Amerykańska spółka jest beneficjentem pandemicznych trendów i aby pozostać na fali, mocno inwestuje w rozwój na kolejnych rynkach.

DoorDash z siedzibą w San Francisco jest właścicielem platformy do zamawiania i dostarczania jedzenia. W czasie pandemii i nałożonych obostrzeń w przemieszczaniu się Amerykanie chętnie korzystali z usług spółki.

Dzięki temu podczas czterech kwartałów, aż do I kwartału, jej przychody rosły w tempie trzycyfrowym. W II kwartale firma wypracowała 1,2 mld USD przychodów, o 88 proc. więcej niż przed rokiem. W okresie kwiecień–czerwiec liczba złożonych przez użytkowników zamówień wyniosła rekordowe 345 mln i była o 69 proc. wyższa niż przed rokiem.

Foto: GG Parkiet

– Konsumenci zamówili więcej niż kiedykolwiek w historii firmy – powiedział Prabir Adarkar, dyrektor finansowy DoorDasha.

Spółka, wykorzystując dobrą koniunkturę, prowadzi ekspansję zagraniczną i podpisuje umowy z kolejnymi dostawcami. Pozyskała takich partnerów, jak specjalizujący się w produktach dla zwierząt domowych PetSmart, sklep spożywczy Albertsons czy producent mięsa roślinnego Beyond Meat.

Firma zwiększyła również swoją obecność poza głównym rynkiem, czyli Stanami Zjednoczonymi, rozszerzając działalność na Kanadę, Australię i Japonię. Jednak rozwój sporo kosztuje spółkę, przez co nadal nie jest ona rentowna, podobnie jak tacy konkurenci, jak Uber. W II kwartale łączne wydatki DoorDasha wzrosły ponaddwukrotnie, do 1,34 mld USD.

DoorDash zadebiutował na giełdzie NYSE pod koniec ubiegłego roku. W lutym akcje osiągnęły rekordowy poziom ok. 215 USD, po czym nastąpiła korekta. W maju doszło jednak do odbicia i notowania pną się w górę. Stopa zwrotu od początku roku wynosi 32 proc., a kapitalizacja DoorDasha jest bliska 62 mld USD. Specjaliści uważają, że notowania powinny pozostać w trendzie wzrostowym. Mediana prognoz 16 analityków mówi, że akcje mają potencjał wzrostu w ciągu kolejnych 12 miesięcy o 15 proc. z obecnych poziomów. dos