Energetyka

Wiceprezes PGE: Nie dopuszczamy możliwości zamknięcia Turowa

#PROSTOZPARKIETU. Wierzymy, że proces wydzielenia aktywów węglowych dojdzie do skutku – przekonuje wiceprezes PGE.

Gościem Barbary Oksińskiej w Parkiet TV był Paweł Śliwa, wiceprezes PGE.

Foto: parkiet.com

Trwają polsko-czeskie rozmowy na temat przyszłości kopalni Turów. Czesi alarmują, że odkrywka stanowi poważne zagrożenie dla wód na ich terenach przygranicznych. Mają rację?

Kopalnia węgla brunatnego Turów prowadzi działalność na podstawie ważnych, ostatecznych decyzji administracyjnych. Wbrew stanowisku strony czeskiej oddziaływanie kopalni na tereny przygraniczne nie wywołuje szkody w środowisku, co zostało potwierdzone w przygotowanym raporcie oddziaływania na środowisko, który był elementem koniecznym do uzyskania odpowiednich zgód po stronie PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna. Brak jest obiektywnych dowodów na to, że kopalnia wywołuje szkody w rozumieniu przepisów prawa polskiego, jak i wspólnotowego. Od 2015 r. prowadzimy jako PGE aktywny dialog ze stroną czeską. Przed uzyskaniem koncesji został nawet podpisany protokół transgraniczny. Stąd nasze zdziwienie zaistniałą sytuacją.

Ale chyba nie chce pan powiedzieć, że tak duża odkrywka nie szkodzi środowisku?

Nie powoduje szkód w rozumieniu prawa górniczego i prawa ochrony środowiska. Oczywiście kopalnia oddziałuje na stronę polską, czeską i niemiecką, co wynika z jej usytuowania w Worku Turoszowskim, a więc bezpośrednio przy granicy z tymi państwami. Trzeba jednak jasno powiedzieć, że jest to jeden z najmniejszych kompleksów wydobywczych, jakie znajdują się w rejonie żytawskim, a swoje kopalnie mają tam także i Czesi, i Niemcy.

Czy patrząc z perspektywy czasu, PGE mogła zrobić więcej, by nie dopuścić do eskalacji konfliktu z Czechami?

Nie widzimy żadnych zaniedbań po naszej stronie, co zostało zresztą potwierdzone przez wydanie obowiązujących w polskim prawie zgód administracyjnych na kontynuowanie działalności kopalni Turów. Pierwsza decyzja w tej sprawie została wydana na sześć lat, następnie koncesja została przedłużona do czasu wyczerpania złoża, czyli do 2044 r. Od lat prowadzimy ponadstandardowe rozmowy z sąsiadami, które nie są łatwe, bo ze stroną czeską bardzo trudno się negocjuje. Efektem tych negocjacji była nasza decyzja o budowie zapory przeciwfiltracyjnej, która ma chronić mieszkańców Czech przed upływem wód gruntowych w związku z działaniem kopalni. Nie zostało geologicznie potwierdzone, że taki ekran jest konieczny, ale tak czy inaczej zdecydowaliśmy o budowie długiej na ponad kilometr zapory. Ta inwestycja będzie ukończona we wrześniu tego roku.

Na 13,5 mld zł spółka oszacowała straty, jakie poniosłaby, zamykając z dnia na dzień kompleks Turów. Czy widzi pan ryzyko, że ten scenariusz się ziści?

Nie dopuszczamy takiej możliwości, byśmy musieli zamknąć turoszowski kompleks. Odpowiada on za wytwarzanie do 7 proc. krajowej energii elektrycznej i zasila w prąd 3,4 mln gospodarstw domowych. Wyłączenia takich mocy nie wytrzymałby polski system energetyczny, tej straty nie udałoby się zapewne zbilansować. Potwierdzeniem niech będą wydarzenia sprzed kilku tygodni, kiedy awaria stacji Rogowiec spowodowała wyłączenie naszych bloków w Elektrowni Bełchatów. W takich sytuacjach wyraźnie widać, że cały system energetyczny to system naczyń połączonych. Nagłe zamknięcie tak dużego kompleksu nie miałoby nic wspólnego ze sprawiedliwą transformacją, ale byłaby to dzika transformacja, a do tego nie chcemy dopuścić.

PGE zakłada eksploatację węgla w rejonie Bogatyni do 2044 r., a w Bełchatowie do 2036 r. Czy pana zdaniem to jest w ogóle realne, biorąc pod uwagę zaostrzającą się unijną politykę klimatyczną?

Wierzę, że tak. To jest odpowiedni czas na sprawiedliwą transformację i przejście z energetyki konwencjonalnej na energetykę opartą o odnawialne źródła energii. Już dzisiaj mamy przygotowany plan dla kompleksu Bełchatów i dla kompleksu Turów, w których jasno pokazujemy kierunki zmian i w jaki sposób będzie realizować zielone inwestycje. W Bełchatowie np. planujemy budowę farm wiatrowych, fotowoltaicznych i magazynów energii, a także rozwijamy Centrum Rozwoju Kompetencji, by pracownicy, którzy w trakcie transformacji nie przejdą jeszcze na emeryturę, mogli zmienić swoje kwalifikacje. Bardzo mocno się w to angażujemy i wierzymy, że terminy działania kompleksów zostaną zachowane.

A czy nie zablokuje to środków unijnych na transformację tych regionów?

Wierzymy, że znajdą się środki na sprawiedliwą transformację tych dwóch kompleksów. Pokazujemy konkretne plany inwestycyjne i myślę, że jest to z naszej strony istotna deklaracja, którą unijni urzędnicy wezmą pod uwagę.

Trwają prace nad utworzeniem Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego, która skupi aktywa węglowe grup energetycznych. Na jakim etapie jest ten proces w przypadku PGE?

Bardzo mocno się do tego przygotowujemy. Integratorem energetyki konwencjonalnej ma być nasza spółka PGE GiEK, na bazie której powstanie NABE. W ostatnich dniach wydzieliliśmy z niej ostatnie aktywa ciepłownicze w woj. pomorskim, które przeniesione zostały do spółki – PGE Energia Cieplna. Harmonogram wskazany w projekcie tej reformy zakłada, że wydzielenie aktywów węglowych zostanie sfinalizowane w II–III kwartale 2022 r. Będziemy na to gotowi. Wierzymy, że proces ten uda się przeprowadzić, bo od tego zależą dalsze losy branży. Gdyby nie doszło do wydzielenia aktywów, to – biorąc pod uwagę rosnące koszty emisji CO2 – wywołałoby to poważne konsekwencje finansowe dla energetyki. Wierzymy też, że do tego procesu uda się przekonać związki zawodowe, podpisując z nimi umowę społeczną, podobną do tej podpisanej wcześniej z górnikami węgla kamiennego.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.