Gospodarka - Kraj

Tomasz Starus, Euler Hermes: Boom gospodarczy nie dla wszystkich

#PROSTOzPARKIETU. Tomasz Starus: upadłości firm będzie nadal przybywało

Tomasz Starus, członek zarządu ds. oceny ryzyka w firmie ubezpieczeniowej Euler Hermes.

Foto: parkiet.com

Polska gospodarka rozwija się najszybciej od sześciu lat, a jednocześnie rośnie liczba upadłości spółek. Według danych Euler Hermes, w pierwszych dwóch miesiącach br. była o 8 proc. wyższa, niż przed rokiem. Jak wyjaśnić ten paradoks?

Tegoroczny wzrost liczby upadłości następuje po zwyżce o 12 proc. w ub.r. i o kilka procent w 2016 r. To jest sprzeczne z intuicją, ale trzeba pamiętać, że wzrost gospodarczy Polski nie jest zrównoważony. Przez minione prawie dwa lata opierał się na konsumpcji, stymulowanej m.in. transferami socjalnymi. Mniej więcej od połowy 2017 r. rosnąć zaczęły też inwestycje, ale niemal wyłącznie te współfinansowane z funduszy UE, czyli głównie infrastrukturalne. To oznacza, że duża część małych i średnich przedsiębiorstw w zasadzie nie skorzystała na boomie gospodarczym, który widać w danych o PKB.

Ale kondycja firm budowlanych, które w poprzednich latach stały za wzrostem liczby upadłości w Polsce, chyba się poprawia?

Na początku br. liczba niewypłacalności w budownictwie w ujęciu rok do roku zmalała, co wynika częściowo z wysokiej bazy odniesienia, a częściowo z odbicia inwestycji. Obecnie obserwujemy natomiast wyraźny wzrost liczby upadłości firm produkcyjnych i usługowych, m.in. w transporcie. To m.in. efekt zacieśnienia podatkowego, które utrudnia firmom optymalizowanie podstawy opodatkowania. Do tego coraz większe kłopoty sprawia firmom dynamiczny wzrost kosztów pracy. Dotyka on szczególnie firm, które w przeszłości nie inwestowały w automatyzację, nie rozwijały produktów i usług o wyższej marży, tylko bazowały na taniej sile roboczej. A takich przedsiębiorstw jest w Polsce wiele. I wciąż nie inwestują.

Ankietowe badania GUS wśród firm nie potwierdzają tej diagnozy, choć wydaje się przekonywująca. Firmy nie raportują wzrostu bariery kosztów pracy, a bariera nadmiernych obciążeń fiskalnych wręcz w ich ocenie maleje. Coraz bardziej doskwiera im za to niedobór pracowników.

Dane GUS są uśrednione, a większe firmy mają się póki co całkiem dobrze, szczególnie te z udziałem Skarbu Państwa. W gorszej sytuacji są mniejsze firmy. Proszę też zauważyć, że barierę niedoboru pracowników i barierę kosztów pracy trudno oddzielić. Przedsiębiorcy nie mogą znaleźć ludzi do pracy za pieniądze, które są skłonni na to wydać. Płacąc więcej, pewnie by ich znaleźli, ale być może ich produkt albo usługa stałyby się niekonkurencyjne. W Polsce jest bardzo wiele firm, które funkcjonują na bardzo niskiej marży. To efekt bardzo silnej w wielu branżach konkurencji ceną a nie jakością.

Czy firmom w ostatnich latach doskwiera niepewność dotycząca podatków i regulacji, jak wskazują organizacje biznesowe, a przede wszystkim opozycja?

Dla mniejszych firm z pewnością to jest problem. Mamy do czynienia z wzmożeniem legislacyjnym. Tworzonych jest wiele nowych przepisów, często mających poprawić istniejące już prawo, które z jakiegoś powodu nie działa. To jest droga donikąd, bo mamy coraz większą ilość prawa, którego nikt nie jest w stanie ogarnąć umysłem poza prawnikami. Przedsiębiorca, który w swojej firmie zajmuje się prawie wszystkim, nie jest w stanie zapoznać się ze wszystkimi nowymi przepisami, które jej dotyczą. A każda pomyłka może być kosztowna. Świeżym przykładem jest jednolity plik kontrolny (JPK), który od tego roku obowiązuje też mikroprzedsiębiorstwa. To jest świetne rozwiązanie, dzięki któremu administracja podatkowa będzie tańsza, ale firmy najpierw należało do tego obowiązku lepiej przygotować.

Jaki wpływ na sytuację firm będzie miała tzw. podzielona płatność, czyli najnowsze rozwiązanie uszczelniające system podatkowy, które ma wejść w życie latem br.?

Na razie jest to obciążenie dla banków, które muszą przygotować odpowiednio swoje systemy. Rozdzielona płatność doprowadzi do geometrycznego wzrostu liczby płatności, bo zamiast jednego przelewu będzie ich kilka. Ten dodatkowy koszt banków poniosą ostatecznie ich klienci. Najbardziej obawiam się jednak konsekwencji tego, że po wejściu w życie podzielonej płatności z gospodarki wyparuje przejściowo sporo gotówki. Firmy, które otrzymają część należności na konto VAT-owskie, będą mogły przeznaczyć te pieniądze również tylko na podatki. W efekcie od 8–23 proc. środków, którymi dysponują firmy, przestanie być dla nich dostępne na bieżące płatności. Banki pewnie wyjdą im naprzeciw, oferując krótkoterminowe, pomostowe linie kredytowe, ale będą mogły na nie liczyć tylko firmy, które mają odpowiednią zdolność kredytową. Przedsiębiorstwa, które nie mają poduszki finansowej, mogą sobie z tym nie poradzić.

Nie ma co liczyć na to, że fala upadłości w tym roku przestanie wzbierać?

Myślę, że to będzie trudny rok. Po pierwsze, nie widać nadal chęci prywatnych firm do inwestowania. To oznacza, że rozwój gospodarki wciąż będzie nierównomierny. Będzie bazował na konsumpcji, która z czasem będzie się przekładała na inflację, oraz na inwestycjach infrastrukturalnych. Te ostatnie mogą doprowadzić do swego rodzaju zakleszczenia w gospodarce. Może zacząć brakować materiałów budowlanych, które w efekcie zdrożeją. Drożała będzie też praca, bo firmy będą musiały podkupywać sobie pracowników. Obawiam się, że w efekcie w 2019 r., a może w 2020 r., będą upadały firmy budowlane realizujące dziś duże kontrakty. Nie każda z nich podpisała te kontrakty na mądrych warunkach i z taką marżą, żeby zaabsorbować wzrost kosztów.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły