Inwestycje

Marek Rogalski, DM BOŚ: Złoty najgorsze powinien mieć już za sobą

#PROSTOZPARKIETU. Marek Rogalski: waluty regionu ciekawym pomysłem inwestycyjnym

Gościem Przemysława Tychmanowicza w Parkiet TV był Marek Rogalski, DM BOŚ.

Foto: parkiet.com

Rynek walutowy żył ostatnio przede wszystkim silnym dolarem. Para EUR/USD na chwilę zeszła poniżej poziomu 1,12. Co dalej?

Zwróciłbym uwagę na jedną ciekawą rzecz. Para EUR/USD ma swoją specyfikę w sytuacjach, kiedy pojawiają się nieoczekiwane informacje, które powodują ucieczkę inwestorów od ryzyka. Tak było w ostatni piątek, kiedy nadeszły pierwsze niepokojące wieści na temat omikrona. Para EUR/USD wystrzeliła mocno do góry. Część inwestorów spekulacyjnych wykorzystywała do tej pory fakt utrzymujących się niskich stóp procentowych w strefie euro i tego, że euro było tanie, do finansowania się. Kiedy pojawił się szok na rynkach, zaczęto zamykać wszystkie inne spekulacyjne pozycje i odkupywać euro.

A co z przyszłością?

Mamy do czynienia z ciekawą sytuacją. Z jednej strony dolar może być alternatywą dla bezpiecznych przystani takich jak jen czy frank. Amerykański dług wydaje się być najbezpieczniejszy, a dodatkowo perspektywy polityki monetarnej w wydaniu Fedu wcale nie muszą być takie gołębie.

Ostatnio swoje pięć minut miał szef Rezerwy Federalnej. Czego w ogóle teraz możemy spodziewać się po Fedzie?

Ważne jest to, aby odrzucić pewne schematy myślowe. Rynek nastawił się na to, że jeśli Powell nadal będzie szefem Fedu, to pewnie będzie prezentował gołębie nastawienie. W nocy z poniedziałek na wtorek poznaliśmy zarys jego wystąpienia w Senacie, z którego wynikało, że znowu będzie sporo niepewności, co oznaczałoby dużą ostrożność. Okazało się jednak, że tak do końca nie jest. Powell staje się bardziej kameleonem niż gołębiem, a Fed będzie raczej dopasowywał się do sytuacji. A ta jest taka, że inflacja w Stanach Zjednoczonych stanowi coraz większy problem i nie można udawać, że go nie ma. Powell wysłał też sygnał, że Fed może iść w kierunku przyspieszenia tzw. taperingu. To pokazuje, że Rezerwa Federalna będzie trochę gołębia i trochę jastrzębia.

Czyli pewna jest tylko śmierć, podatki i podwyższona zmienność rynkowa?

Myślę, że trzeba być przygotowanym na większą zmienność. Uważam, że na posiedzeniu Fedu w połowie grudnia możemy zobaczyć sygnały o przyspieszeniu tempa taperingu. Z drugiej strony spodziewam się też ostrożnych komentarzy odnośnie do podwyżek stóp procentowych w przyszłym roku. Grudzień więc może przynieść podwyższoną zmienność w stosunku do dolara, a przecież trzeba też z uwagą śledzić wszystkie informacje dotyczące wariantu Omikron.

Na koniec roku para EUR/USD będzie więc wyżej czy niżej niż obecnie?

Myślę, że będzie nieco wyżej. Spodziewam się okolic 1,13–1,14 z tendencją jednak do 1,14. Trzeba wziąć także pod uwagę to, że rynki być może zapędziły się z gołębią oceną polityki EBC. Europejski Bank Centralny też stoi przed decyzją dotyczącą tego, co zrobić z programem skupu aktywów, który kończy się wiosną. Być może jego zamiennik będzie miał mniejszą skalę. W pewnym sensie to też będzie wychodzenie z luźnej polityki.

Skoro mówimy o rynku walutowym, to nie możemy pominąć wątku złotego. W ostatnich dniach zaczął się on w końcu umacniać. Czy to oznacza, że najgorsze mamy już za sobą?

Wydaje mi się, że tak. Proszę zwrócić uwagę na to, że od piątku, kiedy na rynkach zrobiło się nerwowo, złoty tak naprawdę się umocnił. Oczywiście duża w tym zasługa tego, co działo się na parze EUR/USD, ale też widać, że chyba rynki zrozumiały, że gra na dalsze osłabianie naszej waluty może być nieco ryzykowna. Zarówno bowiem po stronie rządu, jak i NBP może pojawić się determinacja do tego, aby złotego bronić. Nasza waluta na koniec roku może być jeszcze mocniejsza niż teraz. Grudzień może więc przynieść stabilizację z tendencją do odreagowania. Spodziewam się, że tak będzie też w styczniu i lutym. Chyba więc najgorsze dla złotego już minęło. Oczywiście teraz patrzymy na to, co zrobi RPP 8 grudnia. Myślę, że podwyżka stóp jest przesądzona i nie będzie ucieczki od tego i tłumaczenia się pandemią. Ważne jest jednak też to, jaka to będzie skala podwyżki. Sądzę, że minimum to 50 pkt bazowych.

Co oznaczają te lepsze perspektywy dla złotego. Para EUR/PLN zjedzie w okolice 4,60?

Myślę, że para EUR/PLN faktycznie może zmierzać do poziomu 4,60 w perspektywie do końca tego roku. Z kolei USD/PLN mogłoby dojść w okolice 4,04–4,05.

Mówiliśmy o Rezerwie Federalnej, RPP, ale w grudniu również inne banki centralne będą miały swoje pięć minut. Będzie to chociażby Bank Norwegii. Tutaj oczekuje się dalszych podwyżek stóp. Czy jednak omikron nie zastopuje albo nie spowolni tempa zacieśnienia polityki przez banki centralne?

Takie głosy, owszem, się pojawiają. W poniedziałek mieliśmy wypowiedź szefa Banku Rezerwy Nowej Zelandii, który stwierdził, że jeśli omikron stanie się głównym tematem ryzyka na rynkach, to bank wstrzyma się z podwyżkami. Jeśli chodzi o wspomniany Bank Norwegii, to myślę jednak, że tutaj podwyżka stóp pojawi się w grudniu, co może przełożyć się na odreagowanie korony. Niektórzy, którzy dopiero rozważali podwyżki, czyli np. Bank Anglii, mogą się z nimi dalej wstrzymywać. Będzie to więc selektywne podejście do działań i dopiero za parę tygodni, gdy rynek będzie widział, co się wiąże z omikronem, będzie łatwiej powiedzieć, czy wracamy do podwyżek stóp, czy się z nimi dalej wstrzymujemy.

Czy to oznacza, że stawiamy na waluty, w przypadku których banki centralne szybciej zdecydują się na podwyżki stóp?

Myślę, że ciekawym typem może być wspomniana korona norweska. Z jednej strony są to oczekiwania, że Bank Norwegii będzie konsekwentny w podwyżkach stóp, a z drugiej strony wydaje się, że spadki na ropie były przereagowaniem. Jeśli ropa odbije, to pomoże to też koronie. Z innych walut stawiałbym na nasz region, czyli złotego i forinta.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.