REKLAMA
REKLAMA

Technologie

Za trzy lata TP bez telefonii stacjonarnej

O przyszłości grupy z Maciejem Wituckim, prezesem TP,?rozmawiają Urszula Zielińska i Jakub Kurasz

Maciej Witucki, prezes TP fot. k. kamiński

Foto: Archiwum

Czy pana zdaniem dojdzie do zmiany prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej?

Myślę, że ze zmianami na stanowisku prezesa UKE jest jak ze zmianą prezesa TP, o której słyszę średnio co kilka miesięcy. W przypadku UKE, moim zdaniem, wynika to z kalendarzy wyborczo-kadencyjnych i jest normalne, że rynek spekuluje na ten temat. Znaleźliśmy sposób na pokazanie prezes Annie Streżyńskiej, że jesteśmy zainteresowani rozwojem rynku. Podpisaliśmy porozumienie i przez dwa ostatnie lata konsekwentnie je realizujemy. Mamy raporty, które co kwartał pokazują, że sytuacja na rynku się zmienia, a TP jest głównym inwestorem na rynku telefonii stacjonarnej z zyskiem dla siebie i operatorów alternatywnych. Jesteśmy ze współpracy z UKE w zakresie podpisanego porozumienia zadowoleni.

Dla konsumentów regulacje w telekomunikacji były chyba korzystne: usługi potaniały.

Tak, przy czym największe spadki cen Neostrady miały miejsce w 2006 roku, czyli przed pierwszymi decyzjami UKE, oraz w 2010 r., gdy zawarliśmy z UKE porozumienie. To oznacza, że największe spadki wynikają bardziej z konkurencji niż z regulowania rynku. Podobnie jest na rynku telefonii komórkowej. Oczywiście ceny są tu częściowo wymuszane przez asymetrię, jaką cieszy się P4, operator sieci Play. Skoro dostał takie fory, to pozostali trzej operatorzy nie mają wyjścia, tylko muszą rezygnować z marży i obniżać ceny. Podsumowując: nie unikniemy regulacji, ale moglibyśmy baczniej przyjrzeć się rynkowi, aby stwierdzić, gdzie i kto ma pozycję dominującą. I dzisiaj, powtarzam to konsekwentnie, bo takie są fakty, w dziesięciu największych miastach operatorem dominującym na rynku Internetu jest zawsze jeden z operatorów kablowych. Co więcej, choć badanie UKE dowiodło, że pakiety TP są konkurencyjne wobec ich ofert, to marże TP są niższe niż operatorów kablowych. Nie zmienia to faktu, że kablówki nie są regulowane, choć mają 40–50 proc. rynku w Warszawie, Krakowie, Poznaniu czy Wrocławiu. TP?jest regulowana, choć posiada ok. 20 proc. rynku. Nie ma uzasadnienia dla takiego nierównego traktowania.

TP, na mocy porozumienia z UKE, modernizuje łącza. Ile gospodarstw domowych ma dziś Internet 6 Mb/s i więcej, a ile ten podstawowy – do 2 Mb/s?

Porozumienie z UKE realizujemy zgodnie z planem. Z obiecanych 1,2 mln łączy internetowych na koniec października gotowych już było ponad 700 tys., w tym aż 93 proc. o prędkości powyżej 6 Mb/s. Warto podkreślić, że 103 tys. z nich wybudowaliśmy na obszarach tzw. białych plam. Jeśli chodzi o całą sieć TP, to już ponad 73 proc. naszych linii ma przepływności wyższe niż 6 Mb/s.

UKE, by przyspieszyć budowę sieci światłowodowych, rozważa zdjęcie regulacji z zasobów operatorów pozwalających na dostęp do Internetu o prędkości od 80 Mb/s. Co TP na to?

Moim zdaniem hasło główne, które powinno obecnie przyświecać regulatorowi, to przyjrzenie się rynkowi od początku: zbadanie, gdzie są realne monopole, kto ma pozycję dominującą, w jakich technologiach. Sytuacja jest taka, że mamy świat kablowy, świat operatorów alternatywnych, a głównie jednego największego, który stara się jak najwięcej wyrwać od TP, co ja absolutnie rozumiem. To jednak wyrywanie małej części tortu. Najważniejsza jest dziś część, którą mają sieci kablowe, a nie TP. Wskazują na to wszystkie analizy.

Szybki Internet będzie się teraz kojarzyć z LTE oferowanym w ramach współpracy Cyfrowego Polsatu z Polkomtelem. Nie obawia się pan, że Cyfrowy Polsat, który wygrał z Cyfrą+ tanią ofertą, wygra teraz z TP w ten sam sposób?

