Choć Stany Zjednoczone przygotowywały się do konfrontacji z Wenezuelą od dłuższego czasu, świat został zaskoczony decyzją Donalda Trumpa o pojmaniu prezydenta Nicolasa Maduro. Po raz kolejny USA angażują się w wewnętrzne sprawy kraju kluczowego dla globalnego rynku surowców. Wenezuela posiada największe udokumentowane rezerwy ropy naftowej, przekraczające 300 miliardów baryłek, jednak mimo tego bogactwa jej obecne znaczenie gospodarcze jest znikome. Czy ta sytuacja realnie zmienia perspektywy dla cen paliw i inflacji w 2026 r.? Obecnie Wenezuela produkuje mniej niż milion baryłek dziennie, podczas gdy w szczytowym okresie lat 90. było to niemal 3,5 miliona. Niegdyś kraj ten należał do najbogatszych na świecie pod względem PKB per capita, a wenezuelski boliwar bywał momentami silniejszy od amerykańskiego dolara. Te czasy jednak minęły, a państwo od lat próbuje wydostać się z głębokiego kryzysu. Teoretycznie pomóc w tym może ostatnia interwencja zbrojna USA. Jeśli dojdzie do upadku reżimu, a amerykański kapitał zasili sektor naftowy nową falą inwestycji, Wenezuela ma szansę nawet podwoić wydobycie w ciągu 12–24 miesięcy.
Warto jednak pamiętać, że rynek ropy zmaga się obecnie ze sporą nadpodażą. Ceny pozostają relatywnie wysokie głównie przez ryzyko geopolityczne związane z Rosją. Jeśli udałoby się doprowadzić do zawieszenia broni lub pokoju na Ukrainie, cena baryłki może spaść do pożądanych przez Trumpa 50 dolarów – niezależnie od tego, jak szybko wzrośnie produkcja w samej Wenezueli.