyniosła 4,59 mld zł, co oznacza wzrost wobec czerwca o 8 proc. W ujęciu rok do roku sprzedaż obu kategorii była niższa o blisko jedną trzecią.

– Banki mają apetyt na wzrost kredytów, mają dużo płynności, przy tak niskich stopach procentowych nie zarobią dużo na obligacjach, więc muszą zwiększać akcję kredytową. Jest na to szansa, o czym świadczy luzowanie polityki kredytowej w niektórych kategoriach, na co wskazuje ostatnie badanie NBP. Popyt firm i korporacji prawdopodobnie pozostanie słaby, może lekko odbić w górę leasing. Portfel hipotek nadal powinien rosnąć w niezłym tempie, na razie pandemia mocno nie pogorszyła dobrej sytuacji konsumentów, a sprzedaż detaliczna wyraźnie odbiła, więc kredyty konsumpcyjne powinny wrócić do wzrostu w II półroczu – mówi Jańczak.