Amerykański prezydent Donald Trump jest znany z ekscentrycznych zachowań, ale na ostatnim szczycie G7 przeszedł sam siebie. Podczas jednej z napiętych dyskusji wstał od stołu, wyciągnął z kieszeni marynarki dwa cukierki (a ściślej: gumy rozpuszczalne) i rzucił je na stół, mówiąc do niemieckiej kanclerz: „Masz, Angela. Nie mów, że nigdy nic ci nie dałem". Ten incydent jest dobrą ilustracją pogarszających się relacji między USA a Niemcami. Niemcy są krytykowane przez Waszyngton za to, że zbyt mało wydają na obronę, grozi się niemieckim firmom sankcjami w związku z ich udziałem w budowie gazociągu Nord Stream 2 oraz ich zaangażowaniem w Iranie, a na horyzoncie majaczy widmo karnych ceł na europejskie samochody. To oziębienie stosunków może Niemcy drogo kosztować, zwłaszcza jeśli przekształciłoby się w wojnę handlową na pełną skalę. W ostatnich miesiącach napięcia handlowe i polityczne już i tak przyczyniły się do spowolnienia gospodarczego w Niemczech. Na domiar złego zachwiała się koalicja rządząca i przez pewien czas istniało ryzyko upadku rządu Angeli Merkel. Wiele czynników może sprawić, że spowolnienie gospodarcze w Niemczech, czyli u naszego największego partnera handlowego, będzie kontynuowane w drugim półroczu. Czy jednak groźba osłabienia największej europejskiej gospodarki jest na tyle duża, że powinniśmy się tego obawiać?