Gospodarka - Świat

Google walczy z Pekinem

Google chce zakończyć swój udział w cenzurowaniu Internetu w Chinach. Jeżeli nie uda mu się osiągnąć porozumienia na ten temat z władzami ChRL, koncern może nawet wycofać się z chińskiego rynku.

Google chce zakończyć swój udział w cenzurowaniu Internetu w Chinach

Foto: Bloomberg

Google grozi już, że zlikwiduje stronę Google.cn oraz lokalne biura, w których zatrudnia około 700 pracowników.

Czemu wielki koncern, który w 2006 r. został skrytykowany przez Kongres USA za pomaganie chińskim władzom w tłumieniu wolności słowa w Internecie, zdecydował się na tak radykalny krok? Przyczyną był bardzo profesjonalny atak hakerski przeprowadzony w zeszłym miesiącu na jego serwery. Cyberprzestępcy włamali się do kont mailowych chińskich obrońców praw człowieka. Sugeruje to, że sprawcą ataku były prawdopodobnie chińskie służby specjalne. Google’a zaniepokoiło również to, że jednocześnie zaatakowano komputery 20 innych firm. Hakerzy wyraźnie zaangażowali się więc w szpiegostwo przemysłowe.

– Google oraz wiele innych firm boi się interwencji chińskich władz, która wykraczałaby poza cenzurę Internetu. Ostatni atak był kroplą, która przepełniła czarę – twierdzi George Kurtz, dyrektor technologiczny w firmie McAfee, drugim największym światowym producencie zabezpieczeń komputerowych. Kontakty koncernu z pekińskimi władzami już wcześniej były pełne zadrażnień. Rząd blokował chińskim internautom m.in. dostęp do popularnego serwisu YouTube, gdy pojawiły się na nim filmy z zamieszek w Tybecie.

Google rozpoczął działalność w Chinach w 2006 r. Tak, jak inne firmy obecne na rynku, od początku zgadzał się na udział w rządowym programie cenzurowania Internetu. W ciągu blisko czterech lat obecności w ChRL koncern zdobył 35,6 proc. udziałów w miejscowym rynku. Większy udział w nim (58,4 proc.) posiada jedynie chińska wyszukiwarka internetowa Baidu.– Jeżeli Google wycofa się z rynku, Baidu nie będzie miała żadnych innych konkurentów. Google’owi będzie zaś bardzo trudno powrócić do Chin i zdobyć udział w rynku taki, jak przed odejściem – wskazuje Erwin Sanft, analityk z banku BNP Paribas.

Nic więc dziwnego, że rynek zareagował na oświadczenie Google’a dużym wzrostem kursu akcji Baidu. W środę na nowojorskiej giełdzie Nasdaq zyskiwały one na otwarciu ponad 14 proc. Tymczasem akcje Google’a traciły na początku sesji około 2,8 proc.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.