REKLAMA
REKLAMA

Gra giełdowa

Kupowanie „spadającego z dachu konia”, czyli o pułapkach psychologicznych w przypadku funduszy

Odpowiada: Andrzej Czyrko, dyrektor biura sprzedaży TFI PZU
Foto: Archiwum

Czy w przypadku inwestowania w fundusze inwestycyjne również występują pułapki psychologiczne?

Inwestowanie, bez względu na to czy będą to akcje, obligacje, czy też fundusze inwestycyjne, ma ten sam wspólny mianownik – oczekiwanie osiągnięcia zysków. A to zawsze wiąże się z emocjami. Pomimo że idea wspólnego inwestowania poprzez fundusze inwestycyjne ma już w Polsce długą historię, w dalszym ciągu rodzi mnóstwo pułapek psychologicznych. Wpadaniu w te pułapki – podobnie jak w innych przypadkach – sprzyja brak wiedzy na temat idei wspólnego inwestowania, zasad funkcjonowania funduszy oraz reguł, które pomagają realizować cele inwestycyjne.

Które z nich są najpowszechniejsze?

Pułapką, w którą wpadają inwestorzy, jest koncentracja na historycznych wynikach, ale tak naprawdę trudno od niej uciec. Przykładem może być szukanie okazji w kupowaniu „spadającego z dachu konia", czyli funduszu, który jest najgorszy w swojej grupie. Pomimo że przeczy to logice, to jednak taka „promocja na wycenie" kusi emocjonalnie. Na drugim biegunie jest skupianie się wyłącznie na najlepszym funduszu w grupie, bo „winner takes it all". Błędem w tym przypadku jest brak niezbędnej dywersyfikacji zarówno klas aktywów, jak i stylów zarządzania.

Czego jeszcze należy się wystrzegać?

Najpowszechniejszą pułapką wydaje się jednak niedopasowanie oczekiwań uczestnika do profilu funduszu. Tak jak nie da się kupić wyścigowego traktora, tak nie ma funduszy, które pozwalają dużo zarobić bez ryzyka i zmienności wycen. Oczekiwanie na wyższe zyski powoduje, że nagle potrafimy wpaść w psychologiczną pułapkę, w której pomimo awersji do ryzyka kupujemy agresywny fundusz. Jednak w chwili, gdy pojawia się korekta wycen to inwestor nie dość, że przeżywa rozczarowanie, to jest w potrzasku decyzyjnym – nikt nie lubi przyznawać się do błędów. Warto pamiętać, że nasz rynek jest już na tyle dojrzały, że mamy do wyboru zarówno fundusze, w których najważniejsza jest umiejętność selekcji zarządzającego, jak również fundusze pasywne, w których uczestnik inwestuje w dany rynek unikając ryzyka błędnej selekcji składających się na niego poszczególnych instrumentów.

A jak radzić sobie ze stresem, gdy widzimy, że nasz fundusz w danym momencie ponosi straty?

Najlepszym sposobem jest systematyczność inwestycyjna. Uodpornia nas na wahania koniunktury, ponieważ zakupów dokonujemy zarówno na tzw. górkach, jak i dołkach wycen. Uśredniamy w ten sposób nasz wynik. Zasadę tę warto stosować również w przypadku konwersji jednostek jednego funduszu na drugi. Stopniowa zamiana np. jednej czwartej, jednej trzeciej czy jednej drugiej swoich jednostek, pozwoli uniknąć ryzyka wykonania konwersji całości naszej inwestycji w dołku. Bardzo ważne jest określenie już na starcie naszej inwestycji, tzw. progu bólu. W ten sposób określany jest maksymalny, akceptowalny przez inwestora poziom spadku wyceny funduszu, po przekroczeniu którego bezwzględnie powinien być wykonany ruch zmniejszający agresywność inwestycyjną. Największym błędem w takiej sytuacji może być przeciąganie decyzji do momentu, w którym jedynym wyjściem będzie obrażenie się na rynek kapitałowy. SAŁ

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA