REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Załamanie liry staje się groźne dla europejskich banków

Turcja › Pożyczkodawcy z mocną ekspozycją na tureckie aktywa mogą znaleźć się pod presją. Lira wciąż bije kolejne rekordy słabości, co będzie przekładało się na problem złych długów.
Foto: AFP

Załamanie liry tureckiej mocno przyspieszyło. W piątek rano ta waluta traciła 9 proc. wobec dolara. Za 1 USD płacono już 6,6 liry. W ciągu trzech dni lira zniżkowała aż o 19 proc., przez miesiąc o 26 proc., a od początku roku – o 42 proc. Rynkową panikę podsyciły piątkowe doniesienia dziennika „Financial Times" o tym, że Europejski Bank Centralny niepokoi się o ekspozycję europejskich banków na tureckie aktywa. W reakcji na ten przeciek, euro słabło wobec dolara (w ciągu dnia płacono nawet 1,143 USD za 1 euro). Rykoszetem dostało również wiele walut z rynków wschodzących, w tym polski złoty. W ciągu piątkowej sesji za 1 USD płacono nawet 3,759 zł, czyli kurs wrócił na poziom sprzed około trzech tygodni.

Finansowa bomba

W ostatnich miesiącach podlegający EBC mechanizm nadzoru bankowego zaczął się uważniej przyglądać powiązaniom europejskich banków z Turcją. Nie uznaje jeszcze sytuacji jako krytycznej, ale widzi spore ryzyko. Według doniesień „FT", regulatorzy z EBC uznali za szczególnie wrażliwe na turecki kryzys banki: BBVA, BNP Paribas i UniCredit. Steve Eisman, rynkowy guru, który przewidział globalny kryzys i zarobił fortunę, zajmując krótkie pozycje na instrumentach finansowych powiązanych z amerykańskim rynkiem hipotecznym (bohater filmu „Big Short"), obecnie zajmuje krótkie pozycje na akcjach BBVA i UniCredit. Ogólnie ekspozycja zagranicznych banków na tureckie aktywa jest szacowana na 223 mld USD.

Załamanie liry uderza w tureckie spółki i banki zadłużone w obcych walutach. Według danych Banku Centralnego Republiki Turcji, na koniec marca spółki z tureckiego sektora prywatnego były zadłużone w obcych walutach na około 245 mld USD, z czego 53 proc. przypadało na zadłużenie banków.

„Przy tak istotnym wzroście realnego zadłużenia niektóre tureckie banki mogą mierzyć się z widmem upadłości. (...) Tureckie banki udzielały tureckim firmom kredytów w dolarach i euro, oraz same zadłużały się w obcych walutach, co miało naturalnie mitygować ekspozycję na ryzyko walutowe, ale w tym wypadku jest to podwojenie ryzyka, ponieważ zadłużone firmy nie są w stanie obsługiwać swojego zadłużenia, które rośnie wraz z deprecjacją liry – i to samo dzieje się z zadłużeniem banków" – pisze Wojciech Bartosik, analityk Domu Maklerskiego Michael/Ström.

Turcja mierzy się również z deficytem na rachunku obrotów bieżących, sięgającym 6,4 proc. PKB, oraz inflacją wynoszącą w lipcu prawie 16 proc. Główna stopa procentowa wynosi tam 17,75 proc., ale w ocenie inwestorów jest wciąż zbyt niska. Na to nakłada się spór dyplomatyczny z USA. Rozmowy dotyczące zniesienia amerykańskich sankcji nałożonych na dwóch tureckich ministrów załamały się.

Kwestia przywództwa

– Najważniejszą kwestią dla rynków jest to, czy turecki prezydent Recep Erdogan zamienia się w wersję wenezuelskiego prezydenta Maduro, osobę oderwaną od rzeczywistości i obwiniającą obce spiski o problemy gospodarcze kraju, czy też będzie raczej jak Putin. Putin zawsze rozumiał, że kryzys gospodarczy może zagrozić jego rządom, więc mocno starał się go unikać – twierdzi Lars Christensen, strateg z firmy Markets and Money Advisory.

Choć Putin robi wiele, by nie wystraszyć inwestorów, to jednak rosyjski rynek jest pod presją w związku z nowymi amerykańskimi sankcjami. Za 1 USD płacono w piątek nieco ponad 67 rubli. Rubel stracił w trzy dni 5 proc. do dolara.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA