REKLAMA
REKLAMA

Kryptowaluty

Giełda BitBay przenosi się na Maltę

Gościem Piotra Zająca w piątkowym Parkiet TV był Sylwester Suszek, prezes BitBay. Rozmawialiśmy m. in. o ucieczce z Polski i przyszłości branży kryptowalut w naszym kraju.
Foto: parkiet.com

Dlaczego przenosicie biznes na Maltę? Tam jest tak fajnie, czy u nas tak źle?

Gdybyśmy nie musieli się przeprowadzać, to byśmy tego nie robili. Problem jest w Polsce. Dziś BitBay nie posiada rachunków w euro i dolarach, bo zostały nam one wypowiedziane przez banki. To zamyka nam drogę do inwestorów zagranicznych. Depozyty w złotym utrzymujemy, ale trochę na zasadzie różnych patentów i manewrów. To zabiera nam tyle czasu, że nie mamy energii na dalszy rozwój platformy i oferty. KNF mocno dokręca nam śrubę, dlatego ta decyzją musiała zostać podjęta.

A list do premiera Morawieckiego oznacza, że jeszcze możecie cofnąć te decyzję?

Ja chętnie zostałbym w Polsce. Rozkręcałem ten biznes od podstaw. Zaczynaliśmy w Piekarach Śląskich pięć lat temu, teraz mamy w holdingu blisko 200 pracowników, w tym część w różnych krajach. Tu mamy swój zespół, tu najlepiej nam się komunikuje z uwagi na język. Mój list miał na celu zwrócenie uwagi, że jesteśmy spółkom z branży fintech, o której to branży tak pozytywnie premier wypowiadał się podczas kongresu w Katowicach. Jesteśmy otwarci na dialog i współpracę, czy też na audyt i kontrolę ze strony nadzorcy. Nie oczekujemy, że regulacje wejdą z dnia na dzień, ale chcemy klarownych reguł gry.

Skąd pana zdaniem takie mało przyjazne nastawienie do branży?

Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Nasz kraj jest w tych kwestiach ostrożny. Dzięki temu udało nam się wprawdzie uchronić przed kryzysem sprzed dekady, ale tutaj ta ostrożność może dusić innowacyjność i nowe technologie. Jest mnóstwo firm z tej branży, które już wyniosły się z Polskie. I to nie jest strata tylko na podatkach, ale także na kapitale intelektualnym. A mamy u nas naprawdę świetnych programistów.

A ten zarzut, że kryptowaluty to podatny grunt do prania brudnych pieniędzy. Banki wypowiadają wam umowy powołując się m. in. na to, że nie można ustalić źródła pochodzenia środków. Czy tak aby faktycznie jest w praktyce?

Po pierwsze BitBay ma całą komórkę AML, w której mamy specjalistów od cyberprzestępczości. Po drugie współpracujemy ze Związkiem Banków Polskich. Te wszystkie procedury się mocno uszczelniły i ciężko jest zrobić tutaj jakiś przekręt. Każda wpłata i wypłata jest analizowana. Użytkownicy muszą w ramach formularza załączyć kopię dowodu osobistego. Wydaje mi się, że trochę już udało się uświadomić ludzi, że bitcoin nie zapewnia tej mitycznej anonimowości i wcale nie jest atrakcyjny dla terrorystów. Żadna grupa przestępcza go nie użyje, bo żadna waluta nie daje tak szybkiej możliwości śledzenia środków w sieci. To jest blockchain i każda transakcja jest jawna. Pamiętajmy, że giełdy kryptowalutowe chcą być transparentne i chcą współpracować z urzędami nadzoru czy podatkowymi, bo dzięki temu mogą legalnie funkcjonować i zarabiać pieniądze.

A czy w ogóle ze strony polskiego nadzoru były jakieś inicjatywy, by nawiązać z wami współpracę, sprawdzić, jak działacie, zweryfikować pewne, negatywne opinie?

Niestety nie i nad tym najbardziej ubolewam. Mamy pełną dokumentację naszej działalności i jesteśmy gotowi ja pokazać. Niestety nikt się w Polsce o to nie zapytał. Nie licząc pana prokuratora w Katowicach, co było związane z tym, że zostaliśmy wpisani na listę ostrzeżeń KNF. Chętnie usiadłbym do jednego stołu z nadzorcą, porozmawiał o ryzykach i regulacjach.

Długo czekaliście z decyzją o przeprowadzce. W jednym z wywiadów powiedział pan, że wszystkie inne firmy z tej branży już się przeniosły do bardziej przyjaznych krajów. Czyli KNF i NBP wygrały, a na branży można postawić krzyżyk?

KNF i NBP dopięły swego, ale pamiętajmy, że działalność w tej branży nie jest zakazana. Ludzie mogą posiadać i korzystać z kryptowalut. Poza tym mamy rynek globalny, więc nie trudno jest kupić produkt czy usługę z zagranicy. Niestety na ten moment nasza przeprowadzka na Maltę jest pewna, ale nadal pozostajemy, mówię tu w imieniu całej branży, otwarci na współpracę z rządem. Myślę, że w przyszłości doczekamy się regulacji, może własnych a może unijnych, i będzie można normalnie, formalnie ubiegać się o jakąś licencję na prowadzenie tego typu biznesów. Pamiętajmy też, że Polska ma dużą społeczność związaną z kryptowalutami. Szacujemy, że jest to ok. 1 mln osób. Ostatnie protesty związane z pomysłem podatku PCC pokazały siłę tej społeczności i to, że da się wpływać na decydentów.

Co Polska straci na waszej przeprowadzce na Maltę?

Przede wszystkim kontrolę nad sporymi środkami finansowymi. W grudniu 2017 r. suma wpłat przekroczyła 1 mld zł. Te środki zostaną przeniesione na zagranicę, skorzystają na nich inne banki i inne budżety rządowe.

Zmieniając trochę temat. BitBay ma w planach jakieś finansowanie na przykład przez giełdę? To by było ciekawe – giełda kryptowalut notowana na giełdzie akcji...

Nie mamy tego w planach. Na pewno nie GPW, prędzej Londyn, jeśli w ogóle byłby taki pomysł. Prawda jest taka, że interesuje się nami mnóstwo funduszy, ale na razie nie jesteśmy nimi zainteresowani. Podejmujemy jednak różnie inicjatywy. Na przykład jeden z banków niemieckiech potrzebuje naszej technologii, by w ramach swojej oferty dać klientom dostęp do kryptowalut. To też pokazuje ważny trend – cyfrowe pieniądze trafiają do tradycyjnej bankowości. I moim zdaniem nie ma innego wyboru. To jest zbyt duża skala, by ją ignorować. Banki już inwestują w technologie blockchain i eksperymentują z różnymi kryptowalutami.

A więc mimo naszych lokalnych problemów, pozostaje pan optymistą?

Tak. Jak obserwuje poczynania banków i dużych instytucji, jak obserwuje rozrost społeczności, i jak widzę, że coraz więcej osób uświadamia sobie, że bitcoin to wcale nie jest narzędzie do prania brudnych pieniędzy, to wydaje mi się, że te nasze lokalne problemy mogą w mniej lub bardziej odległej przyszłości skończyć się happy endem.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA