Kontrakty terminowe na srebro zbliżyły się do okrągłego poziomu 100 USD za uncję, dokładnie w momencie, gdy kontrakty na złoto dotarły do 5000 USD. Czy to przypadek, że dwa tak symboliczne okrągłe poziomy padły niemal jednocześnie? Oczywiście, że nie – te metale są silnie skorelowane.
Dynamika wzrostów ceny srebra zaskakuje nawet największych optymistów rynku. O „tanim srebrze” mówi się wśród analityków od ponad dekady. Co w końcu uruchomiło prawdziwą hossę?
Zbieg kilku kluczowych czynników: deficyty od sześciu lat, napięcia geopolityczne, rosnące zapotrzebowanie przemysłowe i powracające zainteresowanie inwestorów. Fundamenty były niezbędne, żeby w ogóle umożliwić takie wzrosty, ale to napływ kapitału spekulacyjnego nadał rajdowi tak gwałtowny charakter.
Warto spojrzeć na to z nieco innej perspektywy. Rynki finansowe często działają wbrew intuicji Kowalskiego: tanie aktywa rzadko przyciągają tłumy, za to drogie i medialne potrafią wywołać prawdziwe szaleństwo zakupowe. Stąd popularność memów z brakiem kolejek po srebro za 30 USD za uncję i ogromnymi kolejkami po srebro za 80 USD. Działa to podobnie jak w internecie – za te same zasięgi na popularnej platformie płaci się wielokrotnie więcej niż na niszowej. Gdy srebro wylądowało na pierwszych stronach gazet i w nagłówkach największych kanałów informacyjnych, automatycznie stało się „droższe” – bo dotarło do znacznie szerszego grona. Większa widoczność = większy popyt.