Oprócz tego, zdaniem premiera, wybór Gaj na szefową UKE to również gwarancja zdynamizowania rozwój rynku telekomunikacyjnego, w tym budowy sieci następnej generacji (NGN). Przyczynić mają się do tego przewidywalność regulacyjna i „pewność prawna".

Nie bez znaczenia będzie też sposób zagospodarowania częstotliwości radiowych, które są dobrem rzadkim.

W końcu premier oczekuje też, że polski regulator zacznie być widoczny na arenie międzynarodowej: będzie mieć realny wpływ na decyzje podejmowane w Unii Europejskiej, a także branżowych organizacjach międzynarodowych.

Przedstawiciele organizacji branżowych zrzeszających operatorów uważają, że oczekiwania premiera nie są raczej zapowiedzią nowego podejścia regulatora do rynku, a kontynuacją polityki wprowadzonej przez Annę Streżyńską przy pomocy konsultacji i porozumień z operatorami.

-  Sformułowanie użyte w uzasadnieniu traktowałbym jako pewien wytrych. Mamy nadzieję, że „przyjazne otoczenie regulacyjne" oznacza, że regulator nadal będzie rozmawiać z rynkiem, biorąc pod uwagę biznesowe argumenty operatorów – mówi Eugeniusz Gaca z Krajowej Izby  Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji.

Sejm zagłosuje w sprawie powołania nowej szefowej UKE 27 stycznia. Co ciekawe, z dokumentów zamieszczonych na stronie parlamentu wynika też, że choć premier zaproponował Gaj na stanowisko prezes UKE w styczniu br., to zgodziła się ona kandydować na to stanowisko 12 grudnia ubiegłego roku. Publicznie – nigdy o tym nie wspomniała. Gdy prasa zaczęła na spekulować o zmianie warty w urzędzie, nie zaprzeczała, że może nim pokierować, ale też niczego nie potwierdziła. „Wszystko w rękach premiera" – mówiła „Rz" Gaj.