REKLAMA
REKLAMA

Finanse

W tej kadencji RPP stopy już nie wzrosną. O wzroście ceny kredytu można zapomnieć

Nie wykluczam, że do końca tej kadencji Rady Polityki Pieniężnej (2022 r. – red.) stopy procentowe nie wzrosną – powiedział w środę na konferencji po posiedzeniu tego gremium prezes NBP Adam Glapiński. Jak dodał, „co bardziej trzeźwi analitycy” widzą już, że w Polsce szybciej rozpocznie się dyskusja na temat obniżek stóp, niż dojdzie do ich podwyżki.

Prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

W środę RPP, zgodnie z oczekiwaniami ekonomistów, pozostawiła stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Stopa referencyjna NBP wynosi od marca 2015 r. 1,5 proc. Nawet w listopadzie, gdy prognozy Departamentu Analiz Ekonomicznych NBP sugerowały, że inflacja w 2019 r. może wynieść średnio 3,2 proc. – wyraźnie powyżej celu NBP na poziomie 2,5 proc. – RPP sugerowała, że nie widzi potrzeby podwyższania stóp. Od tego czasu ryzyko takiego przyspieszenia inflacji spadło.

W uzasadnieniu środowej decyzji RPP napisała, że „według aktualnych prognoz w najbliższych miesiącach roczne tempo wzrostu cen zwiększy się, jednak – ze względu na spadek cen ropy naftowej oraz zamrożenie cen energii elektrycznej – skala tego wzrostu będzie niższa niż oczekiwano w listopadowej projekcji.”. - Inflacja nie przewyższy celu NBP w całym horyzoncie projekcji – powiedział w środę Glapiński, odnosząc się do prognoz DAE NBP, sięgających końca 2020 r.

Ankietowani przez „Parkiet” na przełomie roku ekonomiści przeciętnie przewidywali, że w 2019 r. indeks cen konsumpcyjnych, główna miara inflacji w Polsce, będzie rósł średnio w tempie 2,1 proc. rok do roku, a w 2020 r. w tempie 2,5 proc., po 1,7 proc. w 2018 r.

Jednocześnie prezes NBP podkreślił, obniżka stóp w przewidywalnej przyszłości też nie wchodzi w grę. Jeśli bank centralny będzie chciał pobudzić wzrost gospodarki, sięgnie raczej po niekonwencjonalne narzędzia. – Jesteśmy przygotowani na wdrożenie wszelkich niestandardowych instrumentów polityki pieniężnej, które na Zachodzie w ostatnich latach stały się już standardem – powiedział Glapiński. Zastrzegał jednak, że takiej potrzeby nie widać. – Każde tempo wzrostu PKB powyżej 3 proc. będzie dobrym wynikiem. Nawet jeśli wzrost zwolni z obecnego poziomu około 5 proc., a inflacja nieco wzrośnie, to ciągle będzie sytuacja wpisująca się w scenariusz „chwilo, trwaj!” – tłumaczył.

- Spodziewamy się nieco mocniejszego odbicia inflacji niż RPP, ale naszym zdaniem będzie ono zbyt powolne (dopiero pod sam koniec roku wzrost CPI i inflacja bazowa zbliżą się do 2,5 proc.), by w 2019 r. zmienić retorykę Rady, więc stopy w tym roku pozostaną stabilne – skomentował wyniki posiedzenia RPP Marcin Luziński, ekonomista z banku Santander. Także ekonomiści banku Pekao uważają, że w tym roku stopy procentowe nie wzrosną, nadal jednak zakładają ich podwyżkę w 2020 r., wbrew deklaracjom prezesa NBP.

Dużą część konferencji po posiedzeniu RPP zajęły pytania dotyczące polityki płacowej w NBP, sprowokowane kontrowersjami dotyczącymi najbliższych współpracowniczek prezesa. W środę rano odbyło się konferencja poświęcona tej kwestii, ale nie rozwiała wątpliwości. Przedstawiciele NBP podali bowiem tylko przeciętne wynagrodzenie dyrektorów w NBP, które w 2018 r. wynosiło 36 tys. zł brutto, ale nie ujawnili płacy dyrektor Departamentu Komunikacji i Promocji Martyny Wojciechowskiej, która według ustaleń „Gazety Wyborczej” zarabia 65 tys. zł brutto miesięcznie. – Martyna Wojciechowska jest wśród 14 dyrektorów, którzy otrzymują podobne wynagrodzenia – zapewniał Glapiński po południu.

Prezes NBP tłumaczył, że na porannej konferencji ujawniono tyle informacji na temat siatki płac w banku, że wzbudziło to niezadowolenie jego pracowników. Zapewniał, że jest za pełną przejrzystością płac, ale nie pozwala na to prawo. – Ustawę o jawności wynagrodzeń chętnie podpiszę, możemy nawet pomóc ją przygotować – powiedział, odnosząc się do propozycji PO, dla której poparcie wyrazili też niektórzy politycy PiS.

Prezes Glapiński oświadczył, że nie widzi powodu, aby podać się do dymisji. Zapewniał, że doniesienia mediów w sprawie jego zamieszania w tzw. aferę KNF, a także kontrowersje dotyczące wynagrodzeń jego współpracowników, nie wpływają na wiarygodność NBP, o czym świadczy choćby stabilność złotego.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA