REKLAMA
REKLAMA

Banki

Andrzej Powierża, analityk DM Citi Handlowego: Banki poniosą spore koszty walki z epidemią

Decyzja nadzoru sugeruje, że intencją jest, aby banki wzięły na siebie dużą część kosztów walki z kryzysem i były gotowe do raportowania dużych strat - mówi Andrzej Powierża, analityk DM Citi Handlowego, w programie „Prosto z Parkietu”.

Andrzej Powierża, analityk DM Citi Handlowego

Foto: parkiet.com

Indeks WIG-banki od połowy lutego spadł o prawie 40 proc., więcej spadł tylko WIG-odzież. Czy inwestorzy dyskontują duże pogorszenie sytuacji gospodarczej i wyników banków? Na jak duży szok gospodarczy są one przygotowane?

Inwestorzy dyskontują głównie niewiadomą dotyczącą tego jak długo będzie trwało „zamknięcie" gospodarki i pozostawanie Polaków w domach oraz tego co stanie się po epidemii: w jakich nastrojach wrócą do pracy, czy będą chodzić do restauracji i galerii, jak dużo będą kupować czy jednak pozostaną „w trybie strachu" i mniej będą przeznaczać na konsumpcję. Widzimy ten efekt w kursach wszystkich spółek z różnych sektorów. Inwestorzy zastanawiają się jak zostaną podzielone koszty zwalczania wirusa i obawiają się, że pewną część będą musiały ponieść banki. Skala tej partycypacji jest niewiadoma i niepewność tę widać w kursach.

Jak poprzednie kryzysy przekładały się na wyniki polskiego sektora bankowego?

W 1998 r. wyniki sektora spadły o 61 proc., w 2002 r. o około 50 proc. a po globalnym kryzysie finansowym w 2009 r. o 40 proc. Późniejsze turbulencje w Europie Zachodniej, głównie te z 2012 r., prawie nie miały wpływu na polski sektor.

Niektóre działania NBP i RPP podjęte ostatnio częściowo neutralizują negatywny wpływ cięcia przez Radę Polityki Pieniężnej stóp procentowych.

Obniżenie stóp procentowych jest zawsze negatywne dla wyników polskich banków, obniżka o 50 pb, taka jak przeprowadzona ostatnio, powinna zmniejszyć wyniki sektora o około 10 proc., co jest mniej więcej zgodne ze szacunkami PKO BP i Pekao. Wpływ cięcia stóp jest tylko lekko zneutralizowany przez zmniejszenie stopy rezerwy obowiązkowej, ale nieduży. Bankom i gospodarce na pewno pomaga dostarczanie płynności przez bank centralny, ale to na razie jako deklaracji, bo w kryzys sektor bankowy wchodzi z dużą płynnością, ale nie wiadomo jak sytuacja będzie się rozwijać. Konsekwencją wsparcia płynnością z NBP jest możliwość oferowania przez banki komercyjne łatwiejszych wakacji kredytowych, pozwalających klientom nie spłacać rat przez trzy-sześć miesięcy. To z punktu widzenia banków zdarzenie o charakterze płynnościowym, ale skoro jest ona dostarczana przez NBP, to wakacje kredytowe nie jest problemem. Są one zatem przełożeniem płynności banku centralnego na realną gospodarkę. Drugi element to ponoszenie kosztów zamknięcia wielu biznesów. Ci wszyscy, którzy skorzystają z wakacji kredytowych muszą pamiętać, że odsetki będą naliczane, kapitał trzeba spłacić, więc powstaje pytanie kto te koszty zamknięcia gospodarki będzie ponosił. Wydaje się, że dojdzie do przenoszenia kosztów pomiędzy różnych uczestników gospodarki, z niewielkim udziałem środków publicznych, więc prawdopodobnie dużą część będą musiały ponieść banki.

O jakim koszcie mowa?