Inwestycja w telewizję satelitarną to de facto transponder, a potem zmienny koszt na klienta i zakup dekodera. Internet mobilny jest związany z dodatkowymi inwestycjami w rozwój sieci i jej zagęszczanie. Pamiętajmy też o tym, że zakup Polkomtelu był finansowany w dużej części długiem. Nie sądzę, aby w tych ryzykownych czasach ci, którzy pożyczyli pieniądze, byli gotowi na przyjęcie ryzykownej tezy, że teraz rozwodni się marżę Polkomtelu, zdobędzie dużą część rynku z obietnicą, że kiedyś otrzymają swoją zapłatę. Dlatego wolę Polsat z długiem na zakup Polkomtelu niż Polsat z prywatnymi pieniędzmi prezesa Solorza, z których buduje sieć LTE, a potem tylko jego wyborem jest, czy chce tę sieć zamortyzować szybciej czy wolniej, a także jak sprzedawać LTE. Teraz mam racjonalnego przeciwnika, który musi zwrócić racjonalnym bankierom dużo pieniędzy.

Jaka będzie odpowiedź TP?

LTE jest faktycznie nową ciekawą ewolucją mobilnego Internetu, ale uwaga: występuje tam jedno magiczne słowo „do". I jest zasadnicza różnica między „do 100 Mb/s" a „80 Mb/s" oferowanych w naszej sieci kablowej czy światłowodowej. LTE oferuje możliwość zwiększenia szybkości, ale to jest technologia radiowa, zależna od liczby osób korzystających z danego nadajnika, od tego, czy pod domem rośnie wysokie drzewo i w jakiej odległości od anteny jest użytkownik. Nasza odpowiedź? W przyszłym roku państwo zapewne zaoferuje w przetargu częstotliwości 800 MHz i 2,6 GHz i na pewno będziemy po nie startować.

Czy budżet TP na 2012 r. został zatwierdzony? To budżet kryzysowy?

Nie. Sądzimy, że nasi klienci biznesowi poczynili już oszczędności w latach 2009–2010, a klienci indywidualni będą dalej chętnie korzystać z komórek i Internetu. Może tylko nie będą skłonni kupować urządzeń high-endowych. Głównym pytaniem dla naszego biznesu jest oczywiście kurs złotego, ponieważ kupujemy telefony za waluty. Większe wahnięcie euro to dla nas koszty wyższe o kilkadziesiąt milionów złotych w skali roku. Dziś rozsądne zakresy to 4,2–4,3 zł za euro. 4,5 zł za euro oznaczałoby, że mamy gigantyczny kryzys, a pomysły Merkel i Sarkozy'ego nie zostały wdrożone z sukcesem. Myślę, że jeśli nie zostaną wdrożone do połowy 2012 r., będziemy mieli problem.

I wtedy koniec z dywidendą?

Dziś nasze założenia co do jej poziomu są bez zmian.

W ciągu miesiąca od startu skupu akcji własnych TP wydała na ten cel 167 mln zł. Spółka utrzyma takie tempo?

Tempo realizacji buy backu zależy od aktualnej sytuacji i dlatego nie mogę komentować szczegółów programu.

TP uda się zmieścić w widełkach spadku przychodów określonych na ten rok, czyli 2–4,5 proc.?

Według stanu na dziś – tak.

W przyszłym roku marka TP zniknie i zastąpi ją Orange?

To dla mnie właściwie pewne, chyba że jak w 2009 r., gdy się do tego przymierzaliśmy, wydarzy się kolejny potężny kryzys. Rebranding to przecież także koszty. Drugi warunek to poprawa percepcji usług TP w oczach klientów.

Przedłużono panu kadencję do 2015 r. Jak pan wyobraża sobie grupę TP?za trzy lata?

Wyobrażam sobie, że grupa TP nie będzie wtedy sprzedawała już telefonii stacjonarnej, tylko łączność przez komórki lub telefony w technologii VoIP. Nie wyobrażam sobie, by za trzy lata ktoś kupował jeszcze pojedyncze usługi: tylko Internet, tylko telewizję. Na rynku B2B będziemy integrować i sprzedawać sprzęt i instalować go u klientów. A moim największym marzeniem jest, aby wszystkie projekty, które dziś prowadzimy w ramach hasła „Misja klient", sprawiły, że klienci będą wskazywali TP jako najchętniej wybieranego operatora.

Dziękujemy za rozmowę.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA