Kryptowaluty

Wstrząs na rynku kryptowalut. Korekta czy koniec hossy?

W piątkowym Parkiet TV gościem Piotra Zająca był Piotr Misiurek, twórca serwisu zrozumiecbitcoina.pl. Tematem rozmowy były ostatnie wydarzenia na rynku kryptowalut.
Foto: parkiet.com

W tym tygodniu bitcoin zanurkował z 59 000 USD do 42 000 USD. Czy twoim zdaniem to jest korekta czy koniec hossy?

Jestem inwestorem długoterminowym i staram się nie śledzić kursu na bieżąco. Niemniej o tych spadkach nie dało się nie usłyszeć. Nie zrobiły one na mnie specjalnego wrażenia. Na tym rynku to jest normalne. Zajmuje się tym ponad cztery lata i takich wstrząsów przeżyłem co najmniej kilkanaście. To pokazuje, że kryptowaluty są świetnym miejscem do nauki rynku – cykle są krótsze, a od strony emocjonalnej to prawdziwy rollercoaster. Dlatego uważam, że to co się obecnie dzieje to tylko korekta. Ale mogę się mylić, tak jak chociażby pod koniec 2017 r., gdy też zakładałem, że to cykliczny spadek, a nie początek bessy. Koniec hossy jest trudno rozpoznać. Ale teraz pozostaje optymistą głównie dlatego, że zwyżki napędzają duzi gracze i instytucje, a wciąż jest ich na rynku relatywnie mało, ale stopniowo przybywają.

Znany model prognostyczny "Stock to Flow" sugeruje, że bitcoin wzrośnie w tym roku do 100 tys. USD. Podpisujesz się pod tą predykcją?

Przyznam, że od paru lat swoją strategię układam właśnie pod ten model. I co ciekawe – jeśli model znów się sprawdzi, to powinniśmy zobaczyć nawet wyższą wartość niż 100 tys. USD. W 2017 r. bowiem zakładał 10 tys. USD, a było 20 tys. USD.

Na swojej stronie raz w miesiącu opisujesz stan i zmiany swojego portfela kryptowalut. Na koniec stycznia miałeś w nim kilkanaście projektów o łącznej wartości zbliżającej się do 1 mln zł. Czy luty bardzo uszczuplił tę kwotę?

Nie prowadzę statystyk na bieżąco, tylko raz w miesiącu. Wynika to z faktu, że nie chce się rozpraszać ciągłymi wahaniami, bo czasem prowadzi to do ulegania emocjom i utrudnia racjonalną ocenę sytuacji. Niemniej wydaje mi się, że ta kwota może być teraz wyższa, bowiem pod koniec stycznia rynek był niżej niż tydzień temu.

W twoim portfelu dominuje kilka aktywów. Mowa o Bitcoinie, Ethereum, Chainlink, Ocean, SNX czy Yeti. Dlaczego akurat te wybrałeś z całego, szerokiego spektrum coinów?

W bitcoina i ethereum od początku zainwestowałem relatywnie więcej kapitału niż w pozostałe projekty, bo to właśnie w tych dwóch widzę największą, długoterminową wartość. Bitcoin, jako aktywo zdecentralizowane, zaczęło zdobywać coraz więcej zwolenników w tradycyjnych finansach, a długi termin pokazuje, że trzymając go co najmniej trzy lata nie dało się jak dotąd na nim stracić. Ethereum wybrałem dlatego, że jest to szeroki ekosystem do tworzenia innych projektów. Moim zdaniem wiele z nich zmieni w przyszłości oblicze świata finansów. Potrzebujemy bowiem rozwiązań bez pośredników, co najlepiej pokazał zakaz składania zleceń przez Robinhood'a, wprowadzony po #WallStreetBets na akcjach GameStop. Mam tu na myśli projekty DeFi, czyli zdecentralizowanych finansów. One zrobią rewolucję, a ich fundamentem jest właśnie Ethereum.

Więcej zainwestowałem też w Yeti. To coś w rodzaju ETF-a, który daje mi ekspozycje na tokeny DeFi. Gram tutaj na wzrost, bo zakładam, że te projektu będą się rozwijać. Co do pozostałych projektów – ich wysoka wartość w portfelu wynika z dużego wzrostu kursu. Moje standarowe podejście zakłada 250 USD na dany projekt i od takiej kwoty zaczynałem na każdym z tych tokenów.

Co musi się stać, byś dokonał rotacji w portfelu?

Rzadko dokonuje rotacji. Trzymam. Gram długoterminowo, obserwując rynek całościowo. Zakładam, że przed nami jeszcze jedna fala wzrostów, dlatego pozostaje przy otwartych pozycjach na wybranych projektach. Ostatnia korekta jest dla mnie okazję, by być może zwiększyć zaangażowanie na niektórych z nich.

Na swojej stronie dużo miejsca poświęcach Ethereum. Ten projekt niezmiennie jest numerem 2 pod względem kapitalizacji. Wiemy, że od strony technologicznej dużo i długo się w nim dzieje. Mam na myśli przejście z konsensusu PoW na PoS. Na jakim etapie jest ten proces i co on oznacza dla całej branży?

To przejście nie ma aż tak dużego znaczenia jak się wszystkim wydaje. Jeśli ono skończy się sukcesem, to nie rozwiąże to wszystkich problemów, z którymi boryka się obecnie Ethereum. A mam na myśli zbyt niską przepustowość sieci, która pociąga za sobą wysokie opłaty za przesyłanie środków. To się bierze stąd, że jest to mocno zdecentralizowana sieć, co oznacza, że utrzymuje ją tysiące rozproszonych po świecie komputerów, do których trzeba wysyłać w tym samym czasie te same dane. Stąd na przykład wzrost popularności innych sieci, jak Binance Smart Chain. One są tańsze, ale nie mają tej decentralizacji. Przejście na Ethereum 2.0 nie rozwiąże tego problemu. Zwiększy przepustować, ale niewystarczająco. Istotne będą więc implementacji rozwiązań tzw. drugiej wartwy. One już się pojawiają, ale na ich pełne wykorzystanie musimy jeszcze poczekać. Podsumowując – przejście na PoS nie jest "być albo nie być" Ethereum, ale jeśli się uda, znacznie usprawni funkcjonowanie rozwiązań drugiej warstwy, które są kluczowe dla podniesienia przepustowości, która jest tu potrzebna, by konkurować z rozwiązaniamy z tradycyjnego świata finansów, czyli z Visą i MasterCard.

To Ethereum 2.0 jest zapowiadane od dłuższego czasu, ale finał jest odkładany jak premiera Cyberpunka. Kiedy twoim zdaniem może się zakończyć ten proces?

W IT nic nigdy nie jest na czas, a w blockchainie szczególnie. Dlaczego? Bo wymyślamy technologie i jednocześnie tworzymy rozwiązania. Jest więc przy tym dużo pracy, prób i błędów. Ja bym jednak powiedział, że przyszłość już jest tylko jeszcze nierówno rozdystrybuowana. Są bowiem rozwiązania niszowe, w których te rozwiązania działają, ale mało osób z nich korzysta. Myślę, że pierwsze tego typu projekty jak Uniswap mogą pojawić się już w tym roku, a szersza adopcja blockchaina, rozwiązań drugiej warsty i projektów DeFi to kwestia kolejnego cyklu, czyli trzech/czterech lat.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.