To trudno teraz oszacować, ale możemy pokazać ile banki mogą ponieść kosztów bez uszczerbku dla swojej działalności. Obniżenie do zera z 3 proc. bufora ryzyka systemowego oznacza uwolnienie 30 mld zł kapitału. Tyle mniej będą mogły mieć kapitałów, aby nadal działać i spełniać wymogi kapitałowe. Uzasadnienie jest takie, że nie służy to wypłacie większych dywidend, ale zdolności do zaabsorbowania strat rzędu 30 mld zł, po zaksięgowaniu których nadal spełniałyby wymogi i miałyby zdolność do finansowania gospodarki. Z punktu widzenia akcjonariusz dobrze, że wymóg spadł, ale biorąc pod uwagę, że został obniżony tylko po to, aby banki mogły ponieść duże koszty, to nie jest dobra wiadomość. Jednak z drugiej strony, jeśli nie wpłynie to na przyszłą zdolność do generowania zysków w przyszłości, akcjonariusze mogliby uznać, że sytuacja jest taka jak przed kryzysem. Mówiąc pół żartem - przykład Idea Banku pokazuje, że można prowadzić działalność bankową de facto bez kapitałów. One są poduszką bezpieczeństwa, póki nic złego się nie dzieje, banki mogą działać bez nich. Decyzja nadzoru sugeruje, że intencją jest, aby banki wzięły na siebie dużą część kosztów walki z kryzysem i były gotowe do raportowania dużych strat. Paradoksalnie ostatecznie być nawet korzystne dla zwrotu z kapitału, bo po powrocie do normalnej działalności po kryzysie kapitały mogą być mniejsze, ale być może trzeba przejść przez okres sporych strat. Decyzja KNF przygotowuje banki na taki scenariusz, który w rzeczywistości nie będzie aż tak zły jak wskazywać mogą liczby. Choć oczywiście nie będzie korzystny dla inwestorów, co widać w notowaniach. Odpisanie kapitałów to negatywne zdarzenie

Na ile banki będą chciały poluzować politykę kredytową? Czy powinno się coś zrobić z podatkiem bankowym?

Byłbym zdziwiony, gdyby rząd dążył do zmniejszenia kosztów podatkowych. Nie zakładam zmniejszenia podatku bankowego. Inna sprawa to obciążenia niefiskalne. W ustawie o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym napisane jest, że wysokość składek powinna być ustalana biorąc pod uwagę etap cyklu gospodarczego i powinny być niższe, gdy banki są w gorszej sytuacji. Jeśli więc zmaterializują się obawy o duże koszty banków w związku z walką z kryzysem i ich wyniki będą niskie, to logiczne i zgodne z prawem byłoby obniżenie składek na BFG w przyszłym roku. Gdy sytuacja wróci już do normalności, będzie czas na przemyślenie kosztów regulacyjnych sektora i jego zyskowności. Dzisiaj jest on dobrze przygotowany na kryzys pod względem bilansu, udział kapitałów w aktywach to 11 proc., a w poprzednim kryzysie tylko 9 proc. Jednak gorzej jest pod względem zyskowności, która służy nie tylko akcjonariuszom, ale też daje bankom większe możliwości ponoszenia strat kredytowych. W 2008 r. sektor wchodził w kryzys ze zwrotem kapitału około 20 proc., potem, gdy zyski spadły o 40 proc., wskaźnik ten spadł do 9 proc. Dzisiaj wynosi on tylko 7 proc., co pokazuje, że pod względem zyskowności banki mają mniej miejsca na absorbcję strat. Wtedy przez dwa lata koszty ryzyka urosły prawie sześć razy i sektor był w miarę rentowny a gdyby dzisiaj urosły tylko trzy razy, sektor nie osiągałby zysków.

O ile teraz urosną koszty ryzyka?

Prognozować trudno – odnoszę się do przypadku z ostatniego kryzysu. Wtedy już na koniec 2008 r. banki odzwierciedliły drastyczne pogorszenie otoczenia gospodarczego tworząc większe rezerwy, wtedy odpisy urosły z około 1,6 do 5 mld zł, a w 2009 r. około 11 mld zł. Koszty ryzyka jako procent kredytów brutto sięgnęły wtedy prawie 2 proc., dzisiaj startujemy z poziomu około 0,89 proc. Trudno prognozować czy także teraz wskaźnik wzrośnie w okolice 2 proc.

Osłabił się złoty a frank szwajcarski jest najmocniejszy od lat. To zła informacja dla kredytobiorców, ale co to oznacza dla banków?

Wyższy kurs franka oznacza większą z punktu widzenia klientów atrakcyjność pozywania banków, bo raty wzrosły i pogorszyć się może sytuacja klientów. Zatem spodziewałbym się większej liczby pozwów. Strata banków w razie przegranej w sądzie byłaby dla nich większa, bo różnica między kursem aktualnym a udzielenia kredytu jest większa, takie są skutki odfrankowienia czy unieważnienia umowy. Pogorszenie zysków banków frankowych będzie większe niż tych bez hipotek walutowych. Dlatego podtrzymuję ogólnie swoją preferencję dla banków nieposiadających dużej ekspozycje na te kredyty.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA