Prawdopodobnie dopiero 6 lutego dojdzie do pierwszych istotnych zmian we władzach Orlenu. Na ten dzień zwołano nadzwyczajne walne zgromadzenie, które może wymienić radę nadzorczą. W kolejnym kroku ta zapewne odwoła obecny i powoła nowy zarząd.
Podatki i inwestycje
Krzysztof Pado, analityk DM BDM, zauważa, że Orlen co do zasady jest postrzegany przez inwestorów jako spółka bardzo upolityczniona, co negatywnie wpływa na jej wycenę. – Nawet gdy na rynku miały miejsce wyjątkowo wysokie marże rafineryjne czy petrochemiczne, to notowania akcji płockiego koncernu znajdowały się na relatywnie niskim poziomie w porównaniu z kursami walorów innych podmiotów prowadzących podobną działalność. Była to konsekwencja obaw związanych z nałożeniem na Orlen nowych podatków lub innych obciążeń oraz realizacji przez niego przedsięwzięć niezwiązanych z podstawowym biznesem – twierdzi Pado. Dodaje, że obecnie marże rafineryjne nadal są wyższe niż średnie wieloletnie i to pomimo ostatnich spadków.
Duży i negatywny wpływ na tegoroczne zyski Orlenu będzie miał biznes wydobywczy. – Prawdopodobnie w I półroczu grupa zaksięguje w ramach tego segmentu około 14 mld zł wydatków, które musi ponieść na tzw. Fundusz Wypłaty Różnicy Ceny. Część tej kwoty potem odzyska w związku ze sprzedażą gazu do odbiorców taryfowych po zamrożonych stawkach, ale to będzie dużo mniej niż dokonana wpłata – mówi Pado. W efekcie kluczowy wskaźnik, czyli oczyszczona EBITDA LIFO, może w tym roku wyraźnie spaść. Analityk DM BDM bardzo wstępnie szacuje, że w 2023 r. zysk ten wyniósł około 43 mld zł. W 2024 r. może to być już około 32 mld zł.
Oczywiście dużo tu zależy od czynników, których dziś nikt nie jest w stanie do końca przewidzieć. Przede wszystkim chodzi o to, kogo nowa koalicja rządowa wkrótce powoła do zarządu Orlenu i jakie cele będzie realizowała grupa. – Niewątpliwie giełdowi inwestorzy dużo lepiej postrzegaliby zarząd typowo rynkowy, a nie polityczny. Pytanie też, jakie inwestycje zechce on kontynuować, a z jakich być może zrezygnuje lub odłoży w czasie – przekonuje Pado. Wreszcie ogromne znaczenie będzie miało, jak sami politycy będą postępować z Orlenem, zwłaszcza w zakresie nakładania na niego nowych obciążeń.
Rynek nie uwierzył
W środę kurs akcji Orlenu spadał nawet poniżej 64 zł. Tymczasem niespełna pięć lat temu, gdy prezesem spółki został Daniel Obajtek, wynosił 99 zł. – Wpływ na stosunkowo niską wycenę Orlenu przez rynek mają zarówno czynniki makroekonomiczne, jak i polityczne. Do tego doszła nie najlepsza komunikacja zarządu z otoczeniem w wielu kluczowych sprawach m.in. związanych z przekonaniem inwestorów, że dokonane przejęcia i realizowane inwestycje będą budować wartość dla akcjonariuszy – mówi Kamil Kliszcz, analityk BM mBanku. Do czynników makroekonomicznych mających negatywny wpływ na wycenę spółki zalicza obecnie spadające ceny ropy i gazu oraz bardzo niskie marże w petrochemii.
– Dyskonto w wycenie jest też przykładane za obciążenie polityczne. W ostatnich latach negatywnie na postrzeganie Orlenu wpłynęły decyzje związane z dokonanymi przejęciami Ruchu i Polska Press, firm niezwiązanych z podstawowym biznesem koncernu. Orlen angażował się też w wiele politycznych dyskusji oraz działania niemające ekonomicznego uzasadnienia, np. w obszarze polityki cenowej prowadzonej na polskich stacjach paliw czy w hurcie – twierdzi Kliszcz. Jego zdaniem część inwestycji Orlenu nie ma wartości dodanej dla akcjonariuszy, na czele ze sztandarowym projektem petrochemicznym Olefiny III realizowanym w Płocku. – Rynek nie uwierzył w pojawienie się istotnych korzyści dla Orlenu z tytułu przejęcia PGNiG i Lotosu, mimo że obie transakcje zostały przeprowadzone po atrakcyjnych parytetach dla akcjonariuszy płockiego koncernu. Zarząd do dziś nie przekonał inwestorów, że te fuzje dają dużą wartość dodaną dla całej grupy – uważa Kliszcz. Dodaje, że rynek wiąże spore nadzieje ze zmianami politycznymi w Polsce. Wiele będzie jednak zależało od działań nowego zarządu.