REKLAMA
REKLAMA

25 lat Parkietu

Gazeta Giełdy i Inwestorów „Parkiet”. Historia „Parkietu” to także historia ludzi rynku kapitałowego

Gazeta Giełdy i Inwestorów „Parkiet” praktycznie od pierwszego numeru stała się ważnym elementem życia rynkowego. Towarzyszyliśmy giełdzie, maklerom, zarządzającym, spółkom i inwestorom zarówno w momentach wzlotów, jak i upadków.
Foto: Fotorzepa, Marta Bogacz

PROF. MARCIN DYL, prezes, Izba Zarządzających Funduszami i Aktywami

W 1994 r., czyli w roku, w którym na rynku pojawił się „Parkiet", rozpoczął pan pracę w Komisji Papierów Wartościowych. Czy już wtedy korzystał pan z naszej gazety?

Oczywiście, nie było lepszego źródła na temat rynku. „Parkiet" czytaliśmy z dużymi emocjami. Na początku lat 90. mieliśmy do czynienia z dużymi zwyżkami. Tworzyło to niezwykłą atmosferę. „Parkiet" był rozchwytywany, stanowił podstawowe źródło informacji w naszym otoczeniu biznesowym. Trzeba też pamiętać, że dostęp do elektronicznych źródeł wówczas praktycznie nie istniał, zatem „Parkiet" był najważniejszym miejscem, gdzie ogniskowały się informacje na temat rynku kapitałowego.

Jaką rolę, pana zdaniem, odgrywał „Parkiet" kiedyś, a jaką odgrywa dzisiaj?

Dawniej „Parkiet" czytaliśmy niemal w całości. Ta lektura kształtowała poglądy, wpływała na postrzeganie rzeczywistości. Można śmiało powiedzieć, że pismo pełniło rolę edukacyjną w społeczeństwie, które po raz pierwszy spotkało się z ekonomią, prawdziwą ekonomią, nie tą, którą nam wykładano na studiach, ale ekonomią na prawach wolnego rynku. To było coś niesamowitego. „Parkiet" kształtował wręcz nowy system wartości ludzi, którzy dowiadywali się np., jak powinny funkcjonować instytucje rynku kapitałowego. „Parkiet" publikował pożyteczne, kształcące informacje, budował opinie, zachęcał do aktywności, pobudzał przedsiębiorczość.

A jak jest dzisiaj?

Dzisiaj nadal jest pierwszym źródłem rzetelnej informacji dla ludzi rynku kapitałowego, który istotnie znajduje się w zupełnie innej fazie rozwoju. I trzeba przyznać, że zachował poziom i renomę. Poza wydaniem papierowym jest też wersja online, funkcjonuje z powodzeniem Parkiet TV. Zatem dzisiaj „Parkiet" kojarzy nam się z systemem informacji, dostępnym zarówno w wersji tradycyjnej, dla tych, którzy lubią kontakt z papierem, szelest gazety i zapach farby drukarskiej, jak i w wersji online, aż po media społecznościowe, gdzie praktycznie o każdej porze dnia i nocy możemy zerknąć i dowiedzieć się, co słychać na rynku. Ja osobiście muszę przyznać, że stosunek do mediów, a raczej do formy prezentacji, mam bardziej konserwatywny. Lubię czytać wydanie papierowe, przemyśleć możliwe implikacje poszczególnych informacji, zostawiając innym aktywność internetową. Nie mam potrzeby istnienia w tej przestrzeni, wolę być obserwatorem. Dzisiaj, gdy mamy zupełnie inne, nowe pokolenie, nowe regulacje, inne wzory zachowań, od „Parkietu" oczekuję informacji na temat zmieniających się przepisów, komentarzy dotyczących zmian architektury rynku, spółek, opinii różnych środowisk związanych z finansami. Pamiętajmy, że w państwie demokratycznym prasa, media odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu opinii publicznej. Od dziennikarzy oczekujemy, że będą obszernie informować o ważnych sprawach, by czytelnik mógł podjąć decyzję dotyczącą np. swojej przyszłości finansowej, poznać i rozważyć poglądy przedstawiane publicznie. Dzisiaj więc postrzegam „Parkiet" jako najważniejsze medium, będące nośnikiem informacji na temat rynku kapitałowego, które zdobywa, selekcjonuje i dostarcza informacje oraz podtrzymuje otwartą dyskusję służącą kształtowaniu poglądów inwestorów.

Na przestrzeni 25 lat duże zmiany zaszły również na rynku kapitałowym. Pojawiły się m.in. liczne bariery chociażby w postaci regulacji. To dziś jest największym wyzwaniem działających na rynku instytucji?

Istotnie w ostatnim czasie zwraca się uwagę na nadmiar regulacji, który nie służy rozwojowi. Przy wdrażaniu wymogów unijnych pojawiła się pokusa, by dodać więcej, wskutek czego Polska staje się jednym z najbardziej restrykcyjnych rynków w Europie. Nadmiar wymogów stawianych spółkom często nie ma uzasadnienia i nie wpływa pozytywnie na ochronę inwestorów czy kwestie bezpieczeństwa rynku. Jesteśmy na przykład jedynym krajem, którzy przy okazji wdrażania MiFID wprowadził „cap-y" na opłaty za zarządzanie! Sądzę, że obecne władze w nadzorze przyjrzą się temu, by inteligentnie i proporcjonalnie wdrażać regulacje unijne. Dziś bowiem mamy mały rynek w stosunku do Europy, jeśli chodzi o wartość aktywów, a wymogi regulacyjne należą do najostrzejszych. Moim zdaniem najważniejsze jest, by mądrze implementować istniejące przepisy oraz sprawnie i szybko odpowiadać na wątpliwości interpretacyjne.

Czego dziś potrzebujemy, aby wrócić na ścieżkę dynamicznego rozwoju?

Obecnie wydaje się, że problemem jest brak zaufania publicznego. Odbudowanie go jest z pewnością procesem skomplikowanym i długotrwałym. Jestem jednak przekonany, że ten mechanizm powoli zaczyna pracować, np. widzimy działania piętnujące widoczne nieprawidłowości. Najważniejsze sprawy, które pozwolą ten efekt osiągnąć, skupiają się wokół edukacji ekonomicznej. Dzisiaj jest wielki problem w społeczeństwie w zrozumieniu konieczności oszczędzania, w odróżnieniu lokowania od inwestowania, czy też znajomości dostępnych i oferowanych rodzajów produktów finansowych. Co do przyszłości, to chciałbym się powołać na raport „Kapitał dla rozwoju" przygotowany w lutym na zlecenie IZFiA, który wskazuje m.in., że PPK stwarzają szansę na szybszy rozwój polskich firm, gdzie szacujemy łączny wpływ PPK na wzrost PKB poprzez wyższą stopę oszczędności i rozwoju rynku kapitałowego w przedziale nawet 3–10 proc. w ciągu jednego pokolenia. Jednak ten pozytywny wpływ na gospodarkę, wysokość płac i emerytur nie będzie bezwarunkowy. Potrzebne są przede wszystkim stabilne finanse publiczne i wzmocnienie otoczenia instytucji rynku kapitałowego. PRT

RADOSŁAW OLSZEWSKI, prezes, DM BOŚ

Z polskim rynkiem kapitałowym jest pan związany praktycznie od początku jego istnienia. A jak i kiedy zaczęła się pana przygoda z „Parkietem"?

Kiedy na początku 1994 roku ukazywały się pierwsze numery „Parkietu", byłem w trakcie realizacji nowego wyzwania zawodowego, jakim było tworzenie DM BOŚ. Mam wrażenie, że zarówno utworzenie „Parkietu", jak i DM BOŚ było efektem pierwszej hossy i powszechnej wtedy euforii i zainteresowania giełdą. To był bardzo gorący, jednocześnie przełomowy okres w mojej karierze i niezwykle ciekawy moment tworzącego się rynku kapitałowego w Polsce. „Parkiet" trafił więc idealnie w zapotrzebowanie rynku. W naszym biurze obecny był od zawsze, stając się istotnym źródłem informacji zarówno dla klientów, jak i dla pracowników biura. Do dziś papierowe egzemplarze „Parkietu" dostępne są w siedzibie DM, a w ramach jednego z naszych pakietów usług dostarczamy klientom jego elektroniczną wersję.

Od pierwszego numeru „Parkietu" minęło 25 lat. Jakie wspomnienia wiążą się z tym tytułem?

„Parkiet" dostarczał klientom wiedzy o rynku, często też informował o ofercie i nowościach dotyczących domów maklerskich. Na naszych stronach wciąż można znaleźć cytat z gazety z 1995 r., w którym redaktor „Parkietu" Grzegorz Zalewski, dziś ekspert DM BOŚ, opisuje ofertę naszego biura, w tym rynkową nowość, jaką było internetowe wydanie biuletynu DM BOŚ. Niezmiennie od lat staraliśmy się konkurować jakością i nowoczesnością usług. Było to zauważane i wielokrotnie też nagradzane przez redakcję „Parkietu". Cytowane nowości w ofercie zaowocowały wyróżnieniem w plebiscycie „Parkietu" na „biuro maklerskie roku 1995". W kolejnych latach udawało nam się również zasłużyć na nagrodę Byka i Niedźwiedzia „Parkietu", co sobie bardzo cenimy.

25 lat „Parkietu" to także historia rynku kapitałowego. Które wydarzenia utkwiły panu szczególnie w pamięci?

Niewątpliwie wprowadzenie na GPW kontraktów terminowych i nasza późniejsza aktywność na tym rynku, która z czasem stała się znakiem rozpoznawczym DM BOŚ, była takim istotnym momentem. Możliwość zarabiania zarówno na zwyżkach, jak i na spadkach oraz korzystania z dźwigni okazała się bardzo atrakcyjna dla naszych klientów. Rosnące bardzo szybko obroty potwierdzały, że rynek oczekiwał na tego typu instrument. Przełomowym momentem związanym z rozwojem rynku było też wprowadzenie notowań ciągłych i umożliwienie składania zleceń online, co stało się wykonalne dzięki wdrożonemu w 2000 r. systemowi giełdowemu Warset. DM BOŚ był pionierem w świadczeniu usług internetowych, dlatego też dzięki tym zmianom nasi aktywni klienci otrzymali możliwość szybkiej realizacji zleceń online. Pierwsze lata giełdy kojarzą mi się również z prywatyzacjami dużych spółek Skarbu Państwa. Dla domów maklerskich był to niepowtarzalny okres wzmożonej aktywności, związanej z masowym napływem klientów.

Poprzedni rok był bardzo trudny, czy nie był jednym z najtrudniejszych w historii?

Rzeczywiście rynek w ubiegłym roku doświadczył wielu negatywnych zjawisk, które skutkowały dużymi odpływami kapitału z giełdy oraz spadkiem zaufania. Rok też był wyjątkowy pod względem ilości wycofywanych spółek z giełdy. Nie było to wynikiem jednorazowego zdarzenia, ale konsekwencją trwającego od dłuższego czasu braku napływu kapitału i jednoczesnego doregulowania rynku, które przerodziło się w przeregulowanie trudne do zniesienia dla emitentów, pośredników i innych uczestników rynku. Doświadczamy również na co dzień niezrozumienia nowych regulacji ze strony klientów, dla których dobra teoretycznie są one tworzone. Jedną z bardziej dotkliwych regulacji, dla części brokerów i klientów, była interwencja produktowa ESMA na rynku OTC w zakresie drastycznego ograniczenia dostępnej dźwigni. W wyniku tego wielu aktywnych klientów zostało zmuszonych do rezygnacji z usług krajowych podmiotów na rzecz podmiotów niedziałających w reżimie Unii, jak np. Szwajcaria czy Australia.

Branża maklerska od kilku lat przeżywa ciężkie chwile. Kolejne przetasowania na rynku są nieuniknione?

Nie jest to wykluczone, choć grono krajowych podmiotów maklerskich jest już coraz węższe. Zmiany regulacyjne w ostatnich latach doprowadziły do likwidacji działalności części biur maklerskich, a część bankowych została wchłonięta przez struktury macierzystych banków przy jednoczesnym ograniczeniu działalności. Niestety, słaba kondycja branży nie sprzyja rozwojowi rynku. Próbujemy się temu przeciwstawiać, ale bez zrozumienia i wsparcia ze strony decydentów i regulatorów jesteśmy bezbronni. W branży panuje przekonanie, że stałe i konsekwentne doregulowanie rynku doprowadzi do marginalizacji lokalnych mniejszych rynków i funkcjonujących na nich podmiotów, czego beneficjentem staną się najwięksi działający globalnie. W konsekwencji może to skutkować ograniczeniem dostępu do kapitału dla średniej wielkości emitentów, którzy obsługiwani są przez krajowe podmioty, na czym w efekcie ucierpi cała gospodarka.

Rynek kapitałowy nawiąże jeszcze do najlepszych lat?

Nie da się ukryć, że polski rynek kapitałowy jest w mocnej defensywie. Nie jest to związane tylko z bieżącą koniunkturą, ale też z konsekwentną polityką głównie europejskich regulatorów, o której wspominałem wcześniej. Szans upatruję w sukcesie realizacji programu PPK, który może zapewnić długoterminowy dopływ kapitału na rynek oraz realizacji nowo przygotowanej przez rząd strategii rynku kapitałowego, pod warunkiem że będzie ona właściwie identyfikować bariery i sposoby ich pokonania. W wyniku wdrożenia strategii liczę na wzmocnienie krajowych domów maklerskich jako kluczowych podmiotów wspierających emitentów w pozyskiwaniu kapitału oraz klientów w jego lokowaniu. prt

 

WIESŁAW ROZŁUCKI, pierwszy prezes GPW

W 1994 r. ukazał się pierwszy numer „Parkietu". Jakie były pana odczucia w związku z pojawieniem się tego tytułu na rynku?

Na początku 1994 r. moim największym zmartwieniem był zbliżający się krach rynkowy. W związku z tym martwiłem się przede wszystkim tym, aby ten trudny moment przetrwać i aby giełda nie upadła. Jeśli zaś chodzi o „Parkiet", trzeba podkreślić, że w tamtym okresie istniały też inne tytuły, a giełdą interesowała się większość gazet. Cieszyłem się natomiast z faktu, że powstaje tytuł, który będzie głosem środowiska związanego z rynkiem kapitałowym. Pamiętam, jak w 1992 r. odwiedziłem giełdę w Buenos Aires i tam funkcjonował klub rynku kapitałowego. Były liczne bary, restauracje, gdzie spotykali się ludzie rynku, na bieżąco pokazywane były notowania giełdowe i można było wymienić się informacjami i przemyśleniami dotyczącymi rynku. Marzyło mi się, aby stworzyć coś takiego w Warszawie. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, ale lukę tę wypełnił właśnie „Parkiet". Tytuł ten zintegrował środowisko rynku kapitałowego, stał się miejscem wymiany poglądów. Poza tym chcę podkreślić, że „Parkiet" stał się dla mnie także niezwykle ważnym orężem w rozmowach o rynku z przedstawicielami innych giełd. Zawsze, jadąc na zagraniczne konferencje, miałem przy sobie numer „Parkietu" i z dumą pokazywałem innym, że w Polsce funkcjonuje gazeta, która skupiona jest wyłącznie na tematach związanych z giełdą i rynkiem kapitałowym. To naprawdę robiło wrażenie na innych.

Jakie były pana relacje z redakcją „Parkietu". Były przecież lepsze i gorsze chwile na rynku. Czy nie była to szorstka miłość?

Przede wszystkim od początku zależało mi na tym, aby giełda była dostępna dla szerokiego społeczeństwa. Chciałem, żeby giełda była postrzegana jako bank albo sklep, dlatego też zależało mi na tym, by mechanizmy rynkowe tłumaczone były w jak najprostszy i dostępny sposób. Zdawałem sobie sprawę, że jako prezes GPW mam ograniczone możliwości w dotarciu do szerokiego grona odbiorców. Dlatego tak ważne były dla mnie relacje z mediami. Na początku po każdej sesji organizowana była więc konferencja prasowa. Dziennikarze zawsze mogli zapytać o szczegóły związane z funkcjonowaniem rynku. Uznałem bowiem, że jeśli dziennikarze zrozumieją, jak funkcjonuje rynek, to łatwiej będzie im tę wiedzę przekazać społeczeństwu. Poza tym też mówiłem dziennikarzom, że dzięki wiedzy i pisaniu o giełdzie tworzą pewne elitarne grono. To był mój celowy wybieg, który jednak przynosił właściwe skutki. Mieliśmy wspólny cel, czyli rozpowszechnianie wiedzy o giełdzie. Inna sprawa, że zawsze miałem dobre relacje z mediami. Nie można więc mówić, że była to „szorstka miłość". Oczywiście w przeszłości zdarzały się przypadki, które wymagały sprostowania czy też dodatkowego wyjaśnienia, ale z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że nawet jak pojawiały się jakieś krytyczne teksty, to nie były one tworzone wyłącznie po to, aby zaszkodzić giełdzie czy też jej pracownikom. Poza tym proszę zauważyć, że za czasów, kiedy byłem prezesem, giełda nigdy nie miała rzecznika prasowego. Pytałem zresztą samych dziennikarzy, czy taka funkcja jest potrzebna. Odpowiedzi w tej kwestii były raczej jednoznaczne. Dziennikarze zdecydowanie chętniej słuchali tego, co mają do powiedzenia członkowie zarządu, a najlepiej prezes GPW. Dlatego nigdy nie zamykałem się na relacje z mediami. Zawsze chętnie udzielałem wywiadów czy też komentarzy. Jak już wspomniałem, zdawałem bowiem sobie sprawę, że przez media, takie chociażby jak „Parkiet", najłatwiej będzie mi dotrzeć do społeczeństwa, które przecież dopiero uczyło się tego, czym jest giełda.

25 lat, które minęły od pierwszego numeru „Parkietu", to oczywiście okres bardzo dużych zmian na rynku kapitałowym. Z jednej strony są nadzieje w postaci programu PPK czy też strategii rynku kapitałowego, ale z drugiej borykamy się też z kryzysem zaufania. Pytania o przyszłość rynku wydają się więc zasadne jak mało kiedy.

Faktycznie przeżywamy trudny moment. Co warto podkreślić, nie jest to efekt działań giełdy czy też jej najbliższego otoczenia. Dziś niestety brakuje wiary w to, że spółki działają na rynku i nie mają innego celu niż tylko zwiększanie wartości dla akcjonariuszy. Dotyczy to w szczególności spółek Skarbu Państwa, ale problem ten coraz częściej zaczyna dotykać również firm prywatnych. Do tego dochodzi także kwestia regulacji, które często są bardziej restrykcyjne od tego, czego wymaga Unia Europejska. Są one tworzone z myślą o inwestorach, ale często koszty przewyższają korzyści związane z ich wprowadzeniem. Problemem jest również to, że spółki mają kłopot ze zwiększaniem marż i przychodów. Oczywiście nie można także zapomnieć o tym, co się stało z GetBackiem. Sprawa ta pokazała, że mechanizmy, które wydawało się, że gwarantują pewny poziom bezpieczeństwa, też zawodzą. Oczywiście upadłości się zdarzają również na innych rynkach. Sprawa GetBacku nie byłaby zapewne tak bolesna, gdyby nie fakt, iż brakuje zaufania, że inne spółki giełdowe mają potencjał do generowania wyższych zysków i budowania wartości dla akcjonariuszy. Doszło więc do spiętrzenia się kilku problemów w tym samym czasie.

A co z przyszłością?

Nadzieją jest oczywiście program PPK. Aby jednak wykorzystać jego potencjał, muszą być rozwiązane również inne kwestie. Wyjaśnić należy przede wszystkim kwestię OFE i mam nadzieję, że zostanie ona wyjaśniona w sposób korzystny dla rynku kapitałowego. Poza tym musi być też przeświadczenie, że pieniądze, które będą gromadzone w PPK, faktycznie będą wykorzystywane w sposób rynkowy, a nie będą służyły realizacji licznych zapowiedzi o charakterze politycznym. PRT

 

LUDWIK SOBOLEWSKI, były prezes GPW, współzałożyciel Cornerstone Communications

„Parkiet" od 25 lat nierozerwalnie związany jest z rynkiem kapitałowym. Wyobraża pan sobie rynek bez „Parkietu"?

Rozumiem to jako pytanie o to, czy polski rynek kapitałowy wiele by stracił, gdyby nie było takiego medium jak „Parkiet". I sądzę, że to pytanie zasługuje na całkiem poważną odpowiedź. Dla mnie jednym z warunków dynamicznego i zarazem stałego rozwoju rynku było zawsze to, że nie będzie on zawieszony w społecznej próżni. Sprawy dziejące się w tym obszarze były przedmiotem publicznej uwagi. To, co robiliśmy, stawało się ważne czy nieobojętne dla ludzi. Jednocześnie ta społeczna atencja współbudowała ważność i efektywność działań prorozwojowych. Fachowe medium, jakim jest „Parkiet", umacniało przekonanie o społecznej istotności rynku finansowego. Zatem można sobie wyobrazić rynek bez „Parkietu", ale wtedy rynkowy ekosystem byłby znacznie uboższy. Dzisiaj mamy już bardzo niewiele idei, instytucji czy nawet choćby emocji, które integrowałyby społeczność rynkową wobec pewnych wartości i celów. Uważam, że jakościowe dziennikarstwo skupione na sprawach rynku kapitałowego jest jednym z ostatnich integracyjnych elementów, jakie nam jeszcze pozostały.

W przeszłości pracował pan w KDPW, później był pan prezesem GPW. Czy to właśnie wtedy pana drogi z „Parkietem" zaczęły na dobre się krzyżować?

„Parkiet" dostarczał wiedzy o tym, jak moje własne działania i zespołów ludzi, z którymi pracowałem, mogą być postrzegane. Dawał informację zwrotną. Za jedno z moich najważniejszych wyróżnień zawodowych uważam nagrodę Byka i Niedźwiedzia, za utworzenie rynku NewConnect, i to była nagroda bodajże w kategorii wydarzenie roku czy innowacja roku. Pamiętam, jak zadzwonił do mnie ówczesny redaktor naczelny i powiedział: „Wiesz, mieliśmy wczoraj w redakcji dyskusję, były różne głosy na temat tego czy NewConnect oprócz korzyści wywoła problemy, i jakie one będą, ale dla nikogo nie ulegało najmniejszej wątpliwości że wydarzenie roku może być tylko jedno." Była w tym stwierdzeniu rzetelność i pewnego rodzaju mądrość. Dlatego też pamiętam dobrze, że w dzień po pamiętnym giełdowym debiucie GPW, 9 listopada 2010 roku, kiedy media były pełne relacji na nasz temat, najpierw sięgnąłem po „Parkiet", żeby przeczytać, co o tym napisaliście, a potem po całą resztę prasówki.

Które wydarzenia można uznać za kroki milowe naszego rynku?

Z mojej perspektywy to byłoby głównie tworzenie nowych segmentów rynku, a więc akcji i derywatów (także od strony rozliczeniowej), NewConnect, porządnego rynku obligacji, który zaczął się wraz z Catalystem, a poza tym umiędzynarodowienie rynku na kilku płaszczyznach, wprowadzenie systemu OFE (i, w sensie negatywnym niestety, również marginalizacja tego systemu), a także przejęcie przez GPW odpowiedzialności za rozwój rynku towarowego. Na pewno dobrze, że pewne rzeczy się stały, ale w niektórych przypadkach bardzo dobrze też, że się nie stały.

Model funkcjonowania giełd cały czas jednak ewoluuje. Operatorzy rozszerzają chociażby działalność o kolejne usługi i produkty. To powinna być również droga dla GPW?

Dla GPW i polskiego rynku kapitałowego szansa leży w formule rewolucyjnej zmiany, a nie ewolucji. Ewolucja trwa już od kilku lat, i rzeczywiście generuje ruch, tylko że jest to regres. A nie o ten wektor zmiany nam chodzi.

Czy mając na uwadze kolejne regulacje związane z rynkiem kapitałowym, przedsiębiorcy będą dążyć do poszukiwania innych form finansowania? Jaką rolę może w tym odegrać crowdfunding, w który pan się zaangażował poprzez stworzenie platformy Emerging Europe Marketplace?

To już się dzieje, rzeczywiście. Regulacje w latach 90. i jeszcze trochę później były wykorzystywane, by robić biznes. Było w nich wiele luk, wiele ufności do uczestników rynku i wiele niedoskonałości. Dzisiaj są w porównaniu z tamtym okresem doskonale szczelne, doskonale kompleksowe i niedługo zaduszą normalne życie na rynku finansowym. Nie interesuje mnie crowdfunding rozumiany i praktykowany jako entuzjastyczna zbiórka pieniędzy na cele, za którymi nie widać zwrotu w postaci zysku. Przyszłość ma moim zdaniem nie masa i nie tłum, ale świadome inwestowanie oparte na wartościowych relacjach między przedsiębiorcami, a inwestorami. W tym podejściu do inwestowania bożek powszechnej transparentności nie jest już bożkiem, ma znaczenie użytkowe sprzyjające transakcjom kapitałowym i dzięki temu nie hamuje rozwoju innowacyjnych projektów biznesowych. I taki crowdfunding, a raczej smart funding, przynosi przełom. Ponadto umożliwia on wsparcie projektów przekraczających granice lokalnego rynku, bez barier charakterystycznych dla innych form finansowania.

Jak więc pan sobie wyobraża funkcjonowanie rynków kapitałowych w kolejnych latach?

Dzisiaj wszyscy czytamy Harariego, bo zdaje się, że ten autor wie coś o tym, jak będzie wyglądać przyszłość. I to będzie też dotyczyć rynków kapitałowych, to się już dzieje. Sądzę, że będą jednak dwa strumienie. Jeden, podlegający zupełnej kontroli i zarządzaniu przez automatyzację procesów, algorytmy i sztuczną inteligencję. W tym strumieniu nie będzie miejsca dla człowieka, bo nawet algorytmy będą rozwijane poprzez uczenie maszynowe i sztuczną inteligencję. Prawdziwa wartość, w postaci ludzkiej satysfakcji z pracy i z aktywności, będzie realizowana w drugim strumieniu, zdemokratyzowanym i zdecentralizowanym przez blockchain i inne środki technologiczne. W pierwszym strumieniu będzie tylko transakcyjność, w drugim również relacyjność. PRT

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA