Dochodzenie należności od kontrahentów staje się coraz poważniejszym problemem dla dystrybutorów wyrobów hutniczych. – Kondycja finansowa klientów hurtowników stali jest coraz gorsza z powodu problemów z pozyskiwaniem kredytów bankowych na działalność i inwestycje. Ale to problem nie tylko naszej branży – komentuje Andrzej Ciepiela, dyrektor Polskiej Unii Dystrybutorów Stali. – Na razie firmy nie zwracają się masowo o pomoc do windykatorów. Można jednak przypuszczać, że to się zmieni. Chociażby dlatego, że instytucje zabezpieczające transakcje zmniejszają limity ubezpieczeniowe – dodaje.
[srodtytul]Surowa ocena i ostrożność[/srodtytul]
– Spowolnienie gospodarcze bardzo negatywnie odbiło się na branży stalowej. Niestety, nawet duże podmioty przejawiają poważne oznaki osłabienia, jeśli chodzi o sytuację finansową. Z uwagi na znaczący wzrost ryzyka i upadłości możliwości ubezpieczania należności są w przypadku tej branży ograniczone – mówi Maciej Drowanowski, dyrektor zarządzający Coface Poland, firmy zajmującej się m.in. windykacją.
Coface i Euler Hermes zgodnie twierdzą, że rośnie liczba zleceń na dochodzenie roszczeń. – W pierwszych miesiącach tego roku należności firm stalowych stanowiły prawie połowę wszystkich spraw obsługiwanych przez nasz dział windykacji. Wartość zgłoszonych wierzytelności jest kilka razy większa niż rok temu – mówi Drowanowski. Grzegorz Hylewicz, zastępca dyrektora działu windykacji w Euler Hermes, dodaje, że w I połowie 2009 roku liczba zleceń z branży stalowej na windykację była w jego firmie o 46 proc. większa niż rok temu, a ich wartość aż o 85 proc.
[srodtytul]Konsorcjum z rezerwami[/srodtytul]
W jakim stopniu problem dotyczy przedsiębiorstw z GPW? Konsorcjum Stali informowało o utworzeniu odpisów na należności zagrożone nieściągalnością: 2,6 mln zł obciążyło wynik za 2008 rok (zysk netto wyniósł 13,5 mln zł), a 3,2 mln zł obciąży wynik tegoroczny. – Radykalnie podeszliśmy do tematu, stąd tak wysokie rezerwy. W tej chwili nie widzimy powodu tworzenia kolejnych – komentuje Robert Wojdyna, prezes Konsorcjum Stali. Podkreśla, że firma ubezpieczyła większość sprzedaży. Szacuje, że czas oczekiwania na pieniądze od klientów wydłużył się o dwa tygodnie. – Sytuacja nie jest jeszcze tak groźna, by zwracać się do firm windykacyjnych. Mamy własną komórkę, która prześwietla kontrahentów. Podchodzimy bardzo ostrożnie do nowych klientów – mówi Wojdyna.
[srodtytul]Więcej zabezpieczeń[/srodtytul]
– Utrzymujemy taki sam poziom przeterminowanych należności, co przed rokiem, żadnych odpisów nie przewidujemy – zapewnia Jerzy Bernhard, prezes Stalprofilu. – Trudno się dziwić, że ubezpieczyciele dmuchają na zimne, skoro ryzyko wypłaty przez nich odszkodowania jest większe – kwituje. Śląskie przedsiębiorstwo dba o zabezpieczenie sprzedaży także na własną rękę. – Klient musi zaproponować formę gwarancji, np. weksel, zastaw rejestrowy, hipotekę. Jeśli tego nie zrobi, nie decydujemy się na transakcję lub znacznie ograniczamy jej wartość. Niestety, takich przypadków jest coraz więcej – mówi Bernhard.
Wiceprezes Drozapolu-Profilu Grzegorz Dołkowski szacuje, że w ostatnim półroczu czas oczekiwania na pieniądze wydłużył się o mniej więcej dwa tygodnie. – Nie widzimy potrzeby tworzenia odpisów. Transakcje z wydłużonym terminem płatności ubezpieczaliśmy. Nasz ubezpieczyciel drastycznie obniżył limit kredytowy. Negocjujemy w tej sprawie – mówi Dołkowski. Drozapol też stara się zabezpieczać transakcje na własną rękę.
– Należności przeterminowane wzrosły nieznacznie, nie ma potrzeby tworzenia rezerw na ten cel – zapewnia Robert Kożuch, kierownik biura zarządu Stalproduktu. – Prowadzimy ścisły monitoring należności i przestrzegamy bardzo skrupulatnie procedur zarządzania ryzykiem. Klienci mają określone limity zakupów, na bieżąco analizujemy ich sytuację finansową – dodaje.
– Na razie nie ma tragedii, bardzo ostrożnie dobieramy odbiorców, staramy się zabezpieczać naszą sprzedaż – mówi Przemysław Sztuczkowski, prezes grupy Złomrex, do której należy giełdowy Cognor.