Okiem eksperta

Realizacja zysków czy zakład o dekadową hossę?

WIG20 jest najsłabszym indeksem GPW w 2020 r. – z blisko 20 proc. na minusie od początku roku.

Sobiesław Kozłowski, ekspert Noble Securities

Foto: materiały prasowe

Gwiazdami pod względem stopy zwrotu są NCIndex i sWIG80. Jednak takie ujęcie jest wyraźnie subiektywne i obejmuje ostatnich kilka miesięcy. Poszerzając horyzont o inne rynki rozwinięte i rozwijające się, można stwierdzić, że WIG20 jest jednym z najsłabszych indeksów na świecie. Powyższe zestawienie wygląda jeszcze gorzej, gdy analiza obejmuje okres od początku 2009 r. i aby zachować porównywalność, indeksy przeliczy się na dolary. WIG20 w USD od 2009 r. jest wyraźnie słabszy od indeksów rynków wschodzących (MSCI EM), węgierskiego BUX, a tym bardziej od niemieckiego DAX czy przede wszystkim amerykańskiego S&P500 lub NASDAQ.

Ta słabość jest efektem splotu kilku negatywnych okoliczności. Jedną z nich jest 10-letnia siła dolara (indeksu DXY), w wyniku czego globalne nastawienie do rynków wschodzących było gorsze. Ponadto w ostatnich 10 latach inwestorzy preferowali spółki wzrostowe (growth) zamiast spółek wartościowych (value), które dominują na GPW. Ponadto pogorszenie nastawienia do spółek energetycznych, paliwowych i banków oraz silne napływy do funduszy obligacji czy rynku nieruchomości ciążyły GPW.

Gdy nadzieja ostatnich weteranów rynku kapitałowego umierała i nastąpiła pandemia, aktywność inwestorów indywidualnych skokowo wzrosła, wspierając notowania spółek z NewConnect, sWIG80 oraz branży gamingowej czy potencjalnych beneficjentów pandemii. Odrodzenie się inwestorów indywidualnych zostało uwieńczone wyprzedzeniem przez nich krajowych inwestorów instytucjonalnych pod względem udziału w obrotach, a także nagrodzone debiutem Allegro.

W ostatnim tygodniu informacje o szczepionce na koronawirusa były potężnym wsparciem dla nielubianych spółek wartościowych, w tym głównie banków. Pojawia się więc pytanie, czy właśnie nadszedł czas realizacji zysków, czy też jednak jest to moment na podjęcie ryzyka i na zakład o dekadową zmianę i hossę na rynkach wschodzących. Argumentów za takim zakładem jest kilka. Po pierwsze, po blisko 10 latach hossy na USD dolar zdaje się negować trend wzrostowy – argumentem mogą być obawy przed dalszym wzrostem sumy bilansowej Fedu. Po drugie, rynki wschodzące, w szczególności azjatyckie, dużo lepiej radzą sobie z pandemią Covid-19 i mają atrakcyjniejsze wyceny niż rynki rozwinięte. Po trzecie, obawy przed inflacją i wzrostem cen surowców zachęcają do poszukiwania w ujęciu globalnym aktywów chroniących przed utratą wartości realnej.

Czy jednak ewentualne globalne napływy środków na rynki wschodzące będą sprzyjać polskim akcjom, które są w tym gronie wyraźnie outsiderem? ¶

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.