REKLAMA
REKLAMA

Giełda

#TydzieńNaRynkach: Wirus wciąż straszy gospodarkę

Nawrót epidemii w Chinach i wzrost zachorowań w Stanach Zjednoczonych jednak wpłynęły na nastroje inwestorów giełdowych. Ich pogorszenie widoczne było na niemal wszystkich parkietach.
Foto: AFP

Sięgający 0,5 proc. spadek S&P 500 i Dow Jonesa w trakcie pierwszych czterech sesji minionego tygodnia to niewiele w porównaniu z niemal 5 proc. tąpnięcia z pierwszej połowy czerwca, ale pokazuje, że obawy przed koronawirusem i konsekwencjami epidemii są cały czas aktualne. Przestrzegają przed nimi także główne ośrodki analityczne. Międzynarodowy Fundusz Walutowy obniżył swoje prognozy dla światowej gospodarki na ten rok do minus 4,9 proc., a więc o 1,9 pkt proc., zaś dla gospodarki amerykańskiej prognozuje spadek PKB o 8 proc., a więc dwukrotnie wyższy niż w prognozie z kwietnia. Czwartkowe dane z amerykańskiej gospodarki okazały się zgodne z przewidywaniami. PKB w pierwszym kwartale obniżył się o 5 proc. Jednak przedstawiciel Fedu Robert Kaplan także w czwartek ocenił, że drugi kwartał przyniesie spadek PKB aż o 35–40 proc. (w ujęciu „urocznionym"), a w całym roku amerykańska gospodarka skurczy się o 6,3 proc. Te szacunki większego wrażenia nie zrobiły, dlatego można przypuszczać, że inwestorzy patrzą już w przyszłość, a ta, zdaniem MFW, ma przynieść wzrost amerykańskiego PKB w przyszłym roku o 4 proc., a gospodarka światowa ma się rozwijać w tempie 5 proc. Dyskontowanie świetlanej, aczkolwiek niepewnej, przyszłości to jedno, a reakcje inwestorów na bieżące wydarzenia i informacje to drugie. Na razie mamy lekką przewagę bieżących obaw. Pamiętać jednak także należy, że do końca czerwca, a więc i pierwszego półrocza, zostały zaledwie dwie sesje i zarządzający mogą się pokusić o podciągnięcie wyników inwestycyjnych. Co prawda poza segmentem amerykańskich spółek technologicznych większość światowych indeksów jest na głębokim minusie, ale co szkodzi, by to negatywne wrażenie nieco poprawić. Do czwartku Nasdaq Composite zwyżkował o 0,7 proc., jeszcze we wtorek bijąc rekordy, ale i w tym segmencie amerykańskiego parkietu trend wzrostowy ulega od kilkunastu dni wypłaszczeniu. Pytanie, czy to tylko płytka korekta, czy początek czegoś większego.

Bez przełomu

Wyraźnie lepsze, niż się spodziewano, wstępne odczyty wskaźników PMI dla części gospodarek europejskich sprzyjały niewielkiej poprawie nastrojów na głównych parkietach naszego kontynentu. Prawdopodobnie dzięki temu do czwartku niemiecki DAX i paryski CAC40 zniżkowały po jedynie 1,2 proc. Różnica między nimi była taka, że wskaźnik giełdy we Frankfurcie zdołał się utrzymać powyżej 12 tys. pkt, a jego francuski kolega nie dał rady powrócić do poziomu ponad 5000 pkt. Londyński FTSE250 do czwartku tracił 2 proc., głównie wskutek środowego tąpnięcia o 3,4 proc. Powrót PMI dla przemysłu we Francji i Wielkiej Brytanii powyżej krytycznego poziomu 50 pkt przełomu w postrzeganiu szans tamtejszych gospodarek więc nie spowodował, a inwestorzy pozostali wobec tych wskazań ostrożni.

Relatywnie lepiej w ostatnich dniach radziły sobie parkiety rynków wschodzących. MSCI Emerging Markets do czwartku zwyżkował o 0,6 proc., utrzymując się powyżej 40 pkt. Na sporej części giełd, głównie azjatyckich, indeksy traciły jednak na wartości.

Indeks WIG20 przyklejony do 1800 punktów

Indeks naszych największych spółek czwarty tydzień z rzędu kontynuuje ruch w bok, nie mogąc się oderwać od okolic 1800 pkt. Nadzieje na poważniejszy ruch w górę, widoczne w pierwszym tygodniu czerwca, okazały się płonne. Nie wróży to najlepiej na początek drugiego półrocza, ale też nie można z obecnego marazmu wyciągać jednoznacznie pesymistycznych wniosków. Przede wszystkim należy zauważyć, że wyraźnie wyczerpał się wzrostowy potencjał firm energetycznych, które w poprzednich tygodniach zdecydowanie pomagały wskaźnikowi blue chips, a nowych lokomotyw na razie nie widać. W trakcie pierwszych czterech sesji minionego tygodnia WIG-energia zniżkował o 5,5 proc., wchodząc w fazę zasłużonej korekty po długim i dynamicznym rajdzie. Akcje PGE taniały do czwartku o prawie 9 proc., a papiery Tauronu traciły niemal 4,5 proc. Wskutek słabych wyników za pierwszy kwartał o ponad 4 proc. w dół szły notowania walorów LPP. Spółka poniosła sięgającą 362 mln zł stratę i ma nadzieję, że w całym roku spadek sprzedaży nie przekroczy 20 proc. O ponad 3 proc. zniżkowały także akcje CCC. Sięgający niemal 2,5 proc. korekcyjny spadek zaliczyły akcje Dino, ponownie schodząc poniżej 200 zł. Indeks WIG-banki nie błyszczał, zniżkując o 1,3 proc., więc ten sektor indeksowi naszych największych firm nie pomagał, poza zwyżkującymi o 1,5 proc. akcjami Santandera. Do wzrostowej tendencji i poziomu zbliżonego do 90 zł powróciły natomiast notowania KGHM, głównie za sprawą poprawy sytuacji na rynku surowca. Zwyżka o ponad 2 proc. dobrze korelowała z podobnym wzrostem notowań kontraktów terminowych na miedź. Na informacjach o przesunięciu premiery „Cyberpunka" i niewypłacaniu dywidendy nie straciły walory CD Projektu. Wręcz przeciwnie, do czwartku zyskiwały o ponad 5 proc. Dla WIG20 bilans tych zmian jego głównych składowych był jednak niekorzystny i wynosił minus 0,8 proc.

Średnie spółki na GWP znalazły się w zastoju

W trendzie bocznym utkwił w czerwcu także indeks średnich spółek. Po niezłym początku miesiąca nie był w stanie wznieść się wyraźnie powyżej 3600 pkt i ta bariera stanowiła kres możliwości byków. Siadła także aktywność inwestorów. Perspektywy tego segmentu nie wyglądają więc zbyt optymistycznie. Choć w trakcie pierwszych czterech sesji minionego tygodnia mWIG40 zwyżkował o prawie 2 proc., to ponowne odbicie się od wspomnianych 3600 pkt pozostawia nie najlepsze wrażenie. W ostatnich dniach największym obciążeniem dla indeksu średniaków były zniżkujące o ponad 8 proc. akcje AmRestu. Trzeci tydzień z rzędu, choć tym razem tylko o kilka dziesiątych procent, w dół szły papiery Asseco. Próby wyjścia powyżej 70 zł kończą się mocną reakcją niedźwiedzi. Ostatnie dni przyniosły sięgający niemal 7 proc. spadek notowań akcji Enei. Mocny w ostatnim czasie jest segment firm medycznych. Akcje Biomedu-Lublin zwyżkowały do czwartku o ponad 34 proc., osiągając poziom najwyższy od ponad ośmiu lat. Papiery Mabionu szły w górę o 16 proc., a walory Celon Pharmy rosły o ponad 3 proc. – w ich przypadku czerwiec kończy się zwyżką o ponad 32 proc. W imponującym stylu historyczny rekord poprawiły akcje Kęt, zwyżkując do czwartku o ponad 20 proc. Szacowany na 46 proc. wzrost zysku netto za pierwszy kwartał w pełni uzasadnia jedną z najwyższych w historii tygodniową dynamikę notowań papierów tej spółki.

Nie ustaje marsz w górę indeksu najmniejszych firm, choć w ostatnich dniach jego impet wyraźnie się zmniejszył. sWIG80 do czwartku zyskał 1,9 proc. i znalazł się powyżej 13 500 pkt. Druga część tygodnia stała jednak pod znakiem niewielkiej korekty spadkowej. Wskaźnik zbliża się do poziomu oporu sprzed dwóch lat.

40 dolarów za baryłkę ropy WTI to za dużo

Od czterech tygodni notowania amerykańskiej ropy WTI trzymają się okolic 40 dolarów za baryłkę, nie mogąc trwale wyjść ponad ten poziom. Maleje też zmienność cen. Do czwartku spadek sięgał zaledwie 2,7 proc. Poprzednio podobnie niewielkie wahania miały miejsce na tym rynku w lutym. W krótkim terminie sytuację wyznaczają dane o zapasach surowca, które w ostatnim czasie rosną. W dłuższym wiele zależeć będzie od balansu między działaniami kartelu OPEC a perspektywami popytu ze strony słabej na razie globalnej gospodarki. Póki co rynek zdaje się być w stanie równowagi.

Mimo pojawiania się coraz bardziej pesymistycznych prognoz dla globalnej gospodarki notowania miedzi wciąż kontynuują tendencję wzrostową. Jej impet nie jest może zbyt imponujący, ale konsekwencja jest zastanawiająca. Do czwartku kontrakty na miedź zwyżkowały o prawie 2 proc., po raz kolejny zbliżając się do 270 centów za funt. Tendencja wzrostowa na tym rynku trwa nieprzerwanie od końca marca i w tym czasie zwyżka sięga niemal 27 proc. Można podejrzewać, że to zasługa popytu ze strony Chin. Zapaść na rynku motoryzacyjnym nadal mocno odciska się na sytuacji metali w nim zużywanych. Do czwartku pallad taniał o ponad 3 proc. Od szczytu z końca lutego spadek wynosi już niemal jedną trzecią. Notowania platyny szły w dół o prawie 3 proc., a od lutowego szczytu zniżkują o jedną piątą.

Wzrost napięcia związanego z konsekwencjami ewentualnego nawrotu pandemii sprzyjał w ostatnich dniach notowaniom złota. Do czwartku cena kruszcu rosła o nieco ponad 1 proc., sięgając prawie 1772 dolarów za uncję, a momentami docierając do 1796 dolarów. To poziom najwyższy od połowy kwietnia, ale jednocześnie od października 2012 r. Do historycznego rekordu z września 2011 r. jeszcze trochę brakuje, ale dystans niespełna 150 dolarów, czyli nieco ponad 8 proc., nie wydaje się nieosiągalny. Warto podkreślić, że złoto w ostatnich dniach drożało mimo umacniania się dolara.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA