REKLAMA
REKLAMA

Ludzie rynku

Paweł Gieryński, Abris Capital Partners: Czekamy na plan dla GetBacku

WYWIAD | PAWEŁ GIERYŃSKI z partnerem zarządzającym Abris Capital Partners rozmawia Przemysław Tychmanowicz

Paweł Gieryński, Abris Capital Partners

Foto: Archiwum

 

Naiwnie zapytam...dla Konrada Kąkolewskiego raczej nie ma drogi powrotu do GetBacku?

Myślę, że Konrad Kąkolewski po różnych zaskakujących wypowiedziach, które pojawiły się w ostatnim wywiadzie może mieć problem z powrotem do zarządzania jakąkolwiek spółką publiczną.

W wywiadzie, który się ukazał w „Parkiecie" powiedział on, że nadszedł czas na mówienie prawdy. Przedstawił swoją wersję wydarzeń, czas na waszą wersję.

Aby wyjaśnić tę sytuację musimy cofnąć się do momentu jeszcze sprzed debiutu. Jak wiemy GetBack został wykupiony od podmiotu z grupy pana Leszka Czarneckiego. Nie wykupił go jednak Abris. Wykupił go DNLD Holding, w którym Abris jest jednym z wspólników, ale w sumie tworzy go 19 podmiotów, w tym również tych z którymi powiązany jest Konrad Kąkolewski. To Konrad Kąkolewski podpisał później prospekt emisyjny, już jako prezes GetBacku, ale również jako dyrektor DNLD. Dziś trzeba mówić o faktach, a nie grać na emocjach. Konrad Kąkolewski od początku twierdził, że wie, jak tę spółkę rozwijać bez dokładania kapitału. Z takim też przesłaniem przyszedł do nas. Dla nas inwestycja od początku była jednak za duża, więc Konrad Kąkolewski założył konsorcjum inwestorów, które przekonał, że GetBack to będzie dobra inwestycja. Wbrew temu co deklaruje, Konrad Kąkolewski będąc dyrektorem DNLD doskonale wiedział na co stać tę spółkę. Jeżeli mówimy więc o pomyśle na jej funkcjonowanie, to mówimy o pomyśle byłego prezesa GetBacku.

Kąkolewski twierdzi, że to wy sugerowaliście mu wejście na giełdę.

Szybkie przeprowadzenie IPO było pomysłem Konrada Kąkolewskiego. Jego argumentacja była dość logiczna. Spółka publiczna ma większą wiarygodność, może taniej pozyskiwać kapitał z emisji obligacji, charakteryzuje się większą transparentnością. Idąc na rynek publiczny spółka chciała pozyskać kapitał. Co prawda Konrad Kąkolewski wcześniej mówił, że nie będzie to potrzebne, ale pojawił się argument, że dodatkowy kapitał pozwoli jej się szybciej rozwijać. Proszę zauważyć, że priorytetem przy sprzedaży akcji było najpierw pierwszej kolejności sprzedanie papierów nowej emisji, tak aby do firmy trafiły pieniądze. Tak właśnie się stało i do spółki trafiło 370 mln złotych, czyli została uplasowana pełna oferta. I tu dochodzimy do głównego wątku ostatniej wypowiedzi Kąkolewskiego – jego oskarżenia w kwestii sprzedaży akcji przez DNLD i tego, że ktoś „ku jego zdziwieniu, zabrał mu połowę pieniędzy". Zgodnie z prospektem emisyjnym podpisanym przez niego osobiście, poza ofertą publiczną nowych akcji, przewidziana była także sprzedaż akcji DNLD. Zatem, o żadnym zaskoczeniu nie mogło być mowy. Dlaczego my zdecydowaliśmy się na sprzedaż walorów? Odpowiedź jest prosta: w trakcie road show inwestorzy chcieli mieć większy free float. To oskarżenie jest po prostu absurdalne.

Przy okazji IPO pojawił się także zarzut tego, że było one drogie. Liczba podmiotów zaangażowanych w konsorcjum faktycznie robi wrażenie.

Ale kto o tym zadecydował?

To ja się pytam.

Była to przede wszystkim decyzja zarządu.

Po IPO spółka zyskuje na wartości. Jej wycena na GPW dochodzi do prawie 3 mld zł i jak twierdzi Kąkolewski już wtedy przedstawił pomysł przeprowadzenia małej emisji akcji. Padają nawet deklaracje o przywiezieniu deklaracji inwestorskich na ponad 450 mln dolarów.

Jest to niezwykle ciekawe stwierdzenie. Konrad Kąkolewski był na road – show informacyjnym w Stanach Zjednoczonych. Prospekt spółki zakładał jednak, że nie można sprzedawać akcji w Stanach Zjednoczonych. Więc jeśli były jakiekolwiek rozmowy, to był to sondażowe niewiążące rozmowy, inaczej nie byłoby to zgodne z prawem. Nie mógł przywieść żadnych deklaracji, bo nie miał do tego prawa, nie miał żadnego dokumentu ofertowego. Aby sprzedawać akcje w Stanach Zjednoczonych trzeba spełnić wiele rygorystycznych warunków. Mówienie, że były deklaracje inwestorskie to trochę jak mówienie o słynnych już deklaracjach PFR i PKO BP. Pojawiły się także zarzuty, że DNLD Holding nie zgodził się na procedurę ABB. Nie było to możliwe, bo podmiot ten jest objęty rocznym lock – upem. Konrad Kąkolewski podpisując prospekt wiedział, że DNLD Holding nie może po prostu tego zrobić. To co mnie szokuje najbardziej, to fakt, że Konrad Kąkolewski zwraca się teraz przeciwko nam, podmiotowi, który go wspierał również przy okazji wykupienia firmy z grupy pana Leszka Czarneckiego. Proszę zauważyć, że my wspieraliśmy tę spółkę. Przegłosowaliśmy przecież emisje akcji. Kiedy trzeba było udzielić pożyczki, to zrobiliśmy to. Fakty zaprzeczają emocjonalnym stwierdzeniom.

Czy wy jako akcjonariusz nie dostawaliście sygnałów, że są jednak podmioty zainteresowane GetBackiem?

Dostawaliśmy informacje od Konrada Kąkolewskiego o różnych jego pomysłach. Takich pomysłów było bardzo wiele, natomiast od samego pomysłu do jego realizacji jest bardzo długa droga. Konrad Kąkolewski to wulkan pomysłów. Przyprowadzenie nowego inwestora to jednak bardzo skomplikowany i długi proces.

Wspomniał pan, że Kąkolewski przychodził do was z różnymi pomysłami. Czy kiedy mówił o nowych inwestorach nie zaczęliście się zastanawiać o co tutaj chodzi? Czy na pewno Kąkolewski wie co robi?

Do tej pory wydawało nam się, że dość dobrze znamy Konrada Kąkolewskiego przychodził do nas z różnymi pomysłami i na te pomysły staraliśmy się konstruktywnie reagować. Jeśli była mowa o potencjalnych inwestorach w Stanach Zjednoczonych, to próbowaliśmy mu wytłumaczyć, że aby faktycznie zainwestowali oni w spółkę trzeba przejść całą procedurę i spełnić kilka warunków. Kąkolewski zderzony z przedstawionymi przez nas faktami sam stwierdzał, że to nie ma sensu. Proszę zauważyć poza tym, że Kąkolewski był nie tylko prezesem, ale także pośrednio akcjonariuszem spółki. Mieliśmy mocne przekonanie, że działa on w jej interesie.

Jednym z pomysłów Kąkolewskiego był także zakup TFI, który podobno skutecznie blokowaliście.

To jest podobna sytuacja. Kąkolewski przedstawił taki pomysł, W momencie gdy pokazaliśmy co jest konieczne do jego realizacji, a on sam stwierdził, że może faktycznie nie ma to sensu. To jest element normalnego dialogu biznesowego.

Inwestorzy nie, TFI nie. Kąkolewski mógł dojść do wniosku, że skoro nie ta droga to trzeba się finansować długiem, który jak się okazuje był dość drogi, bo przecież czymś trzeba finansować zakupy.

Spółka nie musi kupować wszystkiego, co jest do kupienia na rynku. To zarząd decyduje, na które inwestycje firmę stać i ponosi za to odpowiedzialność.

Spółka na potęgę emitowała obligacje z wysokim oprocentowaniem. Część papierów miała opcję put. Musieliście mieć tego świadomość.

A dlaczego?

Jesteście ważnym akcjonariuszem, wasz człowiek jest wiceprezesem rady nadzorczej. Zakładam, że chociażby z tego powodu wiedzieliście o tym.

Jest różnica między wiedzą którą posiada zarząd, a wiedzą która posiada rada nadzorcza. Wiedzieliśmy, że spółka finansuje się długiem, bo taki był jej model działania od samego początku. Nie przypominam sobie natomiast informacji ze strony spółki przeznaczonej dla wszystkich inwestorów w sprawie opcji put.

A może któryś z pomysłów Kąkolewskiego trzeba było zrealizować, chociażby przez zakup TFI. Może trochę by to trwało, ale w dłuższym terminie mogłoby to być dobre rozwiązanie.

To nie jest tak, że blokowaliśmy ten pomysł. Wychodzimy z założenia, że jeśli się wierzy w jakąś ideę i rzeczywiście chce się ją wprowadzić w życie, to trzeba być przygotowanym na jej realizację,. Gdy pokazaliśmy Kąkolewskiemu jakie realne procedury wiążą się z zakupem TFI, on sam zrezygnował z tego rozwiązania.

W takim razie zadam panu to samo pytanie, co Konradowi Kąkolewskiemu. To kto jest winny za obecną sytuację? Wygląda to trochę tak, że jak było dobrze, to wszyscy ogrzewali się w blasku GetBacku, a teraz nagle nie ma winnych.

Po tym co przeczytaliśmy w „Parkiecie" zdecydowaliśmy się złożyć pozew przeciwko Konradowi Kąkolewskiemu o naruszenie naszych dóbr osobistych, bo część informacji jest po prostu nieprawdziwa i narusza nasze dobre imię. My zachowujemy się odpowiedzialnie. Rozumiem, że wszyscy są zainteresowani tym co się stało i tym co może się jeszcze wydarzyć. My chcemy jednak najpierw mieć pełną wiedzę, zapoznać się ze wszystkimi faktami i dopiero później szukać rozwiązania, a nie odwrotnie.

Ale przecież obecny zarząd to w dużej mierze ludzie, którzy byli w GetBacku. Pełniący obowiązki prezesa Kenneth Maynard był szefem rady nadzorczej. Abris w radzie też miał swojego przedstawiciela. Jak rada nadzorcza może nie wiedzieć co się dzieje w firmie?

To jest pytanie, co wiedział zarząd, a co wiedziała rada nadzorcza. Rozumiem, że jeśli teraz Kenneth Maynard mówi, że potrzebuje czasu na zapoznanie się ze stanem faktycznym, to widzi rzeczy, których wcześniej nie widział. Prezes Zarządu spółki to nie Prezes RN. To są zupełnie inne zakresy wiedzy i odpowiedzialności.

W marcu spółka wychodzi z propozycją dwóch emisji akcji. Czy Konrad Kąkolewski sygnalizował, że jest problem i emisje akcji pozwolą go rozwiązać?

Konrad Kąkolewski nikomu nie mówił, że jest jakiś problem. Przedstawił pomysł na dwie emisje, twierdząc, że rynek szybko się rozwija, jest szansa rosnąć jeszcze szybciej i trzeba to wykorzystać, zwłaszcza że ma pomysł na inwestorów Taka była narracja. Wsparliśmy spółkę deklarując, że weźmiemy udział w mniejszej emisji. Trudno powiedzieć, co mogliśmy zrobić więcej.

Pierwsza emisja szybko została przegłosowana, natomiast przed drugą, na 50 mln walorów się zawahaliście.

Absolutnie nie.

Dwa razy została ogłoszona przerwa walnego zgromadzenia.

Przerwa wynikała z faktu, że chcieliśmy poznać inwestora. Trudno sobie bowiem wyobrazić sytuację, że w spółce pojawia się znaczący, ale anonimowy inwestor, który ma objąć stosunkowo dużą liczbę akcji Kąkolewski mówił, że pozyskał inwestorów, ale na pytanie kto to jest twierdził, że nic teraz nie może powiedzieć i zrobi to w ciągu kilku dni.

W końcu przegłosowaliście emisję. To znaczy, że poznaliście tych inwestorów?

Nie.

To dlaczego za nią zagłosowaliście?

Chcieliśmy dać nowemu zarządowi pełen wachlarz możliwości, by wprowadzić spółkę z zaistniałej sytuacji.. Jak się nie sprawdził plan A, trzeba było wdrożyć plan B.

Przy pierwszej emisji była mowa o pożyczce DNLD Holding dla GetBacku. Te pieniądze trafiły do spółki?

Tak, natomiast nie wiem, czy i ewentualnie jak, spółka je rozdysponowała.

Kluczowe pytanie brzmi co teraz. Doszliśmy do ściany. Czy DNLD Holding, a już pytając wprost czy Abris, jest w stanie dosypać jeszcze pieniędzy do tego biznesu?

To zależy od planu nad którym pracuje teraz zarząd.

To inaczej...w jakim planie jesteście w stanie wyłożyć pieniądze?

Pole do dyskusji jest ogromne. Na dzisiaj nie wiem jaki będzie to plan. Na pewno rozważane są różne opcje, ale czekamy kiedy zostaną one nam przedstawione.

A czy Abris w ogóle ma pieniądze na to by dołożyć do GetBacku? A jeśli tak to o jakich kwotach mowa?

Tak jak struktura pokazuje, Abris jest częścią konsorcjum inwestorów. To jest pytanie do wszystkich, w tym do Konrada Kąkolewskiego. Dalsze kroki wobec GetBack będziemy wspólnie rozważać, gdy poznamy plan.

A czy gdyby inwestorzy zewnętrzni byli, to wpuścilibyście ich do firmy?

Już wcześniej mówiliśmy, że tak.

Od tamtego czasu dużo się jednak wydarzyło.

W takim razie mogę potwierdzić, że nasze stanowisko się nie zmieniło.

Ostatnie pytanie....sprawa GetBacku, to nie tylko kwestia przyszłości firmy. To pewnie też walka o to, jak będzie wyglądał rynek kapitałowy i jak będzie on postrzegany przez społeczeństwo. To może być także gra o przyszłość Abrisu. Nie boicie się, że jeśli ziści się najczarniejszy scenariusz, to właściwie nie będziecie mieli czego szukać na naszym rynku?

Mamy świadomość powagi sytuacji, to jest też nasz rynek. Pracujemy na nim od ponad 10 lat i zaangażowaliśmy w Polsce prawie miliard Euro. Ostatnio od międzynarodowych inwestorów zebraliśmy 502 mln euro w ramach naszego trzeciego funduszu, które to pieniądze sukcesywnie inwestujemy w polskie firmy wspierając ich rozwój. Myślę, że te pieniądze mogłyby z sukcesem służyć Polsce.

CV

Paweł Gieryński rozpoczął pracę w Abrisie w 2007 r. jako partner i z powodzeniem prowadził projekty inwestycyjne funduszu. W 2012 r. awansował na stanowisko chief investment officer. Na początku tego roku został również partnerem zarządzającym w Abris Capital Partners.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA