Okiem eksperta

Inflacja jako lek na bezrobocie?

Już ponad rok temu nasz kraj stał się jednym z liderów Unii Europejskiej pod względem tempa inflacji mierzonego roczną zmianą CPI.

Wojciech Białek, K(NO)W FUTURE

Foto: Fotorzepa, Radek Pasterski

W lipcu br. byliśmy pod względem wysokości rocznej dynamiki wartości zharmonizowanego wskaźnika CPI (+3,7 proc.) na drugim miejscu w Europie za Węgrami (+3,9 proc.; trzecie miejsce w tym rankingu zajmowały Czechy +3,6 proc.). Jeśli zaś spojrzymy na skalę przyspieszenia w ten sposób mierzonego tempa inflacji pieniądza (czyli zmianę rocznej dynamiki zharmonizowanego CPI), to nasz kraj okazuje się liderem: w lipcu br. roczne tempo inflacji było wyższe niż rok wcześniej o 1,2 pkt proc. (na drugim miejscu Czechy). O ile w lipcu Polska została pod względem rocznej dynamiki zharmonizowanego CPI wyprzedzona przez Węgry, o tyle w maju i czerwcu była liderem tego zestawienia. Była wtedy również krajem o największej rocznej zmianie rocznego tempa inflacji. Jeśli ograniczyć się do obecnych członków UE, to z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia tylko raz w „nowożytnej" historii – 20 lat temu, w lipcu i sierpniu 2000 roku.

Trudno powiedzieć, czy z tej obserwacji można wyciągnąć jakieś daleko idące wnioski na przyszłość (typu w 2001 roku Polska wpadła w budżetową „dziurę Bauca", więc i teraz będzie podobnie w 2021 roku itp.). Ale sprawa ma też drugi aspekt. W różnych koncepcjach ekonomicznych tempo inflacji jest w jakimś stopniu zamienne na wysokość stopy bezrobocia. I publikowane ostatnio dane zdają się w jakimś stopniu potwierdzać tę teorię. O ile bowiem nasz kraj ma obecnie drugą co do wielkości wysokość rocznej dynamiki zharmonizowanego CPI w UE, o tyle równocześnie miał ostatnio drugą najniższą (po Czechach) wysokość stopy bezrobocia w UE. Pod tym względem wyprzedziliśmy ostatnio również Niemcy, które zwykle w przeszłości były pod tym względem ważnym punktem odniesienia, i zbliżyliśmy się do Japonii. Zarówno Polska, jak i Czechy nie należą do strefy euro, więc na podstawie tych danych można ocenić, że za cenę okresowo wyższej inflacji mogą bardziej elastycznie niż członkowie strefy reagować dewaluacją waluty na pogorszenie koniunktury gospodarczej czy wręcz głęboką recesję, jak ta z którą mamy do czynienia obecnie. W przeszłości ta strategia sprawdzała się dosyć dobrze (zielona wyspa), a i ostatnio tąpnięcie rocznej dynamiki PKB Polski w II kwartale, jakkolwiek najgłębsze od początku lat 90., okazało się na razie słabsze niż w przypadku większości krajów UE (z dostępnych danych mniejszy spadek w II kwartale miały tylko Litwa i Finlandia). ¶

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.