Parkiet TV

#PROSTOzPARKIETU: Ten rok jest dobry na zakup akcji

W poniedziałek gościem Andrzeja Steca w Parkiet TV był Konrad Łapiński, pomysłodawca i współtwórca funduszu Total FIZ.
Foto: PARKIET

 

Grubo ponad miesiąc temu wskazał pan, że szansą dla indeksu WIG20 mogą być drożejące surowce. I rzeczywiście. A najbardziej spektakularny wzrost odbył się na cenie miedzi. Jak pan to przewidział?

Wróćmy do pierwszych miesięcy tego roku. Wtedy po raz pierwszy od 2,5 roku zacząłem pozytywnie opisywać perspektywy dla rynku. Pisząc w lutym i marcu, podkreślałem dobre perspektywy dla małych i średnich spółek, natomiast do WIG20 odnosiłem się jeszcze sceptycznie. W październiku zmieniłem jednak to, odrobinę negatywne, postrzeganie blue chips na bardziej pozytywne. Jeśli dobra koniunktura rynku surowców będzie się utrzymywać, to przełoży się to na lepsze postrzeganie rynków wschodzących.

Nie obawia się pan tego, że silna reprezentacja banków oraz spółek Skarbu Państwa w gronie WIG20 powstrzyma zwyżki indeksu?

Te ryzyka zostały zdyskontowane w dużym stopniu w II półroczu 2015 roku. Wtedy mieliśmy splot dwóch niekorzystnych okoliczności. Pierwsza to bardzo dynamiczna dekoniunktura na surowcach, głównie w przypadku ropy i miedzi. Druga to nowa ekipa u władzy, którą inwestorzy, szczególnie zagraniczni, przywitali z dużym dystansem.

W tym samym październikowym komentarzu stwierdził pan, że 2017 rok przyniesie zwyżki po czterech latach spadków największych polskich spółek. Czeka nas hossa?

W przypadku małych i średnich spółek hossa trwa. Aczkolwiek jeśli przyjrzeć się emocjom czy komentarzom, to trudno ją dostrzec. Ale proszę spojrzeć na wykresy sWIG80 i mWIG40, które są bardzo blisko swoich najwyższych poziomów. To, co dołowało nastroje i indeksy, to największe spółki. Wydaje mi się, że ryzyko polityczne jest już wpisane w ceny. Po zwycięstwie Viktora Orbána węgierskiej giełdzie zajęło około roku przyzwyczajenie się do nowego, troszkę nietypowego przywódcy. Jeśli podobnie zachowałby się nasz parkiet, to wydaje się, że 2016 rok jest czasem, który należy przeznaczyć na kupowanie i akumulowanie dosyć tanich, w znaczeniu wskaźnikowym, akcji.

Na jaki rodzaj firm warto zwrócić uwagę, przygotowując portfel pod ewentualne zwyżki całego rynku?

Łatwo się domyśleć, że pozytywnie myślę o przedsiębiorstwach z branży surowcowej. Poza tym nie typowałbym na ten moment jakiejś konkretnej, jednej branży. Na pewno warto faworyzować eksporterów. Producenci metali czy węgla z definicji uczestniczą w eksporcie. Ograniczyłbym udział banków czy energetyki. W obu przypadkach trudna do zniesienia może być obecność głównego akcjonariusza w postaci Skarbu Państwa. Jest on dziś postrzegany jako mało szanujący interesy drobnych akcjonariuszy. Dochodzą też ryzyka związane z regulacją.

Jak selekcjonować spółki?

Warto szukać wśród eksporterów. Oni są i będą beneficjantami kulejącego złotego. Polecam także spółki, które regularnie wypłacają dywidendę. Tego typu aktywa zawsze powinny być w portfelu inwestora. W szczególności jeśli odniesiemy się do bardzo mizernie oprocentowanych depozytów czy bardzo skromnych zysków z obligacji. Gdybym miał do wyboru koszyk przedsiębiorstw regularnie płacących dywidendę albo obligacje, tudzież depozyty, to w dłuższym, pięcio–dziesięcioletnim terminie preferowałbym firmy regularnie płacące dywidendę.

W naszym wczorajszym wydaniu zamieściliśmy rozmowę z wicepremierem Morawieckim, który mówił, że jeśli uda się sfinalizować proponowane zmiany w systemie emerytalnym, to jest szansa, że na rynek kapitałowy będzie napływać od 15 do 20 mld zł z oszczędności. Jak może to wpłynąć na sytuację na warszawskiej giełdzie?

Gdyby ziściły się te zapowiedzi, a na rynek zaczęłaby regularnie napływać taka kwota, to przy dzisiejszej rozgrywce między popytem a podażą mielibyśmy do czynienia z pięknym trendem wzrostowym. Zwracam uwagę na bardzo mizerną podaż, i to ze wszystkich dostępnych źródeł, których jest sześć. Są to osoby fizyczne, które inwestują na warszawskiej giełdzie. Obecnie są bardzo mało aktywne. Statystycznie jesteśmy na najniższych aktywnościach w ostatnich kilkunastu latach. Fundusze inwestycyjne również są bardzo wstrzemięźliwe. W ich strukturach aktywów dominują instrumenty uznawane za bezpieczne. Brak też podaży ze strony Skarbu Państwa. Obecna władza bardzo sceptycznie podchodzi do prywatyzacji poprzez giełdę. Brakuje też podaży ze strony samych spółek. Jeśli porównamy liczbę debiutów z liczbą wezwań, okazuje się, że takie lata, w których więcej spółek wyszło z giełdy, niż na nią weszło, należą do rzadkości. Ostatni raz było tak w 2003 r., czyli tuż przed wielką hossą. Kolejne źródło podaży to fundusze emerytalne, jednak w tym przypadku wiele zależy od regulacji. Jeśli premier Morawiecki zapewnia nas, że OFE nie będą źródłem podaży, ale popytu, to ta relacja robi się bardzo asymetryczna na korzyść właśnie posiadaczy akcji.

Czy notowania małych spółek nie są już przegrzane?

Nie widzę takiego przegrzania w wycenach, gdzie mediana wskaźnika C/Z oscyluje między 13 a 14, a mediana C/WK wokół 1,1–1,2. Te wskaźniki pokazują, że jesteśmy bliżej dna niż szczytu.

Warto wspomnieć też o wysokich stopach dywidend.

Wysokie dywidendy i brak optymizmu powinny działać uspokajająco na posiadaczy akcji. Bo im więcej pesymizmu, tym więcej pewności, że akcje są nie w gorących, rozentuzjazmowanych rękach, które liczą na szybki zysk w perspektywie dwóch–trzech miesięcy, tylko w rękach osób raczej stabilnych, nudnych, wytrwałych. Tacy inwestorzy to skarb.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.