Analizy

Niezależni członkowie rad nadzorczych: istotne wymaganie czy kwiatek do kożucha

Prowadząc niedawno szkolenie, spotkałem się z opinią doświadczonego uczestnika rynku, że niezależni członkowie rady nadzorczej to wymóg niepotrzebny, a nawet jeśli spełniony, to często pozornie. Niepotrzebny, bo dominujący akcjonariusz jest najbardziej zainteresowany sukcesem spółki – powoła więc najlepszych możliwych członków rady.

Artur Rzepka, Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych

Foto: Archiwum

Wypełniony pozornie, bo nawet osoba spełniająca kryteria niezależności, jeśli zostanie powołana przez głównego akcjonariusza, przez sam fakt powołania (i możliwość odwołania) jest w pewien sposób zależna. Dwóch niezależnych na pięciu członków niczego też tak naprawdę nie zmienia, bo mogą zostać przegłosowani, przez „zależnych".

Choć na pierwszy rzut oka argumenty te brzmią rozsądnie, to trudno się z nimi zgodzić, szczególnie z punktu widzenia inwestora mniejszościowego. Wbrew pozorom interes głównego inwestora nie zawsze musi być zbieżny z interesem spółki czy mniejszościowych akcjonariuszy, wręcz przeciwnie – często jest inaczej. Spółki na przykład nierzadko dokonują transakcji albo z podmiotem dominującym, albo z podmiotem z nim formalnie lub faktycznie powiązanym. W takim przypadku członkowie rady nadzorczej, zależni od akcjonariusza większościowego, stoją w sytuacji klasycznego konfliktu interesów. Członkowie niezależni są takiego konfliktu pozbawieni, co sprzyja obiektywnej ocenie.

Powołanie przez głównego akcjonariusza do rady nadzorczej osoby formalnie niezależnej może, ale nie musi wpływać na jej dalszą niezależność. Jest kilka sposobów, aby się przed tym zabezpieczyć. Po pierwsze funkcja w radzie nadzorczej nie powinna być – z oczywistych względów – jedynym czy też głównym źródłem zarobkowania. Po drugie kandydat powinien, osobiście lub dzięki reprezentowaniu stojącej za nim instytucji, gwarantować niezależność swoją reputacją. W przypadku istotnego konfliktu interesu podmiotu dominującego z interesem spółki taka osoba prędzej sama zrezygnuje z członkostwa w radzie, niż podpisze się pod ewidentnie złymi dla spółki propozycjami. Dlatego warto zwracać uwagę na komunikaty o odejściu niezależnych członków z RN – mogą one stanowić swoiste votum separatum (szczególnie jeśli są pozbawione uzasadnienia).

Ponadto obecność w radzie nadzorczej osób spoza grona założycieli, głównych akcjonariuszy czy podmiotów z nimi powiązanych (nawet jeśli są w mniejszości) często wpływa również na podniesienie poziomu ogólnego Corporate Governance w spółce, staranniejsze przygotowanie dokumentów przedstawianych radzie, uzasadnień do projektów uchwał czy rozszerzenie ujawnianego radzie nadzorczej zakresu informacji (szczególnie w mniejszych lub dopiero debiutujących spółkach).

Powołanie prawdziwie niezależnych członków rady nadzorczej dobrze świadczy o nastawieniu podmiotu dominującego do spółki i pozostałych akcjonariuszy. Jest to jasny komunikat z jego strony, że nie ma nic do ukrycia i że szanuje resztę inwestorów oraz ich prawa.

Zdecydowanie należy się dwa razy zastanowić przed zakupem akcji spółki, która nie spełnia tego wymogu Dobrych Praktyk lub w której niezależność członków rady nadzorczej jest pozorna. Istnieje ryzyko, że spółka taka nie traktuje wszystkich akcjonariuszy poważnie lub że ma coś do ukrycia. Choć niezależni członkowie w radzie nadzorczej nie gwarantują w 100 proc. poszanowania interesów mniejszości, istotnie zwiększają prawdopodobieństwo, że tak właśnie będzie.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.